
Zbigniew M. niczym nie wyróżniał się z pośród małej społeczności małej miejscowości Zawidów, w trójkącie granic polsko-niemiecko-czeskiej. Jak wielu z jego kolegów ukończył zasadniczą szkołę zawodową. Żył z produkcji trumien. Dzień spędzał normalnie. Po skończonej pracy wracał do domu, do rodziny. Wszystko skończyło, a jednocześnie zaczęło, kiedy Carrington stracił pracę. Zaczął szukać nowych możliwości zarobku. I znalazł. Podczas jednej z libacji alkoholowych poznał przedstawiciela grupy pruszkowskiej. Carry, który był człowiekiem robiącym dobre wrażenie łatwo nawiązał z nim znajomość, która w najbliższym czasie miała zaowocować.
Carry rozpoczął rekrutację do nowej grupy z pośród znajomych z podwórka, szkoły, siłowni. Dobierał ich bardzo starannie. Wybrał ludzi inteligentnych, znających język niemiecki, dobrych kierowców, którzy byli mu potrzebni przy nowym interesie - przemycie. Wraz ze swoimi nowymi towarzyszami za pieniądze Pruszkowa (które musiał zwrócić razem z procentem z każdego przemytu) założył kilka firm transportowych.
Grupa Carringtona kupiła profesjonalny sprzęt do prowadzenia nasłuchu radiowego, który był potrzebny podczas przemytu jaki planował Carry. Wprowadził on w grupie wojskową hierarchię i dyscyplinę. Żołnierze grupy byli przydzieleni do różnych zadań i doskonale do nich przygotowani. Jedni mieli prowadzić podsłuch niemieckich pograniczników, inni - polskiej policji, w pobliżu miejsca przerzutu było rozsianych kilka czujek, które podnosiły alarm w sytuacji zagrożenia. Po rozbiciu grupy prokurator prowadzący sprawę stwierdził, że grupa Carringtona była profesjonalną, świetnie zorganizowaną oraz szczegółowo przygotowaną do działań przemytniczych grupą przestępczą.
Los podsunął Carringtonowi punkt przerzutowy. Było nim nowo budowane przejście graniczne w Sękowicach. Ludzie Carringtona przekupili pilnujących przejścia celników, w tym dowódcę strażników za cenę 50 tys. marek. Był to punkt przełomowy w karierze Carringtona, który odtąd miał stać się królem spirytusu.
Przemyt odbywał się przez most na nowym przejściu w Sękowicach. Most w gruncie rzeczy był wąską i tymczasową konstrukcją - służył jako pomocniczy do budowy właściwej przeprawy przez Nysę. W drugiej połowie lat 90., trwały wytężone prace, obok mostu technicznego zlokalizowano magazyny budowlane i zaplecze inwestycji. W dzień roiło się od robotników. W nocy na moście opuszczano szlaban i zamykano go na kłódkę. Na warcie zostawał stróż pilnujący magazynów. Całe Sękowice wiedziały, że nocami most wcale nie śpi. Ciężarówkami gna do Polski kontrabanda. Ale Sękowice milczały, bo w ludziach był strach.
Pod osłoną nocy przez Sękowice do Polski przejeżdżały tiry pełne spirytusu, kierując się wałem przeciwpowodziowym nad Nysą trafiały do pobliskich lasów, gdzie były przeładowywane do kolejnych ciężarówek, które trafiały do Wrocławia gdzie ich dystrybucją do odbiorców zajmował się Arkadiusz K. znany jako Gargamel. Był on pośrednikiem między Grupą Carringtona a Ludwikiem A. ps. Lutek, który odpowiadał z ramienia Pruszkowa za obrót spirytusem w Polsce. Od Gargamela spirytus trafiał do nielegalnych rozlewni, które podrabiały wódkę. Prosto z taśmy alkohol wędrował do sklepów jako znane wódki.