Facebook Google+ Twitter

"Herzog" - lektura nierówna. Na szczęście

„Herzog. Przewodnik Krytyki Politycznej” to lektura nierówna, momentami przykrótka i nie zostawiająca czytelnika "zaspokojonym", momentami bez pomysłu. Reżyser zasługiwałby na coś więcej, ale dla zwolenników Mistrza Kamery i tak jest to lektura obowiązkowa.

Okładka "Herzog" Przewodnik Krytyki politycznej z: Krytkapolityczna.pl / Fot. rzeczyobrazkoweRok temu, gdy Krytyka Polityczna wydała swój przewodnik pt. „Coetzee”, uznałem, że trudno o pisarza, który zasługiwałby bardziej na „wzięcie na warsztat” niż John Maxwell Coetzee. W świecie literackim, niezmiernie zróżnicowanym, Coetzeemu brakuje autorów porównywalnych talentem. Noblista, ale uznawany przez krytyków Komitetu Noblowskiego. Pisarz zaangażowany, ale nie tendencyjny. Autor piszący przystępnym językiem, ale o treściach bardzo złożonych i trudnych. Wybitnie XX-wieczny, ale nadający swoim powieściom wymiar uniwersalny.

Gdy Krytyka Polityczna wydała książkę o tym Mistrzu Pióra, pomyślałem od razu o jakimś podobnym indywidualiście w filmie, którego krytyką mogłoby zająć się to wydawnictwo. Do głowy przyszedł mi tylko Werner Herzog. Wszystkie wymienione przymioty prozy Coetzeego odpowiadają filmom niemieckiego reżysera. Oczywiście zakres tematyki skrajnie odmienny, tak jak wizje świata. Jednak minimalizm formy, oszczędność środków narracji, a jednocześnie ogromnie szerokie horyzonty to wszystko mistrzostwo obojga dżentelmenów. Klękajcie narody.

Trudno więc się dziwić, że książkę „Herzog. Przewodnik KP” nabyłem automatycznie po jej publikacji. Niestety rzecz o największym ekscentryku i wielkim indywidualiście kina nie dosięga miary jego talentu. Jest to 180-stronicowa broszura, będąca antologią jego starych wywiadów, starych wycinków z recenzji polskich i zagranicznych i kilku tekstów utworzonych przez redakcję specjalnie do publikacji. Są to teksty nierówne, chociaż jest to akurat zaleta. Dlaczego zaleta? Dlatego, że wyobrażam sobie, że mogłyby być równe poziomowi tekstu Jasia Kapeli o chęci erotycznej penetracji pustyni u Herzoga. Nie sposób odmówić tekstowi publicysty lekkości kontrastującej z powagą pozostałych rozdziałów, ale niestety jego lekturze towarzyszy uczucie, przy którym żenada jest stanem komfortu.

Rozmowa Kazimiery Szczuki z Marią Janion na szczęście kompensuje owo uczucie „pustyni”. Podjęta dyskusja na temat historii romantyzmu niemieckiego i jego wpływu na Herzoga może doskonale poszerzyć percepcję. Sposób, w jaki Herzog opisuje świat to niekiedy nawiedzone proroctwo. To, jak bardzo autorskie i przesiąknięte całym „Herzogiem” są jego filmy, musiało być niesamowitym doświadczeniem dla osób z nim współpracujących. Dla aktorów, których poddawał ponoć hipnozie. Isabelle Adjani, Tim Roth, Claudia Cardinale, Brad Douriff, to tak naprawdę wcale nieliczne gwiazdy, które miały z nim do czynienia. Herzog zawsze bardziej preferował „swoich aktorów”, osoby nieprzeciętne charakterem, często bardzo ekscentryczne, jak Bruno S., czy Klaus Kinski. O tym ostatnim pisze z resztą Piotr Kletowski w tekście, w którym przyrównuje postaci odtwarzane przez aktora do zachowań Hitlera.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.