Facebook Google+ Twitter

Heineken Open’er Festival 2006. Kolacja mistrzów

  • Źródło: Dziennik Bałtycki
  • Data dodania: 2006-07-07 11:33

Trwa Heineken Open’er Festival w Gdyni. Tak dużego festiwalu rocka i muzyki alternatywnej w Polsce jeszcze nie było. Wśród kilkunastu, bardzo dobrych wykonawców, znalazło się kilku wyjątkowych. I to nie tylko z dalekich krajów.

Byłeś na Heineken Open’er Festival w Gdyni? Jak było - Twoja relacja

Myslovitz

fot. Marcin Palicki/AKPA
Zespół obchodził niedawno dziesięciolecie działalności i trzeba przyznać, że były to lata owocne. Chłopcy ze śląskich Mysłowic byli początkowo widziani jako kolejny wymysł specjalistów od marketingu. Zadebiutowali w okresie szczytu popularności britpopu i byli uważani za bladą kopię Oasis czy Blur. W tym okresie pojawiło się zresztą kilka sztucznie stworzonych zespołów wykorzystujących tę modę, choćby Rotary czy Lizar. Ci utonęli i nikt ich już chyba nie pamięta. Myslovitz pozostał i przetrwał nawet okres słabej koniunktury na rocka i zapaść polskiej fonografii.
Myslovitz wygrywa kreatywnością i umiejętnościami - piosenki, które na płytach mogą się wydawać dość banalne, na koncertach zmieniają się w rozbudowane, oparte na improwizacji kompozycje. Na koncertach zawsze grają też głośniej i ostrzej.
Zespół ma zresztą wyrazistego frontmana, gitarzystę i wokalistę Artura Rojka. Absolwent Akademii Wychowania Fizycznego w Katowicach zasłynął poetycznymi, nieco wydumanymi tekstami i ciekawą barwą głosu. Po kilku latach przestawaliśmy się już śmiać z Myslovitz - w 1998 r. ich klip „To tylko film”, opowiadający o bezinteresownej przemocy, został uznany przez większość stacji muzycznych za zbyt brutalny i nie doczekał się emisji. W rok później przyszedł wielki sukces płyty „Miłość w czasach popkultury”, jeden z największych w polskim rocku ostatnich kilku lat. Myslovitz nie unika eksperymentów - bardzo śmiałą wycieczką w awangardę była ich poprzednia płyta „Skalary, mieczyki, neonki”. Najnowsza, „Hapiness Is Easy”, jest powrotem do rocka i dużym osiągnięciem artystycznym, jeśli wierzyć recenzentom. Teraz usłyszymy nowy materiał w koncertowym praniu i z pewnością nie będzie zawodu.

Franz Ferdinand

fot. Marcin Palicki/AKPA
Szkocka grupa jest jednym z najgłośniejszych debiutów ostatnich kilku lat i należy do młodych wykonawców zapatrzonych w Nową Falę, czyli odmianę rocka, która wypączkowała z muzyki punk na początku lat 80. Jeśli popatrzyć w metryki, większość z tych muzyków została poczęta przy rytmach z tej epoki. Trudno więc nawet dziwić się tej fascynacji.
Jak pozostali rockmani czerpiący z lat 80., Szkoci nie wymyślili niczego nowego. Ale po pierwsze wcale się tego nie wstydzą, a po drugie sprawnie i inteligentnie mieszają style artystów sprzed ćwierćwiecza. Nikogo nie kopiują w sposób otwarty, kopiując jednak każdego po trochu. Do tego dochodzą zabójczo przebojowe melodie - „Take Me Out” było kilka lat temu prawdziwym objawieniem i jako singiel osiągnęło rekordowe wyniki sprzedaży w czasach dla małej płyty niełaskawych.
Franz Ferdinand przyciąga uwagę także nazwą. Imiona następcy tronu Austro-Węgier, zabitego w zamachu w Sarajewie, mogą budzić u niektórych sentyment. Chłopcy są zaliczani do arbitrów elegancji - tu też powielają stare wzorce, ale robią to z dużym smakiem i z ironicznym poczuciem humoru. Na widok cienkich krawacików do ciemnych garniturów i koszul niejednemu z weteranów tamtych czasów może zakręcić się łza w oku. A w dodatku takie kostiumy podobno podobają się współczesnym dzierlatkom.
Ich występy nie są wielkim scenicznym show - raczej nostalgicznym kabaretem muzycznym, pełnym uroczych i porywających do tańca melodii. Ich obecność w Gdyni jest też dowodem na rosnący prestiż Heineken Open’er - objeżdżają tego lata wszystkie najważniejsze festiwale i wszędzie robią furorę.

The Streets

Festiwal pokaże bardzo wiele ciekawego hiphopu, głównie artystów poszukujących nowych rozwiązań w tym gatunku. Z Polaków będą Fisz i Emade, USA będą reprezentować Pharell Williams i rewelacyjny Kanye West, ale prawdziwym fenomenem będzie The Streets, twórca brytyjskiego hiphopu.
Dwudziestoparoletni obecnie Mike Skinner pochodzi z Birmingham. Od lat już mieszka w Londynie, ale wciąż czaruje specyficznym akcentem z rodzinnego miasta. Hiphopem zainteresował się już w podstawówce i początkowo naśladował amerykańskich raperów-gangsterów. Jako bystre i wrażliwe pacholę w pewnym momencie doszedł do wniosku, że tylko imituje obce wzorce i że można tworzyć podobną muzykę, bazując na własnych doświadczeniach i rodzimej kulturze. Podobnego odkrycia dokonał zresztą w tym samym czasie w Polsce Fisz.
Mike zaczął rapować o nudnych domowych obiadkach, gapieniu się w telewizor, graniu na konsoli, nieudanych randkach, kłopotach z dilerami, piątkowych wieczorach w pubie. Klip „Blinded By Light” jest jednym z najbardziej wstrząsających obrazów życia klubowego. The Streets od początku kariery jest postrzegany w swojej ojczyźnie jak objawienie - już debiutancki album „The Original Pirate Material” bił rekordy popularności i zdobył prestiżową Mercury Award, przyznawaną za największe wydarzenie artystyczne na Wyspach. Drugi album, wydany przed dwoma laty, potwierdził artystyczną klasę Skinnera. Najnowszy jest planowany na jesień i już należy do najbardziej wyczekiwanych.
The Streets wnikliwie przygląda się małym sprawom nieważnych ludzi i robi to z niepowtarzalnym wdziękiem i humorem. Jest kolejnym żywym dowodem na poparcie tezy, że Brytyjczycy potrafią doskonale przetwarzać wzorce z drugiego brzegu Atlantyku. Wystarczy przypomnieć The Rolling Stones czy Erika Claptona. Mike ma szansę być stawianym za kilka lat w tym samym rzędzie.
Tomasz Rozwadowski - Dziennik Bałtycki

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 07.07.2006 11:57

Heh, jednak Skinner a Fisz to dwa różne światy i nie ma co porównywać ;-P

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.