Facebook Google+ Twitter

Historia pewnego protestu

Przemilczany fakt. W czasach „ciężkiej komuny” pielęgniarkom wystarczyło odwagi, żeby sprzeciwić się władzy. Pod budynkiem ministerstwa czekały już na nie milicyjne pojazdy. "Zapakowano" je do ciężarówek i wywieziono 30 kilometrów za ...

 / Fot. Przemysław JahrZwolnienie dyscyplinarne siedmiu pielęgniarek, ze szpitala w Wyszkowie (woj. mazowieckie) z powodu ich udziału w strajku, komentowane dosyć szeroko przez media, przypomniało mi historię pewnego protestu…

Kilka lat temu brałam udział w Seminarium Pielęgniarek i Położnych, które zostało zorganizowane przez Fundację Tomka Byry i Fundację Think Tank. Wzięłam w nim udział, jako przedstawicielka jednej z organizacji kobiecych.

Tam po raz pierwszy usłyszałam o proteście pielęgniarek i położnych, który miał miejsce zimą, w 1963 roku. W Internecie można znaleźć śladowe informacje na temat tego wydarzenia. Nie ma ich także w branżowych materiałach. Jedynie w Instytucie Pamięci Narodowej można znaleźć dokumenty i to mocno „okrojone” dotyczące bohaterskich działań kobiet.

Historia wielkiej odwagi.

Nie chce się wierzyć a jednak. W czasach „ciężkiej komuny” paniom wystarczyło odwagi, żeby sprzeciwić się władzy. Protest zrodził się spontanicznie. Siostry nie miały, w tamtym okresie, żadnych przykładów, na których mogły się wzorować. Swoją akcję zorganizowały jak potrafiły. Po jednej strony barykady stanęły one - pielęgniarki z warszawskich szpitali, a po drugiej cały aparat bezpieczeństwa. Ministrem Spraw Wewnętrznych był wówczas Władysław Wiecha, to jemu podlegała Służba Bezpieczeństwa. I Sekretarzem PZPR był Władysław Gomułka. To ci dwaj panowie wspólnie i w porozumieniu przygotowali kontratak.

Bardzo krótki protest

Siostry przeszły ulicami Warszawy, docierając pod budynek Ministerstwa Zdrowia. Domagały się podwyżki głodowych pensji, przydziału mieszkań, oraz zniżki na jazdy pociągami. Spora grupa pielęgniarek dojeżdżała, co rano do stolicy z odległych miejscowości, ponieważ nie mogły uzyskać tak zwanego stałego meldunku w Warszawie. Część z nich mieszkała w bursach bez żadnych wygód.

Pod budynkiem ministerstwa czekały już na pielęgniarki milicyjne pojazdy. "Zapakowano" je do ciężarówek i wywieziono 30 kilometrów za Warszawę. Tam pozostawiono, na mrozie, w szczerym polu.

Represje

Od tego momentu rozpoczęły się prześladowania. Jak wynika z pracy Barbary Dobrowolskiej pt.: „Pielęgniarki represjonowane: mit czy rzeczywistość” – około 200 pielęgniarek straciło pracę, a 350 karnie wysłano na placówki w Bieszczady i Ziemie Odzyskane, oraz zakazano powrotu do Warszawy. Oficjalnie pozbyto się pielęgniarek ze stolicy pod pretekstem akcji szczepień ochronnych. W stosunku do pozostałych uczestniczek protestu zastosowano: rozmowy ostrzegawcze, szykany, inwigilacje.

Przemilczany fakt

Opinia publiczna nic nie wie na temat tego wydarzenia. Dlaczego? Pierwsze skojarzenie, jakie mamy na hasło: „protesty pielęgniarek” to „ białe protesty” ( lata 90. XX wieku) oraz białe miasteczko. Nawet przy okazji „świeżych” wydarzeń, jak zwolnienie dyscyplinarne pielęgniarek w Wyszkowie, nie wspomina się o dzielnych siostrach. Szkoda, historia opisanego protestu świadczy o wyjątkowej waleczności pań w białych fartuchach. Skąd w takim razie to milczenie?



Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Coś w tym jest. Wiele osób uważa, ze historia Polski to historia mężczyzn. O paniach nawet jak się mówi, to zawsze nieco ciszej...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Milczenie? bo jeśli pisze się o strajkach w PRL- to tylko o tych wielkich i prowadzonych przez mężczyzn. Podobnie mało się mówi/pisze o kobietach "Solidarności". To cud, że zrobiono na ten temat film.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.