Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

68708 miejsce

Historia pewnego podania...

Wszystkie banki wykazują niezwykłą determinację i staranność w egzekwowaniu od klientów należności i powinności. Tymczasem wydanie zwykłego pisma okazuje się być zadaniem ponad siły i kwalifikacje niektórych urzędników Lukas Banku SA. Dowody za moment!

Każdy może mieć pewność, że kiedy tylko bank ma interes, nie spocznie w upominaniu opieszałych, żądaniach, groźbach. Szkoda – niestety – że owa aktywność nie przekłada się także w odwrotną stronę? Poucza o tym historyjka, której doświadczyło Rudzkie Stowarzyszenie Pomocy Ofiarom Przestępstw.

W dniu 12 maja 2009 roku przewodniczący zarządu RSPOP osobiście przebył drogę z Rudy Śląskiej do Zabrza, gdzie w placówce Lukas Banku SA przy ulicy 3 Maja, złożył, za potwierdzeniem odbioru, pismo z prośbą o wydaniu zaświadczenia o rachunku bankowym RSPOP, potrzebne do przedłożenia w Ministerstwie Sprawiedliwości RP. Mimo upływu miesiąca nie otrzymał ani zaświadczenia, ani jakiejkolwiek informacji w tej sprawie.

W dniu 16 czerwca 2009 roku ponownie udał się do wymienionej placówki Lukas Banku SA, gdzie został potraktowany najpierw dość obcesowo. Potem zdenerwowana pani długo przekładała kupę papierów zatytułowaną „Reklamacje”, mimo zwracania uwagi, że prośba o informacje o rachunku z reklamacjami nie ma nic wspólnego. Wielokrotnie klikała też w klawiaturę komputera, wybiegała i przybiegała, znów wertowała owe reklamacje, po długotrwałym, bezładnym i bezskutecznym zapewniła, że zaświadczenie zostało wysłane drogą pocztową z początkiem czerwca. Przewodniczący nie wierzył nawet jednemu słowu z tych zapewnień. I słusznie!
Bowiem mimo upływu kolejnego tygodnia nie otrzymał wymaganego zaświadczenia. W tak zwanym międzyczasie próbował skontaktować się jakąś nadrzędną placówką Lukas Banku SA. Okazało się, że coś takiego praktycznie nie istnieje.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

To nader dość ciekawa i kuriozalna sprawa,którą można załatwić bez zgrzytów.Obecnie mamy do czynienia z polityką niechęci urzędników do petentów.Stosowana jest metoda piłeczki pingpongowej czyli inaczej mówiąc "to nie ja to kolega lub koleżanka.
Jeżeli klient czegoś nie dopatrzy ,to oczywiście jest zaraz ścigany przez urząd,straszony sądem itd itd. Sam tego doświadczyłem chodziło o niebagatelną kwotę 0,78pln. Koszt wysłania upomnienia do mnie na formacie bagatela A3 był niewspółmiernie wyższy niż to co miałem do zapłacenia a gdzie tu jeszcze inne koszty typu czas ,papier i zaangażowanie kilku lub jednej osoby ,która musiała to zrobić. Może trzeba będzie załatwiać takie sprawy przez umyślnego?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.