Facebook Google+ Twitter

Historia medalistów ZIO, cz.1

Polacy na zimowych igrzyskach olimpijskich zdobyli jak dotąd 14 medali - dwa złote, sześć srebrnych i sześć brązowych. Zanim zaczniemy kibicować naszym zawodnikom w Soczi, przypomnijmy sobie jak radzili sobie dotychczasowi bohaterowie.

Polacy już od pierwszej zimowej olimpiady brali udział w rywalizacji o medale, ale na pierwszy sukces trzeba było czekać 32 lata. Wcześniej największym sukcesem było 5. miejsce Stanisława Marusarza w skokach narciarskich w 1936 roku (Czwartego miejsca hokeistów nie bierzemy pod uwagę, bowiem w 1932 roku startowały tylko cztery zespoły). Sytuację odmienił dopiero Franciszek Groń-Gąsiennica, który sięgnął po brązowy medal na igrzyskach w Cortina d'Ampezzo.

Sukces sportowca z Zakopanego rodził się w wielkich bólach. Początkowo wydawało sie, ze może on w ogóle nie pojechać na olimpiadę. Dopiero interwencja trenera Mariana Orlewicza, który zagroził dymisją w razie, władze polskiego sportu wyraziły zgodę na jego wyjazd do Włoch. Franciszek więc pojechał, ale w pierwszej serii skoków był najgorszy ze wszystkich zawodników.

- Napaliłem się na ten skok, chciałem uzyskać na rozbiegu jak największą szybkość. Coś poknociłem, w końcu wystartowałem przy zachwianej równowadze. Błyskawiczna myśl: rany boskie, nie przewrócić się na rozbiegu. To wystarczyło, dekoncentracja, już próg skoczni, wybijam się za wcześnie. Straszne, lecę na głowę. Końce nart dostają zeskoku, jakimś cudem się odchylam, odbijam palcami, zjeżdżam w dół, ale skok jest z upadkiem. Łzy leją mi się po policzkach, co za straszny pech. Przez dwa tygodnie na tej skoczni lądowałem najdalej ze wszystkich, ani razu się nie przewróciłem i musiało to mieć miejsce akurat teraz.

Zobacz wpis na portalu taksiegratv.com.pl

W kolejnych dwóch seriach Polak zdecydowanie się poprawił i po konkursie skoków zajmował 10. pozycję. W biegu na 15 kilometrów, który zamykał rywalizację w konkursie kombinacji norweskiej również pojawiły się problemy. Groń-Gąsiennica w pewnym momencie wpadł w zaspę śniegu, wygrzebywał się z niej przez niecałe 10 sekund. To nie przeszkodziło mu w osiągnięciu znakomitego wyniku i zajęcia ostatecznie trzeciego miejsca.

- W dniu decydującej batalii, przed biegiem na 15 km, wstałem o godzinie 7 rano. Wszyscy już byli po śniadaniu. Nie budzili mnie. Trener zabronił. Biegłem jak w transie, mijałem jednego przeciwnika za drugim. Między 8 a 13 km trasa była gęsto obstawiona przez naszych narciarzy i hokeistów. Dopingowali mnie gorąco. Narty niosły świetnie, wypruwałem z siebie wszystkie siły. Wiedziałem już, że biegnę po punkty, przed oczami latały mi jakieś płatki. Na dwa kilometry przed metą dopadam świetnego Włocha Pruckera. Jest doskonale. Za chwilę sytuacja staje się tragiczna, bo Włoch nagle przewraca się na stromym zjeździe. Jestem za nim tuz tuż i do słownie w ostatniej sekundzie jakimś cudem go wymijam i wpadam w głęboki śnieg obok trasy. Podnoszę się - narty całe - biegnę dalej, mijam Włocha, wpadam na metę. Podbiegają do mnie ludzie, gratulują, jestem oszołomiony. Ktoś mnie całuje. Nagle dziennikarze i trenerzy ze Związku Radzieckiego przybiegają do mnie i mówią, że zdobyłem brązowy medal.

Cztery lata później, podczas olimpiady w Squaw Valley, powody do radości dały Polakom łyżwiarki. Elwira Seroczyńska i Helena Pilejczyk spisały się rewelacyjnie w wyścigu na 1500 metrów i przywiozły z USA odpowiednio srebrny i brązowy medal. Polki były słabsze tylko od Lidiji Skoblikowej, która pobiła rekord świata. Tak wyścig wspominała brązowa medalistka, Helena Pilejczyk:

- Wiedziałam, że jestem w wielkiej formie, po wyniku Elwiry widać było, że po prostu jesteśmy świetnie przygotowane przez trenera właśnie na ten, najważniejszy w całej karierze start. Ruszyłam jak do sprintu. Przez półtora okrążenia jechałyśmy idealnie równo, ruch w ruch, krok w krok. Na kolejnym wirażu objęłam prowadzenie... Ale Skoblikowa jakby włączyła dodatkowe zasilanie i zaczęła się oddalać, pięć, dziesięć, piętnaście metrów. Zebrałam wszystkie siły i przyspieszyłam. Byłam znów coraz bliżej... Niestety meta znajdowała się już za blisko. Kiedy podano nasze czasy aż krzyknęłam z radości. Lidia ustanowiła nowy rekord świata, ale ja, mając tak świetną partnerkę uzyskałam trzeci czas! Jestem trzecia! Mam medal! Rzuciłyśmy się z Elwirą sobie w objęcia. Ona ma srebro, a ja brąz! Cóż za cudowny dzień!.

Seroczyńska z kolei miała szansę na kolejny medal. Po osiągnięciu znakomitego wyniku na 1500 metrów Polka stanęła do walki o medal na dystansie jednego kilometra. Wszystko zmierzało we właściwym kierunku, ale finał nie okazał się dla niej szczęśliwy.

Moje życie, z którego i tak byłam zadowolona, nabrało jeszcze większych rumieńców. Przekonałam się, że jeśli czegoś bardzo się pragnie, staje się to osiągalne. Po srebrze zapragnęłam złotego medalu. Właśnie rozpoczynał się wyścig na 1000 metrów. Od startu biegłam jak szalona, szybko weszłam w swój rytm i jakbym nie czuła oporu powietrza, mknęłam po lodzie szybciej niż kiedykolwiek w życiu. Kiedy wjeżdżałam na ostatni wiraż, trener stojący tam ze stoperem krzyknął do mnie - Masz złoty medal! Pochyliłam się jeszcze niżej i wzięłam wiraż. Nie dałam się wyrzucić sile odśrodkowej, trzymałam się jak najbliżej usypanej ze śniegu bandy. Wyjeżdżałam na ostatnią prostą. Już tylko kilkanaście metrów... i właśnie wtedy potknęłam się. Upadłam! Wytraciłam cały pęd, szorując ciałem po lodzie. Koniec! Nie będzie złotego medalu, nie będzie żadnego innego medalu! Co gorzej, nie będzie chyba nigdy w życiu takiej szansy po raz drugi! (...) Nigdy nie wierzyłam w pecha... Do dziś uważam, że doskonała forma zapewnia sukces, że i z pechem można wygrać. Ale przecież owa fatalna grudka śniegu, która odprysnęła od bandy i wtopiła się w taflę lodową w tym, nie w innym miejscu toru, była dobitnym dowodem niefortunnego zbiegu okoliczności, o który mogą się rozbić wszelkie wyliczenia... Mój złoty medal leżał na tacy. Ale wręczony został komu innemu

W 1972 roku podczas igrzysk olimpijskich w Sapporo Polacy po raz pierwszy mogli cieszyć się ze złotego medalu na zimowej olimpiadzie. Tę radość Polakom dał 20-letni wówczas skoczek, Wojciech Fortuna. Początkowo ten ambitny chłopak miał nie jechać do Japonii, ale ze względu na naciski mediów, oraz wsparcie ważnych osobistości ze świata sportu, w ostatniej chwili znalazło się dla niego miejsce, które wywalczył na dodatkowym konkursie kwalifikacyjnym. − Był taki człowiek w Zakopanem, który powiedział, że ja nie mam rutyny i nie ma sensu, żebym jechał na olimpiadę, bo się spalę. Ale po zwycięskich eliminacjach w Zakopanem, ówczesny minister sportu Włodzimierz Reczek powiedział: – Co wy robicie? Ten chłopak wygrał konkurs, on musi jechać! Także trenerzy Fortecki oraz Gąsiorowski walczyli o mój wyjazd. I udało się. − opowiada zawodnik.

Śledź autora na twitterze

Fortuna miał jechać po naukę, ale już w pierwszym konkursie na średniej skoczni zajął wysokie 6. miejsce. Na dużej skoczni poszybował jeszcze dalej, tak daleko, że nikt go nie przeskoczył. 111 metrów to na tamte czasy znakomity wynik, a wysokie noty sprawiły, że skok Polaka okazał się iście historyczny. Fortuna zdobył 130,4 punktu, co było najlepszym wynikiem w historii skoków narciarskich.

- Miałem pewnie sto metrów za sobą, kiedy poczułem opór pod nogami. Instynkt kazał mi się jeszcze wychylić. Lecimy! Na spotkanie z grubą czerwoną krechą. Nie słyszałem uderzenia nart o śnieg. Tylko ciałem wstrząsnął dreszcz. Wtedy ręce same wyskoczyły nad głowę. Biłem brawo. Nie sobie. Tym siłom, które mnie nie zawiodły. Gąsiorowskiemu, który mnie nauczył skakania, Forteckiemu, który mi zawierzył, Marusarzowi i Groniowi, którzy byli dla mnie wzorem. Tym wszystkim, którzy sprawili, że mogłem skakać tu, na Okurayamie. (...) Cisza na stadionie. Słyszałem za to tysiące fleszy aparatów fotograficznych strzelających w moim kierunku. Patrzę na tablicę wyników: 111 metrów i 130,4 punktu – takiej noty nie pamiętam, nie widziałem nigdy w życiu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.