Facebook Google+ Twitter

Helicobacter pylori, bakteria odporna na kwas solny w żołądku

Wydarzenia wokół bakterii wywołującej wrzód żołądka pokazały, że mechanizmy hamujące postęp we współczesnej medycynie są podobne do tych, jakie działały w przeszłości. Wielu naukowcom trudno wyjść poza utarte schematy myślenia.

Barry Marshall, laureat Nagrody Nobla 2005 w dziedzinie medycyny Page URL: http://commons.wikimedia.org/wiki/File%3AMarshall_2008.JPG File URL: http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/f1/Marshall_2008.JPG Attribution: Di Barjammar (Opera propria) / Fot. BarjammarHistoria odkryć związanych z chorobą wrzodową żołądka

Niewidoczne gołym okiem drobne organizmy żywe stały się dostępne badaniom dzięki wynalazkowi mikroskopu. Skonstruował go Holender Antonie van Leeuwenhoek w drugiej połowie XVII wieku. Jako sprzedawca sukna używał do jego oceny szkieł powiększających i stąd zrodził się pomysł budowy bardziej powiększającego przyrządu optycznego.

Następnie, prace Ludwika Pasteura (1822-1895) i Roberta Kocha (1843-1910) przyczyniły się do przypisania bakteriom roli czynnika chorobotwórczego w wielu jednostkach chorobowych. Termin "bakteria" wprowadził niemiecki lekarz Ch. G. Ehrenberg (1795-1876) w 1838 roku, ale precyzyjne powiązanie znalezionego drobnoustroju w organizmie chorego z jego dolegliwościami stało się możliwe dopiero w latach 80. XIX wieku. Objawom chorobowym bardzo często towarzyszą różni potencjalni sprawcy choroby, co utrudnia sformułowanie trafnej diagnozy.

Postulaty Kocha

W kilku źródłach spotkałem różne daty sformułowania tzw. postulatów Kocha, czyli kryteriów pozwalających odpowiedzieć na pytanie: czy dany drobnoustrój powoduje konkretną chorobę u chorego? Najprawdopodobniej jednak było to na zjeździe naukowym w Berlinie 24 marca 1882 roku, gdy w scenerii wieszczącej sensację i w czasie wyczuwanego dużego napięcia emocjonalnego u zgromadzonych tam największych autorytetów medycyny, Koch ogłosił wykrycie prątków gruźlicy.

Mikroorganizm może być uznany za patogen, czyli czynnik sprawczy choroby jeżeli:
1. Został wykryty w każdym przypadku choroby;
2. Posiany na specjalnych pożywkach w laboratorium daje wzrost czystych kolonii bakteryjnych;
3. Pobrane z hodowli i wprowadzone do ustroju zdrowego zwierzęcia wrażliwego na taki patogen musi wywołać objawy danej choroby;
4. Materiał pobrany ze zmian w narządach chorych zwierząt i posiany na pożywkach musi dać wzrost takich samych czystych kolonii bakteryjnych, jak w punkcie 2.

Dzisiaj wiemy, że w wielu chorobach wywoływanych przez drobnoustroje te postulaty nie są spełnione (np. AIDS, kiła, trąd). Dotyczy to również innych chorób wirusowych u człowieka. Wtedy jednak one spełniły swoje porządkujące zadanie, ponieważ przez świat przetaczała się fala wykrywania bakterii patogennych we wszystkich chorobach...

Prosty filmik pokazujący różnicę między wirusem a bakterią



Nie wdając się w głębsze rozważania można stwierdzić, że samo znalezienie drobnoustroju w organizmie nie wystarczyło do stwierdzenia, że ten odkryty mikrob odpowiada za jakąś patologię czy konkretną chorobę. Ale również nie znalezienie drobnoustroju w organizmie chorego nie upoważnia do kategorycznego stwierdzenia, że nie mamy do czynienia z chorobą zakaźną.

Jak się okazuje miało to ogromne znaczenie w wielu chorobach. Przykładem takiej choroby może być wrzód żołądka. Dopiero dzisiaj zdajemy sobie sprawę z tego, że bakteria Helicobacter pylori jest wszędobylska. Można ją znaleźć u ogromnej części ludzkiej populacji, od 25 do 90 procent (w Polsce 40-60 procent według Dzieniszewskiego i współaut. 2004), a przecież nie u wszystkich zarażonych ujawniają się objawy chorobowe.

Pierwsze dane na temat objawów wrzodu żołądka zamieścił Hipokrates, ale wrzód w żołądku w czasie autopsji opisał w 1586 roku Marcellus Donata z Mantuy. Przez wiele lat spekulowano w jaki sposób dochodzi do powstania wrzodu w żołądku. Patologię w żołądku przypisywano różnym czynnikom. Od chemicznych poprzez psychologiczne, obyczajowe do infekcyjnych włącznie.

W 1875 r. niemiecki bakteriolog G. Botcher we współpracy z Francuzem M. Letulle znaleźli spiralne bakterie w śluzówce żołądka ssaków i już wtedy brali pod uwagę jakieś powiązanie choroby wrzodowej z obecnością bakterii.
Na tym polu mamy również ślad działalności Polaka, gdyż w 1889 roku profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego Walery Jaworski opisał spiralne mikroorganizmy w osadzie popłuczyn z ludzkiego żołądka. Również zasugerował, ze te mikroorganizmy mogą być związane z chorobą wrzodową, ale nie udało mu się pozyskać ich hodowli w laboratorium. Poza tym praca była napisana tylko w języku polskim, co wtedy oznaczało, że dla świata nauki jej po prostu... nie było.

Z kolei Giulio Bizzozero zauważył spiralne mikroorganizmy w 1893 roku, ale u psów. Trzy lata później H. Salomonowi udało się zainfekować myszy fragmentami żołądka chorych psów. Po kilku dniach wykryto takie same bakterie w żołądkach myszy.

Nikomu jednak nie udało się wyhodować tych bakterii w laboratorium, co nie spełniało postulatów Kocha. Dzisiaj te postulaty mają już znacznie mniejsze znaczenie, niż w tamtych czasach. Nowe odkrycia w mikrobiologii, immunologii oraz w genetyce zdezaktualizowały w dużej części ich doniosłość.

Sztuki wyizolowania i wyhodowania tych bakterii dokonali dopiero Robin Warren i Barry Marshall, australijscy lekarze w 1982 roku. Potrafili sporządzić właściwą pożywkę i stworzyć odpowiednie warunki rozwoju dla tych spiralnych bakterii wyizolowanych od chorych ludzi.

Ciekawe, że 10 lat wcześniej o krok od sukcesu był H.W. Steer, który wyizolował te bakterie, ale na skutek niewłaściwych warunków w czasie ich namnażania w laboratorium wyhodował inne bakterie rozwijające się w warunkach tlenowych. a te spiralne nie rozwijały się z powodu zbyt natlenionego środowiska.

Wrócę jeszcze do sukcesu Australijczyków. Teraz trzeba było udowodnić, że bakterie są patogenami, czyli doprowadzają do wrzodu żołądka u ludzi. Mogli posłużyć się zwierzętami laboratoryjnymi, ale wiedzieli, co by ich czekało... Pierwszym kontrargumentem byłaby zawsze podniesiona różnica międzygatunkowa i musieliby dalej poszukiwać niepodważalnych dowodów potwierdzających swoje odkrycie. W związku z tym Barry Marshall poszedł na całość i... wypił roztwór sporządzony z wyhodowanych bakterii. Po 14 dniach wystąpił silny stan zapalny błony śluzowej żołądka, a tego właśnie się spodziewał. Został oczywiście wyleczony po zastosowaniu odpowiedniej kuracji antybiotykowej, ale w ten sposób udowodnił wprost, że Helicobacter pylori spełnia wszystkie postulaty Kocha.

Osobiste refleksje

W okresie moich studiów medycznych, na seminarium dotyczącym chorób przewodu pokarmowego (w 1976 roku) jeden z kolegów zapytany przez asystenta o przyczynę choroby wrzodowej odpowiedział: czynnik infekcyjny. Ogólnej wesołości na sali nie było końca... Kolega był po prostu nieprzygotowany i "strzelił"... Nie wyuczył się z podręcznika obowiązujących wówczas czynników etiologicznych choroby wrzodowej. Zresztą, poglądy wokół choroby wrzodowej żołądka błyskawicznie się zmieniały. Niedługo po zdobyciu dyplomu coraz częściej słyszałem już o "wrzodzie żołądka", a nie o "chorobie wrzodowej żołądka". Ten pierwszy termin eksponował czynniki miejscowe w patologii żołądka, w przeciwieństwie do drugiego, który miał podkreślać ogólnoustrojowe przyczyny wrzodów w żołądku.

Czas na chwałę dla B. Marshalla?

Nic z tych rzeczy. Dużo wody w rzekach musiało jeszcze upłynąć zanim doczekał się nagrody Nobla w 2005 roku, którą otrzymał wraz z R. Warrenem. Musiał przejść sporo upokorzeń, znieść mnóstwo szyderczych uśmieszków ze strony koleżanek i kolegów lekarzy, a nawet niektórych naukowców.

W tej historii niechlubnie spisał się prestiżowy magazyn medyczny "The Lancet", który odmówił wydrukowania pracy Barrego Marshalla o Helicobacter pylori, ponieważ nie mieściła się w kanonach współczesnych poglądów w medycynie.

W 1983 roku Marshall "dostarczył wesołości" dużej grupie mikrobiologów swoim referatem na międzynarodowej konferencji w Brukseli. Lekceważąco i na wesoło potraktowali referat młodego lekarza, który prawił jakieś herezje wobec "prawd oczywistych i ugruntowanych".

Zakończenie

Walka młodego lekarza z Australii ze skostniałą strukturą w naukowym środowisku medycznym zakończyła się na szczęście dla niego i dla milionów chorych bardzo pozytywnie. Przeciwnie do losów bohatera mojego poprzedniego artykułu Profesora Semmelweisa, który stracił życie w dziwnych okolicznościach.

Barry Marshall pomimo wielu upokorzeń dostał jednak Nagrodę Nobla i wiele innych prestiżowych nagród, a pacjenci otrzymali skuteczną terapię. Natomiast dawni oponenci ochoczo i "szczerze" gratulowali mu sukcesów.

W obu przypadkach (z Semmelweisem i Marshallem) ogromną negatywną rolę odegrały niezdrowe układy panujące w klinikach oraz w środowiskach akademickich. Bezpardonowa rywalizacja, podobna do "wyścigu szczurów" w korporacjach biznesowych. Zawiść, małostkowość, bezwzględna żądza chwały i zaszczytów, traktowanie przedmiotowe chorych (pacjent jest przypadkiem) - to bardzo często spotykane niepożądane zjawiska wśród naukowców.



Źródła:
1. Wikipedia
2. "Scientific Blunders" Robert Youngson, Carroll & Graf Publishers; First Edition (November 1998)
3. "Błędy nauki" Luc Bϋrgin, 1997 Mϋnchen
4. Zwolska Z.: Koch i jego dokonania - rys historyczny ( http://www.pm.microbiology.pl/ )
5. Elżbieta Katarzyna Jagusztyn-Krynicka, Renata Godlewska, Paweł Łaniewski.: Kosmos. Problemy nauk biologicznych,
Tom 54, 2005, numer 4, strony 307-319

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

Ciekawy artykuł. Przypadek B.Marshalla pokazuje, że mimo upływu wieków zawsze znajdzie się środowisko "mędrców", którzy uważają że posiedli wiedzę absolutną i nie dopuszczaja do głosu żadnych teorii podważających ich nieomylność A ludzkość poprzez to traci czas..

Komentarz został ukrytyrozwiń

Doświadczyłam tę bakterię na sobie. Paskudna cholera z niej i dokuczliwa. toteż Nobel zasłużony.
Ostatnio słyszałam, że otyłość i łakomstwo jako nadmierne obżarstwo jest też spowodowane bakterią.

PS. znają się znają, bo wszyscy, no prawie wszyscy, na coś chorują. Wystarczy mieć w rodzinie farmaceutę mikrobiologa, lekarza, aby już brylować za medycznego eksperta.;))))) a na finansach? ja mam świetnego doradcę finansowego, w prawej kieszeni węża, jadowitego rzecz jasna, a w lewej żyletki. ;))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

,,, piszącego o religii chrześjańskiej i jej wyznawaniu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tal mi się zdaje, że artykuły na tematy medyczne naszego przyjaciela zasługują na o niebo wyłszą ocenę niż jego felietony światopoglądowe. Lekarz piszący o chorobach i swoim środowisku pisze o czymś, na czym się zna. W przeciwieństwie do ateisty nie będącego przy tym euhemerystą.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 05.05.2013 23:26

Z prof. Jagusztyn-Krynicką miałem zajęcia. To ona ze swoim zespołem na UW zajmowała się badaniem H. pylori w naszym kraju.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Takich artykułów więcej poproszę , piąteczka:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeczytałm z wielkim zainteresowaniem, wartościowy materiał. Gratuluję !

Komentarz został ukrytyrozwiń

zazdrosc i glupota na to okazuje sie choruja najczesciej nieudacznicy ..przeczytalam z zainteresowaniem ....super

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jako osobnik narzekający na swój metabolizm jestem zawsze odrobinę ciekawy tego całego galimatiasu z bakteriami i wirusami, więc 5+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.