Facebook Google+ Twitter

Hej ho, hej ho, na ACTA z RPO!

Jednomyślność Unii Europejskiej może umocnić prawo; dzięki jego amerykanizacji. Takie odczucia budzą opinie Rzecznika Praw Obywatelskich, który "zagościł" na stronie "PolskaTimes.pl" i innych.

 / Fot. W24Rzecznik Praw Obywatelskich Irena Lipowicz przybliżyła pewne prawdy wiążące się z ACTA. Na stronie PolskaTimes.pl, Gazeta.pl i innych przedstawiono skrótowo odpowiedzi rzecznika na pytania użytkowników serwisów bankier.pl i wykop.pl, w najchętniej komentowanym temacie ostatnich tygodni.

Obawy i konsekwencje mają w ocenie RPO uzasadnienie. Kierując się poszukiwaniem gotowych odpowiedzi, jakie przedstawiono w artykule "RPO: twórcy ACTA nie pomyśleli o użytkownikach portali społecznościowych", mogę dostrzegać tylko wiele słuszności i racji, jaką przejawiają będący przeciwni umowie. Publikacja przywodzi mnie do stwierdzenia, że istnieją zaledwie trzy problemy, które są przy swej miałkiej liczebności trudne do zaakceptowania na europejskim gruncie. Taka jest ich forma i postać, i tak je poddano pod powszechną akceptację wszem i wobec. Inna sprawa, że ACTA mające wnieść zmiany w życiu każdego obywatela, są wciąż jakimś tworem tajemniczym. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie. Tak więc:

http://pixabay.com/pl/graffiti-malarz-okno-10918/ Painting the Window. / Fot. PixelAnarchy/public domainPo pierwsze - obawy i brak doświadczenia (kiedy indziej nazywane głupotą lub lekkomyślnością) ludzi młodych i dzieci.

ACTA mogą zmienić myślenie przyszłych pokoleń, ale obecnie dojrzewające latorośle mają ogromne szanse zderzyć się z twardą rzeczywistością. Problem wydaje się być zaprawiony jakimś odium holizmu albowiem nie sposób zrozumieć kanonów prawniczych w odniesieniu do jednego młodzieńca lub dziewczyny i jednocześnie do całej młodzieży, którzy stanowią ponoć zagrożenie poprzez poszukiwanie doznań estetycznych i tym podobnych na swoich stronach czy ścianach, jakie legalnie użytkują lub użytkowali.

Dla przykładu: amatorzy portali społecznościowych w uwielbieniu dla swojego idola organizują się w przeróżne mniej lub bardziej efemeryczne grupy, których pojedynczy uczestnicy identyfikują się z bożyszczem, załączając ukochane treści, czyli fotografie, animacje, teksty i inne nieodzowne atrybuty niejednej młodości. Rzecznik przyznał, że ta beztroska może zostać ukrócona za pomocą ACTA. Gdyby przyjąć, że umowa zostanie wprzęgnięta w tryby urzędniczej maszyny, zwiększając przy tym efektywność wymiaru sprawiedliwości w możliwie najkrótszym terminie, to można żywić obawy o los młodych ludzi. Roztargnienie czy bunt okresu dojrzewania mogą przysparzać, jak rozumiem, wcale spore grono klientów Temidy. Łatwiej podpaść poprzez rozporządzanie videoclipem, aniżeli uganiając się za jointem. Nie można owego przekazu zrozumieć w prostszy sposób, gdyż świadomość przeciętnego użytkownika sprzętu komputerowego (tym bardziej młodzież) jest wbrew postawie i pozorom bardzo silnie związana ze swoim domem i własną w nim przestrzenią. Poza tym niepokoi mnie możliwość zaistnienia nowych przepisów rodem z Ameryki i kwestia wydolności kieszeni, co w przypadku młodzieży jest niebagatelnym problemem.

Po drugie - Ochrona dóbr intelektualnych dzięki ACTA a kwestia odpowiedzialności i uchylania się od takowej, korzystając "piracko", a więc szkodząc.

Wyjaśnienie Ireny Lipowicz jest dość oczywiste: "To byłaby zła droga, gdybyśmy mówili, że jesteśmy tak biedni, że musimy być piratami. Tak było w komunizmie, kiedy nam tłumaczono, że szpiegostwo przemysłowe jest cnotą, bo nas na to nie stać, żeby legalnie kupić". Potentaci kształtujący naszą świadomość w materii dóbr intelektualnych i praw autorskich często sprzeniewierzają się i odchodzą od wartości, które służą im już tylko za "własny" oręż. Mam na myśli firmy, np. zarówno wydawnictwo fonograficzne, jak i artystę, którzy mogą drwić z konsumenta wydającego swoje grosze w dobrej wierze. "Gazeta" cytuje Rzecznika: "Dramat Europy polega na tym, że przestajemy być kontynentem produkującym. Firmy prowadzą tylko działalność intelektualną, a wykonanie zlecają np. w Chinach. To jest sprawstwo tego, że mamy do czynienia z towarami, które nie są autentyczne". Rozłam pomiędzy tym, co głosi przekaz artysty, polityką wydawcy a ustawodawstwem, żeby poprzestać na zawężeniu pojmowania wartości intelektualnej do niezamierzonej trifurkacji, powoduje zaciemnienie obrazu sytuacji, jaka w tej dziedzinie miała ulegać poprawie. ACTA pogłębiają chaos i niezrozumienie, dając zarazem obywatelowi swoistą laurkę zaświadczającą, że zdał swój egzamin z "europejskości" na pięć.

Po trzecie - Kwestia prawnego autoramentu budzi największe wątpliwości, a mianowicie: "Czytamy, że nawet, jeżeli jest tylko domniemanie naruszenia wobec osoby, która w jakikolwiek sposób jest związana z naruszeniem praw autorskich, to wtedy może nastąpić przekazanie danych tej osoby. Ale nie sądowi - bo to byśmy ścierpieli - tylko podmiotowi komercyjnemu, który by ścigał to naruszenie. To jest w prawie amerykańskim dopuszczone, dla nas to jest zdumiewające".

Czy można oczekiwać, że jacyś tajniacy zajmujący się szeroko rozumianą rewindykacją należności będą interpretować przepisy na własną potrzebę? Dochodzenie należności z tytułu pominięcia należnych gratyfikacji jakie wiążą się z prawem autorskim musi mieć swoje czytelne i wyraźne uzasadnienie w prawie cywilnym rodzimym. Nie można nakładać na "podejrzanego" obywatela swoiście rozumianej sankcji jakby w myśl ignorancji, która nie zwalnia od odpowiedzialności. "Gazeta.pl" uwypukla zamieszanie jakie odczuwa się w rodzinie praw kultur europejskich: "O ile my jesteśmy przyzwyczajeni, że nasze prawa i wolności są w treści prawa, o tyle, a ACTA - według zasad anglosaskich, amerykańskich - cały ciężar ochrony wolności człowieka skupia się na tym, co zrobi sędzia. A wiele norm istotnych jest wręcz w przypisach, co w świetle europejskiego spojrzenia jest niemożliwe".

Zamieszanie powoduje zwiększanie niezrozumienia i ilości osób, które pozostają w obliczu nadciągających nowych przepisów niczym dyskutujący o dopuszczalnej ilości narkotyku czy podobnej substancji jaką można by posiadać na własny użytek. Są to sytuacje budzące mgliste skojarzenia z amerykańskim prawodawstwem opartym w przeważającej mierze na precedensie, który na naszej szerokości geograficznej jest składnikiem stawiającym całość zagadnienia w cieniu sprzeczności. Stąd też po części wynikają obawy przed bliżej niesprecyzowanymi pojęciami, które jak się wydaje nie mogą zagościć na naszym kontynencie.

Rzecznik Praw Obywatelskich Irena Lipowicz apeluje i zaprasza do udziału w panelach dyskusyjnych, które organizuje. Osoby protestujące w sprawie ACTA mogą się wyrazić wobec zaistniałego problemu. Pierwsze tego rodzaju spotkanie zapowiadano na sobotę, 4 lutego w Gdańsku.

Tekst odnosi się przede wszystkim do specyficznego klimatu, którą potęguje wrzawa w dobie "cichego lokowania" warunków umowy jaką jest ACTA, a tak została odebrana przez wielu kampania, której nie było. Regulacje tyczące życia nie tylko wymiaru wirtualnego są bardzo ważną częścią codzienności ogromnej liczby osób w czym trzon stanowią ludzie młodzi. Zastrzeżenia, co do natury semantycznej i syntaktycznej kontrowersyjnych zapisów "popełnię" kiedy indziej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

kolos
  • kolos
  • 05.02.2012 20:28

Po co zawracać sobie głowę dochodzeniem istoty rzeczy w kwestii zwyczajnego amerykańskiego shitu?Amerykanie rozdęli do granic możliwości swój przemysł ze szczególnym naciskiem na przemysł rozrywkowy.Zagarneli wszystko co wpadło im w ręce.To co im sie udało-kupili.Tego czego im sie nie udało-ukradli.Niezagrożony dotąd i nienasycony show biznes ,czerpał niebotyczne zyski z prawa wyłączności, rozbudowując całą machinę administracyjno-przemysłową opierając się na archaicznym modelu dystrybucji.Kiedy okazało się,że ich zysk zostaje zagrożony,wprowadzili prawa nakładające egzekucję bezwzględnego więzienia na każdego,kto spróbuje uszczknąć choć centa z tego wielomiliardowego biznesu.Amerykanie uświadomili sobie,że to nie działa.Pakują ludzi do więzień na dziesięt lat,a straty jak były,tak są.Teraz zapragnęli "uszczelnić swoją kasę"nakładając na Europę obowiązek obrony ich interesów.
Czy któryś z politycznych, europejskich 'asów "zadał sobie trud i zadał podstawowe pytanie-a co Europa ma mieć z tej ACTA?Nikt nie zapytał,bo odpowiedź jest jedna -NIC
Amerykanie wszystko wykupili,albo ukradli.A jak jeszcze tego nie zrobili,to ACTA jest dla nich doskonałym pretekstem aby zawłaszczyć tę cześć,której jeszcze nie obłożyli swoimi prawami autorskimi.Semantyka...syntaktyka...zwyczajny amerykański shit.

Komentarz został ukrytyrozwiń
e
  • e
  • 05.02.2012 18:13

Nudaaaaa! Starczy ACTA !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.