Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

9575 miejsce

Hip-hop zmusza do myślenia - rozmowa z Robertem Burzyńskim

O polskim i amerykańskim hip-hopie, zamieszaniu związanym z Hukosem, patriotyzmie lokalnym i o tym, dlaczego warto słuchać rapu mówi Robert Burzyński, prowadzący w Radiu Białystok audycję Hiph-Opera.

Panie Robercie, często mówi się, że polski hip hop jest nieudaną kopią amerykańskiego. Czy według pana to prawda?

- Ilu ludzi, tyle prawd. Ale każdej „prawdzie” można zarzucić subiektywizm, brak merytorycznych podstaw, naciąganie faktów, lub zwykłą głupotę. Trzeba dosyć dużo wiedzieć, aby umiejętnie skonfrontować polski hip-hop z amerykańskim. Uważam, że jest to do końca wręcz niemożliwe. Da się uchwycić wiele różnic i podobieństw, ale w gruncie rzeczy to są dwie całkiem odmienne rzeczywistości. Zawsze będę bronił polskiego hip-hopu, mając na uwadze jego wszelkie możliwe wady i zalety. Mówiąc jednak o „nieudanej kopii”, trzeba konkretnie tę nieudolność wskazać. A z tym już wcale nie jest tak łatwo. Wielu krzykaczy rzuca tym hasłem, lecz tak naprawdę nie ma żadnych konkretnych argumentów, by obnażyć skutecznie tą nieudolność. Hip-hop jest jeden, a wszelkie podziały zaczęli tworzyć ludzie. I nie mi stawać w opozycji wobec tych, którzy mają stosunkowo płytkie poglądy i starają się na siłę szukać dziury w całym.

Co by nie mówić, rap w Polsce ma się coraz lepiej. Świadczy o tym chociażby obecność takich płyt w dużych sklepach muzycznych. Ale to chyba hip-hopolo ma się lepiej, a nie hip-hop?

- Sama obecność nic nie znaczy, liczy się przede wszystkim sprzedaż. A z tym, niestety, jeśli chodzi o polski hip-hop, jest dużo gorzej. Tak naprawdę nie interesuje mnie, czy się coś sprzedaje, czy nie, liczy się przecież jakość tej muzyki. A czy jest w tej chwili lepsza? Jeśli chodzi o ten legalny kanał dostępności, to zbyt wiele się nie zmieniło. Staram się jednak być niepoprawnym optymistą i wierzę w młode pokolenie i w polski underground. Tam zawsze coś szumi, trzeba tylko wiedzieć, gdzie przyłożyć ucho.

Granie rapu z elementami popu i disco polo, to jeden ze sposobów wypromowania się. Przychodzi mi na myśl zespół Verba...

- Verba to temat całkowicie nie hip-hopowy. Oni wiedzą, gdzie jest ich miejsce w szeregu i sami twierdzą, że nie są w żaden sposób związani z hip-hopem. Jedyne, co ich łączy z tą kulturą, to stylistyka rapowa, którą wykorzystują w swojej twórczości. Jest to jakiś sposób promocji i dotarcia do odbiorcy, który, niestety, często nie zauważa tego istotnego aspektu.

Innym sposobem zaistnienia może być prowokacja. Skorzystał z niej Hukos. Nagrał utwór "Zabiję prezydenta". Czy hip-hop powinien prowokować?

- Dobry hip-hop oczywiście powinien prowokować, ale dobra i skuteczna prowokacja to też umiejętność. W wypadku Hukosa wygląda to bardzo, mówiąc delikatnie, średnio. Ten track sprowokował nasze szanowne władze i media do pewnych komentarzy, miejmy nadzieje, że na komentarzach się skończy. Ale tak naprawdę taki utwór powinien za pomocą tej prowokacji dawać dużo do myślenia. Hukos przez pryzmat swoich spostrzeżeń i zapewne doświadczeń, nakreślił obraz polskiego społeczeństwa, następnie zwalił cała winę na prezydenta, a na końcu go zabił. Niestety to komiczne, a zarazem i smutne. Taki populistyczny bełkot z bardzo słabym refrenem nie daje mu najmniejszych szans w tej wyjątkowo nierównej konfrontacji. Ja szanuję Hukosa, ale zamiast dobrych lirycznych "butelek z benzyną" zauważam w tym zaledwie małe, zgniłe pomidory, wycelowane w nasz dziwaczny system władzy.

A co pan sądzi o całym zamieszaniu z Hukosem?

- Jestem zaskoczony całym tym zamieszaniem. Zaskoczony negatywnie. Nie rozumiem bowiem, jak tak słaby merytorycznie utwór może doprowadzić do takiego szumu medialnego. Hukos to teraz taki undergroundowy Don Kichot z Białegostoku, który ruszył na walkę z wiatrakami. Niektórzy ludzie nie potrafią niestety wyczuć, czy ten młody zdeterminowany raper mówi poważnie. Atmosfera niby lekko ostygła, ale w związku z zaistniałą sytuacją Hukos nagrał już utwór - odpowiedź. To jego pięć minut w promowaniu siebie. Jak je wykorzysta, ocenią słuchacze. Niemniej trzeba być wybitną jednostką, by temu sprostać. Czy Hukos nią jest? Tę ocenę też zostawiam słuchaczom.

Czy istnieje podział hip-hopu ze względu na Polskę A i B?

- Zawsze istniały podziały i zawsze będą istnieć. Jednak w kwestii różnic poziomu to dużo bardziej skomplikowany temat. Jeśli chodzi o poziom legalnych produkcji muzycznych ze stolicy, to na przestrzeni lat Warszawa jest bez wątpienia nieformalnym liderem. Można powiedzieć, że scena warszawska to około 10 pierwszoligowych mc’s [raperów - przyp.P.B.], w pozostałych miastach ta liczba nie przekracza dwóch. To taka moja prywatna statystyka, która unaocznia wyraźny dystans między Warszawą a resztą kraju. Ale polskie rapowe podziemie, którego większość stanowią utalentowane „młode koty” spoza Warszawy, daje dobre prognozy na przyszłość. Inna sprawa, czy wykorzystają swój talent.

Mają trudniej niż ci z Warszawy?

- Jako odpowiedź zacytuję pewne powiedzenie: "Nie ważne, ile wiesz, ważne kogo znasz”. Łatwiej jest raperom ze stolicy. Scena legalna jest tam dużo bardziej stabilna. Ale wracając do wcześniejszego pytania o to, czy jakiś region Polski jest gorszy lub lepszy, to wkraczamy na płaszczyznę subiektywizmu, związanego z patriotyzmem lokalnym.

No właśnie. Jak by pan zdefiniował patriotyzm lokalny w hip-hopie?

- Lubię to określenie... Oczywiście jest to silny związek emocjonalno-przynależnościowy między danym obszarem kraju, miasta, regionu, a twórczością na tym obszarze uprawianą. W hip-hopie jest to na tyle silne, że łatwo to dostrzec. Dzielnice, osiedla też tutaj służą jako dobry przykład. Rap, tworzony w danym miejscu, mocno jest z nim skorelowany. Obliguje „tubylców” do gloryfikacji tej twórczości, co powoduje często subiektywne postrzeganie rapu w innych miejscach. Z drugiej strony - jest to nieodzowna część kultury hip-hopowej, gdzie ciągła rywalizacja pcha wszystko do przodu.

Dlaczego warto słuchać polskiego hip-hopu?

- Od razu podkreślam, że jeśli słuchać, to nie tylko polskiego. Hip-hop jest jeden. Trzeba być świadomym słuchaczem i wiedzieć o tej kulturze jak najwięcej. Aby taką wiedzę nabyć, należy czerpać ją z rożnych źródeł, a przy okazji szlifować swój język i słuch. Kultura hip-hopowa ma wiele do zaoferowania, potrafi otwierać głowy i wbijać się mocno w serca. Mimo, że czasami demoralizuje, to także naucza. Dlatego świadomy słuchacz musi wiedzieć, czy zostają mu podane farmazony i truizmy, czy też dostaje treści, nad którymi trzeba się zastanowić, pomyśleć, przemyśleć je i wyciągnąć własne wnioski. Sięgając po hip-hop, nie należy skreślać czegoś, czego nie znamy. Trzeba umieć słuchać. Zaślepienie i ignorancja to nasz własny wróg. Odkrywanie i docieranie do rzeczy mniej znanych, czyni słuchacza bardziej dojrzałym. Nie bierze on bezmyślnie tego, co mu podają w „fajnych” stacjach muzycznych i kolorowych gazetach. Dlatego wiadomość hip-hopowa jest tak ważna. Buduje tę kulturę i zmienia nasze odbieranie tej muzyki. Muzyka zmusza do myślenia, kreatywne myślenie pozwala dalej tworzyć, a twórczość ta ponownie daje do myślenia. Koło się zamyka.

Czeka pan na jakąś polską płytę rap, która ma się ukazać niebawem?

- W zasadzie człowiek mojego pokroju cały czas czeka na dobre, polskie, rapowe produkcje. Niestety, nie zawsze zostaje to w pełni wynagrodzone. Aktualnie są dwie polskie płyty, których premiery wyczekuję z niecierpliwością. To solowy projekt Pezeta „Muzyka Rozrywkowa” i kompilacja producencka spod znaku WhiteHouse, czyli trzecia odsłona cyklu Kodex pt. „Wyrok”. Z jednej strony wiem, czego się po tych płytach spodziewać. Z drugiej chciałbym, aby niespodzianek było jak najwięcej.

I tego panu życzę. Dziękuję za rozmowę.

- Dziękuję również.





Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.