Facebook Google+ Twitter

Historia lubi się powtarzać

Historia lubi się powtarzać – Balcerowicz znowu na świeczniku i – znowu- musi odejść. I tu właśnie powinniśmy zadać sobie pytanie, o co tu właściwie chodzi?

Historia lubi się powtarzać – Balcerowicz znowu na świeczniku i – znowu- musi odejść. Były minister finansów, jeszcze nie tak dawno stojący ramię w ramię z premierem Tuskiem w obronie liberalnych wartości przed zakusami nacjonalistyczno-populistycznej konserwy wypadł z łask obecnego rządu i przeszedł do opozycji. Oczywiście tej ideologicznej, nie parlamentarnej. Zrobił to tak cicho, że nawet nikt nie zauważył, jak szedł. Być może pomogła mu tajemnicza mgła, która od miesięcy spowija naszą politykę. I tu właśnie powinniśmy zadać sobie pytanie: o co tu właściwie chodzi?

Jeśli w polskiej polityce jest jakiś punkt stały, to jest nim właśnie Leszek Balcerowicz. I można go traktować jako punkt odniesienia na ruchomych piaskach piątej, wróć, trzeciej RP. W tym układzie współrzędnych to nie Balcerowicz przeszedł do opozycji, tylko premier Tusk przesunął się – względem Balcerowicza - w lewą stronę.

Jeśli gdziekolwiek mamy symptomy radykalnej zmiany stron, to właśnie w rządzie Tuska. Spoglądając „hen, hen daleko w przeszłość”, zobaczymy liberalną twarz Platformy sprzed wyborów w 2005 roku – postulującą podatek liniowy „3 razy 15”, bony edukacyjne, ograniczenie przywilejów emerytalnych, obniżenie podatków. Pod koniec 2005 r. Platforma wydała raport-pamflet „Plan rządzenia 2005-2009” w którym wyjaśniała swoje stanowisko ideologiczne:

„Duch konserwatywno - liberalny ożywiał nasze prace, nie tylko dlatego, że tak
definiowaliśmy - i definiujemy nadal - szczególną potrzebę Polski i Polaków w pierwszych
latach XXI wieku. Duch ten także ożywiał i nadal ożywia nasz sposób myślenia o tym, jak w
ogóle najlepiej by było urządzić współczesny świat. Wierzymy bowiem w to, że świat
najlepszy z możliwych to taki, w którym ład zbiorowy chroniony jest dzięki tradycji rodziny,
sile instytucji religijnych i politycznych, zaś życie gospodarcze niesie postęp dzięki temu, że rządzi się regułami wolności i konkurencji. I odwrotnie, Że świat, w którym niewydolne i
pozbawione autorytetu instytucje rozpadają się, a państwo wkracza, aby uregulować
szczegółowo życie gospodarcze i dystrybuować grupowe przywileje - to świat zdecydowanie
z możliwych najgorszy.”

Oczywiście pewne zmiany poglądów można tłumaczyć zmianą sytuacji: jednak kryzys finansowy nie jest raczej realistycznym powodem zaniechania reform, które prowadziłyby do większych oszczędności i mniejszej ingerencji państwa w gospodarkę. W tym wypadku mamy do czynienia najwyraźniej z innym zjawiskiem: punkt siedzenia zmienia punkt widzenia.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

JAN ZGODA
  • JAN ZGODA
  • 02.03.2011 18:45

PODZIELAM ZDANIE ENFORCERA1

Lepsze są nieprzyjemne fakty niż przyjemne iluzje” (John F. Kennedy)

RZĄDZĄCY FACHOWCY, czyli struktura hybrydy zwanej rządzącymi fachowcami.

Rządowi specjaliści od PR (pijaru) z uporem maniaka, jak mantrę powtarzają, że rządy koalicji PO i PSL-u są to rządy fachowców. Jeżeli naprawdę rządziliby nami fachowcy, to z pewnością ta nasza zielona wyspa nie byłaby tak zadłużona i w związku z tym, nie posiadalibyśmy tak wysokiego długu publicznego ( w kwietniu 2010 roku dług skarbu państwa wynosił 644 mld zł. Według Instytutu Sobieskiego, rzeczywista wartość zadłużenia Polski obliczana metodą memoriałową przekracza 200% PKB. Według Janusza Jabłonowskiego (NBP) realne zadłużenie obejmuje takie składniki jak zaległe płatności w systemie ochrony zdrowia czy ubezpieczeń społecznych i w 2010 roku wynosi 220% PKB czyli ok. 3 biliony zł..(źródło: Wikipedia oraz NBP: Polska ma gigantyczne długi. Dziennik.pl, 2010 r.).
Wybory samorządowe są za nami, zaś do Parlamentu przed nami. Wybory oczywiście to nazwa abstrakcyjna. To coraz bardziej widoczny pęd do władzy, czy koryta jak kto woli. Po niezłe pieniądze i perspektywy. Zwłaszcza, że wolny rynek to też abstrakcja, a dobra pracy są wciąż reglamentowane. Wszelkie apanaże typu rady nadzorcze, fundusze europejskie, przetargi, ławnicy, członkowie różnych komisji, zlecenia dla zarządców nieruchomości, przypadają głównie klienteli władzy.( źródło- Wiadomości Onet.pl 07.12.2010 r. - Walka o ogień zawieszona). Wg greckiego filozofa Arystotelesa, Demokracja jest jednym z najgorszych ustrojów, bowiem są to rządy hien nad baranami ( w domyśle – baranami, ponieważ wybrały te hieny lub w przypadku tych co zbojkotowali wybory, tym samym dali przyzwolenie na ich wybór). Wg specjalistów od marketingu politycznego, to właśnie wybory są swoistym bezwzględnym wyścigiem szczurów, które w pogoni za karierą, władzą, korytem, pozycją, pieniędzmi (judaszowymi srebrnikami), skaczą sobie do gardła a nawet zagryzają i tratują się nawzajem.
Do tego, że politycy podczas kampanii wyborczej kłamią jak z nut i obiecują gruszki na wierzbie, już nas przyzwyczajono. Jednakże, zaraz po wyborach, ci szczęśliwcy, którzy się załapali, nagle tracą pamięć i twierdzą, iż tak naprawdę niewiele mogą zrobić. Zgodnie z zasadami obowiązującymi w każdej partii, najważniejsze jest dobro partii oraz jej pijar (PR), nie zaś dobro Państwa i jego Obywateli. Szkoda tylko, że nie mówią nam tego przed wyborami! Jednak, nie o tych kłamstwach chcę mówić.
Tak się składało i składa, że to właśnie Decydenci (Rządzący), jako fachowcy decydują niemal o wszystkim. Ci fachowcy- Prezydent, Premier, Marszalek Sejmu, Marszalek Senatu to niestety, tylko z zawodu zwykli nauczyciele historii, przedmiotu mówiącego o tym co było w przeszłości? Żaden z nich nie zna się (nie mają merytorycznego przygotowania) na budownictwie, ekonomii, prawie, finansach, gospodarce, bankowości itd. Wydaje mi się, że na tych stanowiskach bardziej potrzebni są (tak jak to było przed wojną) prawdziwi wizjonerzy, profesjonalni gospodarze, którzy potrafiliby zadbać o pomyślną przyszłość naszego Narodu. Przyjrzyjmy się kwalifikacjom obecnie rządzących bardziej szczegółowo, np.:
• Donald Tusk urzędujący premier (z zawodu historyk), który ma problemy z pamięcią. Nie chodzi tu tylko o to, że historyk, opisujący podobne przypadki, zapomniał o tym (kuzynka pamiętała), iż dziadek służył w Wermachcie, ale również o wypowiedzi typu: wszystko, co polskie to nienormalne czy też o jego próbie secesji Kaszub od Polski (II Kongres Kaszubów w Gdańsku 12-14 czerwca, 1992 r.). ( Źródło: Nasz Dziennik 26-27 listopada 2005 r. Nie ma Kaszub bez Polski, a Polski bez Kaszub).
Jakże nierozważną była wypowiedź premiera w jego expose, mówiąca o nadch

Komentarz został ukrytyrozwiń

Leszek Balcerowicz zyskał sobie autorytet w społeczeństwie nie za to, czego dokonał a za to czego już nie dokonywał. Innymi słowy, póki był przy władzy tracił na popularności. Kiedy przestał mieć wpływ na finanse państwa zaczął zyskiwać. Podobnie było z prof. Buzkiem, kory miał dramatycznie niskie poparcie u schyłku swojej kadencji i zaraz po a który potem tak bardzo zyskał na popularności. Balcerowicz zaaplikował Polsce niezwykle gorzkie lekarstwo (jego smak czujemy do dzisiaj) ale ponieważ nie było nic innego wszyscy je łyknęli. Odniósł tym samym zbiorowy sukces kosztem niezidentyfikowanej mniejszości. Niewątpliwie na programie Balcerowicza zyskały banki i inne środowiska tworzącego się układu. Ale ogółem kraj zyskał, bo poszedł nową drogą. A ofiar z tamtego okresu nikt nie policzył. Kiedy Balcerowicz został przewodniczącym Unii Wolności powiedziałem " idą dobre czasy, bo to na prawdę fachowiec w każdym calu. Bez względu na sympatię czy jej brak do Unii Wolności niewątpliwie przywództwo fachowca Balcerowicza wykończyło Unię w szybkich abcugach. A zatem nie zawsze fachowiec robi dobrze to o czym bardzo fachowo się wypowiada. Popularnośćczy sympatia nie powinny być jedyną rekomendacją do racji politycznych. Niestety Polacy są jak dzieci, które wierzą w Świętego Mikołaja. A najchętniej popierają tych, którzy albo jeszcze nie rządzili albo rządzili na tyle dawno. że już nie pamiętamy ich ówczesnych grzechów. Bardziej sugerujemy się krytycznymi pokrzykiwaniami, populistycznymi krytykami czy "wiarą w Amerykę" niż ufamy, widocznej gołym okiem, skuteczności. Nie wierzymy w "zieloną wyspę", rosnący najszybciej Eurolandzie wskaźnik PKB, widoczny i doceniany pozytywny obraz Polski w świecie, rozwój w budowie dróg i autostrad, pozytywne zmiany w całej masie dziedzin naszego życia. Wierzymy w zamiar okradzenia emerytów z ich pieniędzy, w teorię o leniwym Tusku, nieudolnym rządzie a co poniektórzy o zmowie Tuska i Putina w celu spowodowania katastrofy lotniczej. Dla zmniejszenia poparcia dla rządu większe znaczenie ma tendencyjny i zabarwiony niechęcią do Polski raport Anodiny niż wyciągnięcie Polski z, niezawinionego przecież przez ten rząd, grożącego nam miliardowymi stratami, niekorzystnego kontraktu z Eureko. A ta huśtawka poparcia dlo PO rodzi jeszcze jeden skutek: przy tak krzykliwej, niemerytorycznej, kłamliwej i płaczliwej krytyce PiSu jakiekolwiek próby tłumaczenia wywołują reakcje przeciwne do zamierzonych. Dlatego, ( i jest to mój największy zarzut pod adresem PO), brak jest tak naprawdę solidnej polityki informacji (co dawniej nazywało się propagandą).

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jest w tych wszystkich dyskusjach jeden wielki mankament. Przeciętny zjadacz chleba
nie ma wystarczającej wiedzy fachowej, żeby podjąć polemikę. Ale fachowcy są w
sporze używają fachowych argumentów. A nawet wtedy trudno jest zdecydować, kto ma rację. Ten, kto decyduje musi rozważyć wszystkie uwarunkowania. Czasmi będą to fachowe przesłanki - wtedy decyzja jest prostsza. Czasami to przesłanki inne np uwzględniające nastroje społeczne, wzburzenie, populistyczne i koniunkturalne zapotrzebowanie na poparcie wyborców. Wtedy jedni rządzący bez zmrużenia okiem, dla poklasku, decydują się na rozwiązania, na które nie stać państwa inni nie podejmują żadnych decyzji bojąc się utraty poparcia i w konsekwencji przejęcia władzy przez mniej odpowiedzialne partie. Niestety nasze społeczeństwo zbyt łatwo ulega krzykliwej krytyce. Brak zaufania do rządzących wywołuje "słomiane poparcie" od wydarzenia do wydarzenia. Taka zabawa w zmno-ciepło. Przy takim nastawieniu wyborców łatwo o niedopracowane decyzje, działanie pod publiczkę, żeby się komu przypodobać. Proszę zwrócić uwagę, jak
od 20 lat się szarpiemy. Ile mieliśmy stabilnych rządów. Ile kadencji było
skróconych. Jak łatwo albo przez propagandę albo przez wydarzenie głośne
"medialnie" ale mało istotne dla procesu sprawowania władzy stracić ją i przerwać
już zaplanowane działania. Rzadko które rządy kontynuują prace swoich
poprzedników. Najczęściej przewracają wszystko do góry nogami, żeby pokazać
kto miał rację. Wystarczy jedno wydarzenie typu "co powiedział Schetyna"
raport MAK, czy setki innych "bzdetów" które tak na prawdę nie mają dla
naszego życia najmniejszego znaczenia, żeby słupki leciały w dół na łeb - na szyję.
Równocześnie, zupełnie niezauważenie przechodzą bublowate zapisy ustawowe,
których nikt nie zauwaźa, ba cała uwaga opinii publicznej skupiona jest na spektakularnych "bzdetach". Za mało czasu i uwagi poświęcamy na własne i samodzielne oceny ulegając nastrojom i krzykom adwersarzy. Głos Balcerowicza jest ważny ale decyzje i odpowiedzialność będzie podejmować rząd i koalicja.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.