„Herzog. Przewodnik Krytyki Politycznej” to lektura nierówna, momentami przykrótka i nie zostawiająca czytelnika "zaspokojonym", momentami bez pomysłu. Reżyser zasługiwałby na coś więcej, ale dla zwolenników Mistrza Kamery i tak jest to lektura obowiązkowa.
Rozprawka Benjamina Noysa, właściwie jedna z najciekawszych, to próba spojrzenia na autora „Aguirre, gniew Boży” z perspektywy filozoficznej. Publicysta ów przyznaje, że trudno mówić o jawnej inspiracji Freudem u Herzoga, ale zauważa, że jednego i drugiego pociągały wspólne tematy. Oczywiście w publikacji KP nie może zabraknąć odniesień do ulubionego przez wydawnictwo następcy Freuda - Lacana, toteż pojawia się tu odniesienie do kwestii naczelnego hasła psychoanalizy - jouissance, czyli pożądania.
Owo zjawisko zdaniem Noysa kształtuje dążenia bohaterów Herzoga: nieustanna pasja sztuki („Fitzacrraldo”), żądza władzy i pieniądza („Aguirre, gniew Boży) i miłości („Nosferatu”).
Na szczęście krytyk zauważa, że Herzog zbyt był wrażliwy na próby jakiegokolwiek "upupiania" i narzucania mu odgórnie filozofi. Cytując Kurtza z „Czasu apokalipsy” mógłby rzec: „Możesz mnie zabić, ale nie możesz mnie krytykować”.
Na szczęście publicyści w tej pracy unikają tendencyjnej krytyki artysty. O taką otarł się Sławomir Masłoń we wspomnianym „Coetzeem” przez co lektura owej książki stawała się z biegiem czasu męcząca.
Krótkość tekstów pozostawia czytelnika – odwołując się do jouissance – niezaspokojonym. Najdłuższe teksty mają po 20 stron. Herzog zasługiwałby na obszerniejszą, epicką i ekstatyczną na miarę jego talentu biografię. Taką jaką miał mniej przeze mnie ceniony Andrzej Żuławski. Przewodnik KP o Żuławskim był hitem lata 2008. Książkę tamtą jak pisał wówczas Zbigniew Pietrasik w „Polityce”, cytowano sobie na salonach. Sformułowane w niej zwroty, przeszły wręcz do języka codziennego (tak jak Księstwo Warszawskie na pogardliwe określenie elit stołecznych). Dlaczego? „Żuławski” był wywiadem-rzeką, w którym każdemu filmowi reżysera poświęcona była oddzielna rozmowa i oddzielny rozdział. Taka publikacja podnosiła poprzeczkę Przewodników.
Błędem prac o Coetrzeem i Herzogu jest też to, że autorzy nie skontaktowali się z samymi zainteresowanymi. Wiadomo, że jest to trudne. Coetzee ostatni raz był w Polsce osobiście w 2006, ale już Herzog w tym roku. Dwa wywiady z reżyserem nie przypominają wywiadów-rzek
ale wywiady-strumyki (Jeden z wywiadów pochodzi jeszcze z lat 70., wiec jest to strumyk reliktowy). Mimo to „Herzoga” warto sobie sprawić chociażby dla „Deklaracji z Minnestoty”, dwustronicowego zbioru zasad reżysera. To swoisty „manifest szalony”, obcując z nim dotyka się całego ducha Herzoga.
Zaledwie ukazał się Przewodnik o "Herzogu", KP już wydaje kolejne: o Szwecji i Skolimowskim.