Zwykły nudny, jesienny dzień. Wychodzę do pracy, jest jeszcze ciemno.Wiem, że jak będę wracał też będzie ciemno. Na drzewach od dawna już nie ma liści, trawniki zamieniły się w szaro-brudną masę. Jest szaro, ponuro, wietrznie - typowa polska jesień, jaką przeżywam od paru lat. Jak światło w tunelu zapala się myśl o powrocie do domu. Trzymam się tej myśli przez cały, pracowity dzień. W końcu powrót, chwila radości przy odbieraniu chłopców i powolna marszruta w stronę blokowiska. Dookoła nas przechodnie opatuleni, pochowani za kołnierzami swych płaszczy i kurtek. Stawiają czoło wiatrowi lub poddają mu się bezwiednie.
Po obiedzie wkrada się rozleniwienie, ochota na drzemkę. Przepędzam te myśli, próbuje odszukać w zakamarkach pamięci ważnych rzeczy, które odkładałem na później. Nie znajduję nic za wyjątkiem potrzeby odpoczynku. Patrzę przez okno na jesienną ulice. Światła na skrzyżowaniu zmieniają się sennie, rytmicznie. Samochody poruszają się jakby w uśpieniu. Monotonię przerywa włączony kierunkowskaz jednego z aut. Spoglądam powyżej, okropny widok paskudnych kominów elektrociepłowni, tak znienawidzony, szpecący okolicę. Wdzierają się one w krajobraz zaznaczając swą obecnością początek i koniec dzielnicy przemysłowej. Nie widać by dymiły, jedynie gorące powietrze, zniekształcające - przesuwające się chmury, świadczy o tym, że pracują.

Patrzę powyżej nich. Ciężkie, ciemne chmury, gonione porywistym wiatrem, z wyraźnym pośpiechem przemierzają nieboskłon. Nie ma ptaków, nie widać nieba, wszystko szare. Odchodzę od okna, rzucam ostatnie spojrzenie i nagle, jak na zawołanie, nieprzenikniona zasłona z chmur rozdziera się, a zza niej jasność przeogromna na nocnym niebie. Myśli z ogromną prędkością przesuwają sie w mojej głowie: - ...aparat? - Jest w plecaku, na stole - odpowiadam sam sobie. - Bateria? - W ładowaniu. Ręce działają jak zaprogramowane. Szybka zmiana parametrów ekspozycji, wizjer przy oku, naciskam spust i... pojawia się napis "no CF card". - Cholera - pomyślałem. Adrenalina zdwaja me wysiłki, wzmaga koncentrację. Nie zważam na pytania mojej żony - Czemu się tak miotam? - Po chwili stoi obok mnie i nie mówi nic, a ja naciskam spust migawki raz za razem. Porywisty wiatr sprawia, że scena za oknem zmienia się prawie tak szybko, jak szybko może mój aparat ją rejestrować, przynajmniej tak mi się wydaje. Dopiero po chwili wprowadzam korektę ekspozycji. Zrobiłem kilkadziesiąt zdjęć, aż w końcu kurtyna z chmur zasłoniła się na powrót i mimo moich częstych spojrzeń nie otworzyła się powtórnie. Pozostały mi
zdjęcia i wspomnienia. Ten z pozoru zwykły dzień sprawił, iż tak znienawidzony widok z okna okazał się magiczny.
Bardzo serdecznie dziękuję Beacie B. za okazaną pomoc i dobre słowo :)