Facebook Google+ Twitter

Hejt i histeria

Zakończyła się rekrutacja kandydatów na listy wyborcze Ruchu Pawła Kukiza.

Paweł Kukiz na scenie we Władysławowie / Fot. kmzZakończyła się rekrutacja kandydatów na listy wyborcze Ruchu Pawła Kukiza. Jak poinformował rzecznik prasowy ruchu Miłosz Lodowski, do Wrocławia - gdzie Komitet Wyborczy Wyborców „Kukiz’15” ma swoją siedzibę - wpłynęło ponad 3500 zgłoszeń od chętnych do startu w wyścigu o poselskie mandaty. Mimo to medialni weterani rodem z przedniej epoki wieszczą kapitulację lidera „antystemu”. Konsekwentnie milczą zaś na temat referendum.

Na Wybrzeżu gorąco. Wyjątkowo gorąco. I tłoczno… Takiego oblężenia nadbałtyckich plaż nie pamiętają nawet najstarsi... rybacy. Na Pomorzu zjawił się również Paweł Kukiz. Pomimo temperatur przekraczających 30 stopni w cieniu, charyzmatyczny muzyk nie próżnuje. 7 sierpnia zakończył pierwszy etap spotkań z mieszkańcami regionu i letnikami. W najbliższy wtorek rusza druga tura koncertów. Do tej pory Kukiz odwiedził Hel, Władysławowo, Łebę i Ustkę. Kolejne odbywały się będą w Darłowie (11.08, wtorek), Mielnie (12.08, środa) i w Kołobrzegu (13.08, czwartek). Trzecia trasa, to trzy kolejne miejsca: Międzyzdroje (18.08, wtorek), Rewal (19.08, środa) oraz Dziwnów (20.08, czwartek). Potem Kukiz skieruje się na Mazury.

Korupcjogenna partiokracja
W trasie Pawłowi Kukizowi towarzyszy zespół Krywań. Nie muzyka jednak jest głównym punktem programu wakacyjnych spotkań. Lider woJOWników przekonuje Polaków do idei jednomandatowych okręgów wyborczych oraz do udziału we wrześniowym referendum - we Władysławowie muzyk powiedział wprost: „Kto na to referendum nie pójdzie, ten będzie współodpowiedzialny za dalszą degradację Polski”.
Wydawałoby się, że idea jednomandatowych okręgów wyborczych, głoszona przez Kukiza, powinna podobać się każdemu. Od początku do końca, od lewa do prawa, od Karpat po Bałtyk - bo przecież każdy normalny człowiek chce mieć wpływ na władzę, która rządzić ma w jego imieniu. A przynajmniej powinien chcieć… I takiej właśnie kontroli władzy służyć będzie wprowadzenie do ordynacji wyborczej jednomandatowych okręgów.
Nie znam człowieka, który nie dostrzegałby ułomności naszego systemu politycznego. I to zarówno jako całości, jak i poszczególnych jego elementów. Nie wierzę, aby znalazł się w Polsce ktokolwiek (zdrowy na umyśle), komu podobałby się np. sposób naliczania emerytur, rent, zasiłków i podatków. To samo dotyczy opieki zdrowotnej, edukacji, sektora bankowego, przemysłu, mediów i całej w zasadzie sfery społecznej, za którą odpowiadają, rządzące III RP od ćwierćwiecza, partie systemowe.
Paweł Kukiz stan tej permanentnej patologii w polskiej polityce nazywa „partiokracją”. System ten, jego zdaniem, charakteryzuje się całkowitym zawłaszczeniem instytucji państwowych przez partie polityczne. A to z kolei prowadzi wprost do korupcji, nepotyzmu, oderwania się polityków od wyborców i totalnej arogancji władzy. Ale czy istnieje coś, co mogłoby ten stan zmienić?
Kukiz mówi: „Tak, tym czymś są właśnie JOW-y”. Dlaczego? Ponieważ system jednomandatowych okręgów wyborczych najpełniej oddaje ducha demokracji, jako ustroju zakładającego, że wola większości obywateli stanowi źródło prawa stanowionego.
Paweł Kukiz w swoich wystąpieniach podkreśla szczególnie mocno, że dzięki systemowi JOW obywatele zyskują rzeczywistą swobodę kandydowania - wystarczy zgłosić taką wolę, zebrać minimum 10 podpisów wyborców ze swojego okręgu i wpłacić kaucję. Obecnie zaś, aby dostać się na partyjną listę wyborczą, trzeba być przez wiele lat „kapciowym prezesa”.

Dlaczego JOW?
System JOW zakłada wprowadzenie 460 kręgów wyborczych, co umożliwia bezpośredni kontakt parlamentarzystów z elektoratem, i to zarówno podczas kampanii, jak i całej kadencji Sejmu. Wyborcy nie muszą dzięki temu polegać wyłącznie na przekazie mediów (często nieprawdziwym), lecz mogą sami sobie wyrobić zdanie o kandydacie. Kampania bez użycia telewizji radia i prasy nie tylko obniża koszty kampanii, lecz daje też wszystkim kandydatom równe szanse.
Głosowanie w przypadku JOW odbywa się tylko raz - zwycięzca bierze wszystko, dlatego nie ma drugiej tury. Taki sposób głosowania, nie dość, że jest tańszy i bardziej przejrzysty dla wyborców (wyklucza manipulacje stosowane np. w ordynacji proporcjonalnej), to jeszcze dopinguje do popierania swojego, lokalnego kandydata. Kolejną niezwykle istotną cechą ordynacji bezpośredniej jest fakt, że wybory nie mogą być finansowane ze środków publicznych. Wszyscy kandydaci - bez względu na to, czy partyjni, czy niezależni - posiadają ten sam limit środków finansowych, przeznaczonych na kampanię wyborczą. Gwarancję poprawnego przeprowadzenia głosowania daje natomiast obywatelski monitoring, który obejmuje wszelkie działania związane z wyborami.
Była wicewojewoda pomorska, Aleksandra Jankowska twierdzi, że system JOW w naszej rzeczywistości politycznej jest pomysłem złym. Jej zdaniem, nim wprowadzimy JOW-y powinniśmy uporać się z dekomunizacją. Z kolei Marcin Sandecki, z trójmiejskiej „Gazety Wyborczej”, system JOW-ów opisuje następująco: „…to prymitywny, średniowieczny system, niesprawiedliwy w sensie reprezentatywności i nieodpowiadający strukturze państwa unitarnego. Nie rozwiązuje on żadnych problemów społecznych, a jedynie pogłębia upartyjnienie państwa, betonuje scenę polityczną i prowadzi do społecznych konfliktów”.
Jak widać sposobów interpretacji politycznej rzeczywistości jest wiele i to cieszy - demokracja polega przecież na dochodzeniu do konsensusu… Dlatego m.in. niczyich poglądów nie będę nazywał demagogią, a tym bardziej „paranoją”, co uczynił na moim FB wspomniany powyżej dziennikarz „GW”. Nadal jednak będę się upierał, że każdy system jest lepszy, niż „partiokracja”, którą mamy w Polsce obecnie.

Media do usług
Do referendum pozostało niewiele ponad trzy tygodnie. Jeśli nawet mainstream o głosowaniu coś pisze, to jest to epitafium dla Kukiza, albo bezrefleksyjny hejt, w żadnym razie rzeczowa informacja. Zastanawiam się, z czego bierze się aż taka nienawiść do wszystkiego co świeże, nieubłocone, nie dające się podporządkować władzy? Dlaczego obecna elita i jej medialni lokaje, jako alternatywę dla samych siebie, widzą jedynie paranoję, chamstwo i ignorancję? To, że jakiś młody „cyngiel” z lokalnego dziennika próbuje się wybić wazelinowaniem, jest jeszcze zrozumiałe. Jednak, że w nurt oficjalnej propagandy wpisują się również tzw. „autorytety”, to już budzi zdziwienie.
Daniel Passent, bo to o nim mowa, był niegdyś całkiem sprawnym publicystą. Ostatnio jednak wyraźnie obniżył loty - w radiu TOK FM wpisał się w jakże modną w lewackim mainstreamie tezę, zakładającą że „Paweł Kukiz jest skończony”. Publicysta nie tylko zresztą się „wpisał”, lecz tezę tę twórczo rozwinął - odnosząc się do plotek, jakoby Kukiz miał zamiar startować do senatu, zwietrzył jego kapitulację.
Niestety wizje pana Passenta okazały się być jedynie jego fantasmagoriami. I dlatego, w zasadzie nie warto byłoby się nimi w ogóle zajmować. Jednak problem w tym, że o „kapitulacji” Kukiza roi cały niemal mainstream… Roją Wielcy Redaktorzy i mali propagandyści. Roją, odżegnując od czci i wiary nie tylko samego Kukiza, lecz także zwolenników i obrońców wartości, które muzyk od lat wyznaje.

Wszyscy jesteśmy paranoikami?
Parę dni temu napisałem na FB komentarz na temat JOW-ów. Wspomniałem, że popiera je m.in. Wojciech Cejrowski. To oczywiście rozwścieczyło kilka osób - bezpośrednio zaatakował mnie wspominany już „cyngiel” z „Wyborczej”. Pan Sandecki nazwał mnie „chamem, ignorantem i paranoikiem”, co mu oczywiście wybaczam, szczególnie, że sam Adam Michnik kazał mu ponoć mnie tak tytułować (pewnie to tylko rojenie Sandeckiego, ale niech mu będzie). Od siebie zatroskany o demokrację publicysta dodał jeszcze jeden epitet, z którego jestem szczególnie dumny - nazwał mnie „królem inwektyw”. Czyż coś takiego, zwłaszcza w ustach dziennikarza gazety, piszącej wyłącznie językiem miłości, nie brzmi wyjątkowo słodko?
Ale wracając do Passenta i jego teorii... Otóż nie dalej jak trzy dni temu rozmawiałem z Pawłem Kukizem. Krótko, bo krótko, ale o Senacie i kapitulacji nie było mowy. Wręcz przeciwnie... Kukiz powiedział, że jak najszybciej chce doprowadzić do zwrotu państwa obywatelom, a potem wrócić na scenę i zajmować się wyłącznie muzyką.
- Jedyna dobra rzecz, że ambicje polityczne Kukiza mogą być realizowane w Senacie, czyli przy małej szkodliwości społecznej - zauważył w TOK FM Daniel Passent.
Szkoda, że nie wspomniał też o złej rzeczy… To znaczy o istnieniu biologii, która z czasem osłabia rozum nawet najtęższym „cynglom”, nim ostatecznie ich wyeliminuje.


-----------------------------------------
Źródło:
Portal Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich
http://www.sdp.pl/felieto…/11634,hejt-i-histeria-,1439209599

Portal miesięcznika "Riviera":
https://www.facebook.com/Riviera.gazeta/posts/1223951230964192

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.