Facebook Google+ Twitter

HIM na Ursynaliach 2013 - deszcz, błoto i pełnia szczęścia!

Błoto, kałuże, nieprzyjemny zapach…Tak, jestem na rockowym festiwalu. Pomimo problemów Ursynali, HIM wystąpił i wiedział po co jest na scenie. Choć charyzmatyczny urok Ville pozostał nieco w cieniu, nadal uwodził on swoją osobą publiczność.

Ville Valo - wokalista zespołu HIM / Fot. Katarzyna PiecWarszawa przywitała mnie szarością i deszczem. Niezbyt przyjemnie zapowiadał się cały wyjazd, ale jego cel ciągle napawał mnie optymizmem.

Przejeżdżając obok lotniska zauważyłam czatujących paparazzi, którzy na wzgórzu za ogrodzeniem lotniska, celowali obiektywy aparatów w kołujący właśnie samolot. Może to właśnie z niego miał się wyłonić Ville Valo z resztą zespołu? Zaśmiałam się sama do siebie na tę myśl, że w końcu, po 13 latach odkąd poznałam muzykę zespołu, już dziś znajdziemy się w tym samym mieście a jutro zobaczę ich na żywo.

Niewyspana i zmęczona udałam się do swojego hotelu. Nie był to bynajmniej InterContinetal, gdzie na czas festiwalu miały zamieszkać jego gwiazdy. Byłam chora i boleśnie dokuczał mi bark, co ograniczało moją sprawność ruchową, jednak aparat czekał już w pełni gotowości. Był przygotowany do koncertu tak samo jak ja od 13 lat.Ursynalia 2013 / Fot. Katarzyna Piec

Następnego dnia obudziłam się lekko podenerwowana i co jakiś czas doświadczałam znajomego uczucia „motylków w brzuchu”. Do koncertu pozostało sporo czasu, więc postanowiłam pospacerować po Warszawie, aby przewietrzyć rozum i odświeżyć myśli. Moje nogi nie skierowały mnie ku InterContinental’owi. Wiedziałam, że na pewno będzie tam już wystarczająco tłoczno od fanów, poza tym nie chciałam aby brano mnie za groupie.

Spacerując po Krakowskim Przedmieściu pogoda dopisywała, choć czasem kaprysiła i krótki deszcz zmusił wszystkich do otworzenia parasoli lub chowania się przed deszczem. Na bieżąco śledziłam też informacje dotyczące Ursynaliów. Ot, ktoś wrzucił fotkę z Ville, ktoś z Mige… Ktoś pochwalił się, że spotkał zespół gdy grali w szachy i jedli obiad. Pełnia szczęścia.

Ponieważ pieniądze się mnie nie trzymają, na festiwal pojechałam osławionym warszawskim metrem. Potem znów spacer i w końcu dotarłam na miejsce przeznaczenia, które przywitało mnie… deszczem. Błoto, kałuże, nieprzyjemny zapach… Tak, jestem na rockowym festiwalu.

Fan HIM na Ursynaliach / Fot. Katarzyna PiecObserwując to, co się dookoła mnie dzieje starałam się wyszukiwać wszelkich oznak „HIMomani”. Ursynalia w tym roku niezaprzeczalnie miały wiele problemów, nie wszystko wyszło tak jak początkowo zaplanowano. Rok 2013 będzie więc tym, którego organizatorzy nie zapamiętają szczególnie dobrze, jak i fani, którzy wszelkie swoje racje wypisywali w internecie. Był moment, w którym również występ HIM stanął pod znakiem zapytania, kiedy to wokalista Ville Valo miał atak astmy i odwołano amerykańskie koncerty zespołu. Na szczęście jednak wszystko wróciło do normy i teraz szczęśliwie fani odmierzali czas do występu, których dojrzałam już licznie na terenie kampusu.

Głównymi gwiazdami tego dnia był oczywiście HIM i 3 Doors Down ale przed koncertami głównymi publiczność Niektórym błoto nie przeszkadzało a było wręcz pretekstem do dobrej zabawy / Fot. Katarzyna Piecrozgrzewała się przy muzyce m.in. Parkway Drive, Chemia czy Venflon. Chcąc wczuć się bardziej w klimat festiwalu postanowiłam pokręcić się przy scenie. Nim tam doszłam byłam już cała w błocie. Nie sposób było uniknąć tej brudnej, śmierdzącej mieszaniny ziemi i wody, która była wszędzie zamiast trawy. Jednak rzeczywistość przegrała w starciu z marzeniami o zobaczeniu ulubionego zespołu na scenie.

Gdy nastał wieczór zaczęło się nerwowe odliczanie minut do występu. Krzyk, gdy rozwieszono na scenie symbol HIM-a z ich najnowszej płyty. Krzyk, gdy wniesiono sprzęt zespołu z umiejscowionym na nim znakiem heartagramu. I w końcu krzyk, gdy zabrzmiały pierwsze dźwięki.

Magia koncertu HIM - wokalista Ville Valo / Fot. Katarzyna Piec Koncert rozpoczął się przy dźwiękach „Unleash The Red” co miało w sobie coś mistycznego i dodatkowo spotęgowało napięcie. Kiedy HIM wszedł na scenę rozległy się okrzyki radości. Pierwsze trzy utwory należały do fotoreporterów, którzy wykonując swoją pracę, zrobili naprawdę świetne ujęcia. Mój „amatorski profesjonalizm” się skończył, gdy pan Valo spojrzał na mnie a potem prosto w mój obiektyw. Ciężko jest fotografować zespół, gdy jest się jego fanem.

Setlista obejmowała wiele bardzo dobrych utworów, jednak oczywiście każdy ma swoje preferencje co do tego. Ucieszyło mnie szczególnie „Hearts At War”, gdyż uważam, że to jeden z lepszych utworów na najnowszej płycie „Tears on Tape”. No i oczywiście klasyka czyli: nieśmiertelne „Join Me”, potęgowane siłami wokalnymi pana stojącego za mną, „Wicked Game”, które ciężko już usłyszeć na koncertach, „Funeral Of Hearts”, czyli podróż sentymentalna a także „It’s All Tears”, w której pan Valo pokazał swoje możliwości wokalne. Jeśli chodzi o głos Ville Valo to szczerze mówiąc obawiałam się tego, co pokaże na scenie. Pamiętałam jego niezbyt udane występy na Helldone w tym roku i choć późniejsze koncerty napawały optymizmem, ponieważ pokazywał, że wraca do formy to obawy wróciły wraz z jego nieszczęśliwym atakiem astmy i zapaleniem płuc, które miało miejsce w USA.

Linde - Gitarzysta zespołu HIM / Fot. Katarzyna PiecOkazało się jednak, że wokalista być może wyglądał nieco na zmęczonego lecz jednocześnie zrelaksowanego i sprawiającego wrażenie, że wie po co jest na scenie. Choć jego charyzmatyczny urok pozostał nieco w cieniu, nadal uwodził swoją osobą publiczność. Drugą osobą, która zdecydowanie wiodła prym na scenie był Linde. Gitarzysta zawsze trzymał poziom i pokazywał klasę nawet w najtrudniejszych momentach kariery zespołu. Mige także był aktywny, najmniej widoczni byli ze względu na swoje role w zespole Burton i Gas, który jednak mimo, iż ukryty przez cały koncert w tylnej części sceny za perkusją, zrewanżował się rzucając na koniec koncertu pałeczki od perkusji w tłum. Otrzymał także duże oklaski.

Akcja fanów na koncercie zespołu HIM / Fot. Katarzyna PiecJednym z ciekawszych momentów koncertu była akcja przygotowana przez fanów, która polegała na uniesieniu w górę kartek z napisem „Tears on Tape”. Jednak aby było ciekawiej był on w języku malachijskim i prawdopodobnie Ville był zaskoczony i zadowolony, gdyż sam nawet skierował się do Mige aby zwrócił uwagę na to, co się dzieje pod sceną.

Zespół wykonał około 17 utworów kończąc koncert „When Love and Death Embrance” co znów mnie ucieszyło, gdyż by to kolejny utwór mający dla mnie osobiste znaczenie. Jednak ile czasu by nie grali i tak byłoby to za krótko. Takie miałam właśnie wrażenie. Koncert minął zbyt szybko, zabrakło mi piosenki na bisa i strasznie żal było, gdy kończyła się ta magiczna atmosfera wraz ze schodzącym zespołem ze sceny. Pomimo tego już jest nadzieja na kolejny koncert i ponownie ujrzenie zespołu oraz Ville Valo, który tym razem pożegnał się unosząc symbolicznie w górę butelkę coca-coli a wszyscy fani wiedzą co to oznaczało.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.