Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

14160 miejsce

Hirek Wrona o dziennikarstwie, komercji i muzycznym winie

Zakończył się PressManiak 2009 – warsztaty dziennikarskie zorganizowane od 4 do 5 kwietnia w Lublinie, przez pismo "Radar". Jednym z gości części niedzielnej był Hirek Wrona, dziennikarz telewizyjny i radiowy. Odmalował niewesoły obraz dziennikarstwa muzycznego.

Hirek Wrona / Fot. PAPNie sposób przytoczyć wszystkich refleksji zawartych w wykładzie i mającej miejsce tuż po nim dyskusji. Ale jedno jest pewne: adepci dziennikarstwa obecni na auli Uniwersytetu Przyrodniczego dostali solidną dawkę rzetelnej wiedzy, popartej wieloletnim doświadczeniem i ogromną muzyczną intuicją.

Wiodący temat prelekcji brzmiał następująco: jaka jest rola dziennikarza muzycznego w mediach XXI wieku? Według Hirka Wrony „taka sama, jak każdego innego dziennikarza”. Z tym, że dziennikarz muzyczny zajmuje się sztuką. Ta zaś, jak wiadomo, rządzi swoimi prawami. Najistotniejsze w pisaniu o muzyce jest bezstronne informowanie o nowościach, koncertach i innych muzycznych inicjatywach - co nie wyklucza wcale indywidualnych upodobań. Tymczasem zamiast tego mamy kierowanie się tylko i wyłącznie własnymi gustami, lub – co gorsza – polityką.

Będziemy grali twoje kawałki, ale wydaj płytę w innej firmie...

Ważnym problemem współczesnych mediów jest "zachwianie równowagi niezależności". Nastąpiła konsolidacja, podział na grupy, na przykład stacji związanych z koncernem Agora. - Nie ma czegoś takiego jak ogólnopolskie wydarzenie muzyczne, o którym wszyscy mówią - stwierdził Hirek Wrona. Przytoczył także autentyczną sytuację, kiedy to jeden ze znanych polskich wokalistów zapytał kierownika popularnej stacji radiowej, dlaczego owa stacja tak rzadko puszcza jego piosenki. Odpowiedź brzmiała następująco: wydaj płytę u tego i tego producenta, to będziemy cię puszczać częściej. Paranoja? - Paranoja - przyznaje Hirek Wrona.

Zresztą, słowo paranoja było bodaj najczęściej pojawiającym się podczas całego wykładu. Wystarczy przywołać problem komercjalizacji muzyki – i w konsekwencji dziennikarstwa - przez media. - Dzięki internetowi nastąpił powrót do dziennikarstwa komercyjnego i niekomercyjnego. Komercyjne jest wszystko, co się dobrze sprzedaje. Ostry jest więc niezależny, ale komercyjny. Mandaryna jest niekomercyjna, bo jej płyty się nie sprzedają. To jednak paranoja o wymiarze pozytywnym - komercja przestaje w tym kontekście być czymś z gruntu złym, a staje się jedynie wyznacznikiem wysokiego popytu na dany produkt muzyczny.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

+ Świetna, bardzo ciekawa relacja ze spotkania:) Potwornie żałowałem, że nie mogłem w nim uczestniczyć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Trzeba też wziąć pod uwagę fakt, że Hirek jest jednak przede wszystkim dziennikarzem radiowo-telewizyjnym (chociaż w prelekcji mowa była także o dziennikarstwie ogólnie). A radio i telewizja to media bardziej elitarne niż prasa czy Internet, wiążące się z większymi nakładami finansowymi. I tu, jak pokazał Hirek, niezwykle trudno przebić się z własną wizją programów. A prasa? Pism, czasopism, gazet i gazetek jest coraz więcej, zwłaszcza tych studenckich. Dlatego pomimo ich autonomii mają niewielką siłę przebicia (o tym z kolei mówi wczoraj dr Paweł Nowak).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rozmawiałam z Hirkiem Wroną, kiedy jeszcze był w Teleexpressie, już wtedy dowiedziałam się, że od kuchni nie wygląda to tak różowo, jak mogłoby się wydawać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Siedzę, w dziennikarstwie muzycznym już ładne parę lat, recenzuję płyty, przeprowadzam te wywiady i powiem tak. Niespecjalnie odgórnie jest mi narzucane przez wytwórnie : pisz o naszych dobrze. Raz zdarzyła się mi taka sytuacja, z wytwórnią z Turcji. Co do obiektywności, no cóż, dla mnie nie istnieje coś takiego jak obiektywny recenzent. Każdy ma swoje upodobania. Ok, ja mogę napisać, (co zresztą czynię ), technicznie zespół jest dobry, natomiast muzyka mi się nie podoba.
Istnieje taka obiegowa opinia, że recenzent muzyczny to muzyk któremu się nie powiodło (np. nie umie śpiewać, czy grać na jakimkolwiek instrumencie, pomijam tu nerwy), w przypadku Jarka jest inaczej. Bez wątpienia cenię go za wkład propagowania takiej, a nie innej muzyki i za dowcip

A ciekawe co pan H. Wrona robił kiedy TVP dawało mu odgórnie kogo ma promować, a kogo nie puszczać...

Komentarz został ukrytyrozwiń

>>>>artysta na koncert przyciągnie zawsze tłumy i małe ma znaczenie ilość sprzedanych krążków bo jest trzeciorzędna sprawa. Co jest ważniejsze żywa muzyka na koncercie czy zapis studyjny setki razy poprawiany i remiksowany? Po trzecie ktoś kto robi muzykę dla pieniędzy to jest rzemieślnik a artysta będzie tworzył i grał nawet jeśli będzie to robił poza normalną pracą w czasie wolnym często dokładając do tego z innych źródeł.

Masz rację, ale tylko w przypadku wielkoformatowych gwiazd. Samo przygotowanie trasy, wynajęcie sali, oświetlenie i tym podobne szczegóły to naprawdę duże pieniądze. I często trudno nawet o to, by te koszta się zwróciły. Bo nie mówimy tu przecież o gwiazdkach, które zarabiają pieniądze na piknikach muzycznych.

Poza tym tworzenie płyty to praca wielkiej liczby osób, o tym również była dziś mowa. I zarazem duże pieniądze, które na to idą. A skoro wydanie płyty kosztuje, to dlaczego efekty tej pracy mają być "brane" za darmo?

Zdaję sobie sprawę, że niewielu z nas ma całkiem czyste sumienie jeśli chodzi o ściąganie plików z sieci, ale mimo wszystko Hirek ma rację co do tego, że proceder kradzieży muzyki z sieci przybrał zbyt wielkie rozmiary, by przejść obok tego obojętnie. Z drugiej strony - ceny płyt są wysokie. I tu koło się zamyka. Bo dopóki ceny będą wysokie, muzyka nie przestanie być nielegalnie ściągana. A jeśli wymiar kradzieży się nie zmniejszy, nie będzie szans na obniżenie cen płyt...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 05.04.2009 22:33

Co do stanu dziennikarstwa nie tylko muzycznego to Hirek ma całkowitą rację co do słuchania muzyki zassanej z netu to już nie do końca gdyż po pierwsze 90% kasy z krążków nie idzie dla artystów a zasila konta wielkich koncernów a po drugie artysta na koncert przyciągnie zawsze tłumy i małe ma znaczenie ilość sprzedanych krążków bo jest trzeciorzędna sprawa. Co jest ważniejsze żywa muzyka na koncercie czy zapis studyjny setki razy poprawiany i remiksowany? Po trzecie ktoś kto robi muzykę dla pieniędzy to jest rzemieślnik a artysta będzie tworzył i grał nawet jeśli będzie to robił poza normalną pracą w czasie wolnym często dokładając do tego z innych źródeł.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetna relacja .. Gratuluje i Pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wydaje mi się, że ktoś kto chce dotrzeć o rzetelnych informacji na temat interesujących go artystów i wydawnictw muzycznych w tak zwanej „dobie internetu” nie będzie miał z tym większego problemu. Oczywiście dziennikarstwo muzyczne samo w sobie może być sztuką, a dziennikarz artystą. Dla mnie, osoby przywiązanej do klasycznego rozumienia artyzmu, jego podstawą będą zawsze umiejętności techniczne. W tym przypadku byłaby to zarówno rzetelna wiedza o zasadach kompozycji muzyki jak i zasadach kompozycji tekstu.
Na fundamentach wiedzy położyłabym umiarkowany talent, w dziedzinie, której dotyczy krytyka. Mówi się „dobry krytyk – kiepski poeta” i rzeczywiście, kto lepiej oceni kunszt Mozarta niż Salieri taki, jakim za sprawą sztuki Shaffera zapamiętała go pop-kultura? Pełen sprzecznych emocji, wyrafinowany, aspirujący do miana geniusza, ale pozbawiony „iskry bożej”, pozwalającej wykroczyć poza zastane muzyczne konwencje. Trzecim warunkiem byłyby natomiast okoliczności sprzyjające zaistnieniu na łamach opiniotwórczej prasy. Choć oczywiście nie ma algorytmu, dzięki któremu dałoby się wyhodować dorodnego krytyka muzycznego.
Jeszcze słówko o winie, Polak jak wypije to śpiewa, może to błąd, że zamiast poddać jego możliwości wokalne krytyce, pochylamy się nad nimi z politowaniem? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Fakt, Dolnośląska Szkoła Wyższa uruchomiła taki kierunek. :) Miejmy nadzieję, że te studia wykształcą dobrych dziennikarzy muzycznych. I że uruchomienie tego kierunku nie jest tylko chwytem marketingowym. Ogólnie jestem zdania, że dwóch rodzajów dziennikarskiego rzemiosła nie da się wyuczyć: muzycznego i tzw. korespondencji wojennej (z tym że ta druga specjalizacja jest już trochę szaleństwem).
I jeszcze jedno: jest/było trochę dobrych dziennikarzy muzycznych - a żaden z nich nie skończył takiego kierunku. Ale tu rozbijamy się o sens edukowania wyższego. :)

>>Dobrych dziennikarzy nie brakuje - choćby Jarek Szubrycht w Przekroju, Rafał Księżyk, czy Kuba Wojewódzki

A propos Wojewódzkiego - właśnie, nie pisze o muzyce, a jakiś powód tego stanu rzeczy istnieje. :) I pan Wrona generalnie nie twierdzi, że wszyscy dziennikarze muzyczni są źli, a zwraca raczej uwagę na sytuację polskiego pisania o muzyce w skali makro. A tym, którzy nie dają się korupcji i biurokracji - chwała. I oby było ich jeszcze więcej. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

We Wrocławiu można studiować na kierunku Dziennikarstwo Muzyczne (a także Dziennikarstwo Sportowe :)

Dobrych dziennikarzy nie brakuje - choćby Jarek Szubrycht w Przekroju, Rafał Księżyk, czy Kuba Wojewódzki (szkoda, że już nie pisze o muzyce), a dla miłośnika muzyki, to co pisze prasa wysokonakładowa, tak naprawdę jest kompletnie bez znaczenia :) Taka osoba sięgnie bo bardziej specjalistyczną prasę, albo zajrzy na serwisy internetowe prowadzone przez prawdziwych zapaleńców.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.