Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2656 miejsce

Historia pewnego barbarzyństwa - "My z pałacu" Andrzeja Nowaka - Arczewskiego

Włostów, niewielka miejscowość w gminie Lipnik (Świętokrzyskie) jeszcze do niedawna znana była z funkcjonowania w niej cukrowni. Książka "My z pałacu" Andrzeja Nowaka - Arczewskiego pokazuje inny aspekt historii tej wioski.

Okładka książki My z pałacu Andrzeja Nowaka - Arczewskiego. / Fot. www.bellona.plCukrownia we Włostowie, jedna z większych i najnowocześniejszych w Polsce, zakończyła swoją działalność w 2003 roku po 90 latach funkcjonowania. O wiele wcześniej w ruinę zamienił się pałac należący przez 146 do założycieli wspomnianego wcześniej zakładu pracy, czyli rodziny Karskich (nie, nie z "tych" Karskich, bowiem słynny kurier i emisariusz władz Polskiego Państwa Podziemnego posługiwał się tym nazwiskiem jako pseudonimem, naprawdę nazywał się Jan Kozielewski). Historię tej rodziny i jej posiadłości opowiada w swojej najnowszej książce "My z pałacu" znakomity reporter prasowy przez wiele lat związany z niewydawanym już "Słowem Ludu", a obecnie dziennikiem "Echo Dnia", Andrzej Nowak - Arczewski, którą wydała stołeczna Bellona.

Przewodnikiem autora po losach rodziny i jej pałacu, którego początki sięgają połowy XIX wieku jest Juliusz Karski, emerytowany geolog, syn Szymona i wnuk Michała, którzy tworzyli pozycję rodu wśród ziemiaństwa polskiego i miejscowości Włostów na mapie Polski. To dzięki ich gospodarskich umiejętnościom już na początku XX wieku włostowski pałac posiadał prąd, bieżącą zimną i ciepłą wodę oraz łączność telefoniczną. Nie wspominając już o imponującym wyglądzie zewnętrznym i wnętrzach zaprojektowanych przez samego Henryka Marconiego w stylu neorenesansowym i wspaniale utrzymanym dziesięciohektarowym parku. Snuje się więc w książce Nowaka - Arczewskiego zajmująca historia rodziny, która hołduje wszelkim tradycjom własnej klasy społecznej, z miłością do ojczyzny na czele (vide: działalność Karskich w Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej), dającej jednocześnie zatrudnienie miejscowym chłopom. A w tle tej opowieści przewijają się tak znakomite postaci, jak Achille Ratti (późniejszy papież Pius XI), biskup Marian Ryx, prezydent Ignacy Mościcki, pisarz Jarosław Iwaszkiewicz, którzy w salonach pałacu we Włostowie bywali (przy okazji Nowak - Arczewski prostuje rozpowszechnianą przez przewodnickie publikacje informację, jakoby we Włostowie bywał też Stefan Żeromski, który miał tu rzekomo napisać "Popioły"). Pałac Karskich we Włostowie (stan z roku 2009). / Fot. Lajsikonik/Wikipedia

Rozkwit rodziny Karskich i ich rodowej posiadłości we Włostowie przerywa II wojna światowa. Rodzina musi się ewakuować, a po powrocie dzieli włości najpierw z niemieckim okupantem, a następnie z przedstawicielami "wyzwoleńczej" Armii Radzieckiej. Paradoksalnie jednak pałac wychodzi z wojny praktycznie bez szwanku, jedynie z okien wyleciały szyby, co nie powinno dziwić, zważywszy na fakt, iż w jego pobliżu przechodził front radziecki. Prawdziwa gehenna budowli i jej w zastraszającym tempie posuwająca się dewastacja rozpoczyna się wraz ze zmianą ustroju w Polsce, nastaniem nowej władzy zwanej ludową, która do pałacu Karskich wprowadza coraz to nowych lokatorów indywidualnych i instytucje (PGR, szkoła), którzy z irracjonalnym wręcz okrucieństwem niszczą wszystko, co wpada w ich ręce. I to właśnie opisy totalnej demolki, jaką fundują miejscowi architektonicznej perełce dawnej Polski robią największe, przerażające wrażenie na czytelniku. Tym bardziej, że pochodzą one wprost od żyjących świadków tego procesu lub ich potomków. Tylko niektórzy z nich mają poczucie winy i wstydu, że grabili i niszczyli pałac tylko dlatego, że był "pański", należał do bogatych ludzi (fakt, nie zawsze z idealnym podejściem do "poddanych"), którzy - nie daj Boże - mogliby do rodowej posiadłości wrócić. Andrzej Nowak - Arczewski jak na rasowego reportera przystało, nie ocenia zasłyszanych przez swoich rozmówców faktów, ani ich samych, ba, czasami ma się wrażenie, że stara się ich zrozumieć, może nawet usprawiedliwić ich barbarzyńskie działania, które reżyser Włodzimierz Szpak przedstawił swego czasu w filmie dokumentalnym pod znamiennym tytułem "Hunowie".

"My z pałacu" to także opowieść o rachitycznych próbach ratowania spuścizny Karskich podejmowanych byłego wójta, ostatniego kierownika PGR - u czy byłą guwernantkę dzieci "pana szambelana". Jest także opowieścią o próbach przywrócenia najmłodszym włostowianom pamięci o ziemiańskiej przeszłości ich "małej ojczyzny", którą można zobaczyć na zdjęciach z archiwum rodzinnego byłych właścicieli Włostowa, których wiele zamieszczono w publikacji, a które szokująco kontrastują z fotografiami współczesnymi wykonanymi przez samego Andrzeja Nowaka - Arczewskiego. Ale to książka nie tylko dla bezpośrednio zainteresowanych lokalną historią. Dzieje pałacu Karskich we Włostowie jest też egzemplifikacją podobnych historii, których zapewne nie brakuje w naszym kraju. Miejmy nadzieję, że znajdą one tak dociekliwych i obdarzonych dobrym piórem reporterów, jak Nowak - Arczewski i zostaną przez nich w równie intrygujący sposób opisane.

Andrzej Nowak - Arczewski, My z pałacu
Wydawnictwo Bellona
Warszawa 2014

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Ta jest wyjątkowo wstrząsająca: tubylcy zbezcześcili zwłoki Julii Karskiej w poszukiwaniu rzekomo ukrytych skarbów, zabierali meble, cegły, drewno z pałacu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Podobnych historii - niestety - nie brakuje, ale każda jest jedyna w swoim rodzaju. Tak wiele mówi o ciemnych stronach życia!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.