Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3094 miejsce

Historia pewnego złamania, czyli jak leczy się w Polsce

10 czerwca, niedziela. Po kilku dniach lekceważenia opuchniętej ręki (myślałem, że jest stłuczona lub zwichnięta) idę w południe do tarnowskiego szpitala po „pomoc doraźną”. Tłoku nie ma, wypisują mi kartę, przyjmuje mnie tęgi lekarz (łatwo sprawdzić nazwisko, bo miał dyżur aż do następnego dnia). Nie kłamię mu, że „to” stało się przed chwilą, więc mówi mi żebym spadał (innymi słowy).

zdjęcie ilustracyjne / Fot. Lucien Monfils/ Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported, 2.5 Generic, 2.0 Generic and 1.0 Generic license.Następnego dnia mam iść do rodzinnego, ten da mi skierowanie do ortopedy ten skieruje na zdjęcia i tak po trzech dniach wrócę do punktu wejścia, czyli do szpitala. Na nic moje utyskiwania, że ręka boli i pokazywanie jak bardzo jest opuchnięta. Spadać.

Wieczorem z bólu nie wytrzymuje i idę do drugiego, mniejszego szpitala w Tarnowie. Mimo niedzieli, na ortopedii lekarz dyżurny uprzejmie mnie przyjmuje i tylko spojrzał na rękę i stwierdził: „złamana”. Potwierdzają to zdjęcia rtg. Jestem przyjęty na oddział, po dwóch dniach operacja.

Lekarz mniejszego szpitala jest oburzony postępowaniem swojego „kolegi” z dużej placówki. Mówi mi, że nawet, jeżeli nieszczęśliwe zdarzenie miało miejsce kilka dni temu to na „doraźnym” powinni mnie przyjąć, bo przecież stan mógł się pogorszyć, a tak było, bo ręka bolała coraz bardziej. Zapytał mnie czy mam kwit, że nie chciał mnie przyjąć. No nie mam - wezmę następnym razem, gdy - odpukać – sprawa się powtórzy.

"Robić im się nie chce" - komentuje lekarz z mniejszego szpitala. Po tygodniu idę do mniejszego szpitala na kontrolę. Niestety zdjęcie wykazuje „przesunięcie”, więc następnego dnia znowu mam się zameldować w szpitalu. Mimo, że opuściłem placówkę „zdrowia” tydzień temu, procedura przyjęcia zaczyna się od nowa. 2 Lekarzy oddziału przyjmuje w poradni. Jeden, - co zrozumiałe przyjmuje pacjentów do kontroli. Ale drugi zamiast wzmacniać blok operacyjny zajmuje się poradnią, czyli wypełnia kilkanaście (sic!) stron formularzy. Sprawa, którą mogłaby się zająć sekretarka medyczna, a nawet pacjent mógłby wypełnić je sam, ponieważ całe kwestionariusze polegają jedynie na oświadczeniach klienta (m.in. kiedy było się u fryzjera, dentysty i okulisty. Co ma okulista do złamanej ręki - to chyba tylko NFZ wie. Chociaż może on podejrzewa, że nie wiem, że jestem ślepy i stąd uraz. Ale moich kilkadziesiąt odpowiedzi nie ma ŻADNEGO znaczenia, bo nawet, gdy nie wiem czy byłem szczepiony przeciw żółtaczce, to i tak idziemy dalej. Znaczenie ma tylko kilka moich podpisów, które potwierdzają jedynie to, że szpital nie bierze ŻADNEJ odpowiedzialności za moje leczenie. Np. w razie zakażenia żółtaczką powikłania są moją sprawą (sic!).

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

Panie Marku!
Tytuł tekstu pochodzi od redakcji Wiadomości24, mój był inny . itd, itp.
pozdrawiam

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze.
Tytuł pańskiego artykułu "Historia pewnego złamania, czyli jak leczy się w Polsce" zachęcił mnie do przeczytania (szacunek dla zdolności przyciągnięcia ewentualnego czytelnika), ponieważ po takim "zadęciu" spodziewałem się zwięzłego opisu "bryndzy" polskiej ochrony zdrowia. Nie dlatego, że oczekiwałem potwierdzenia obiektywnego złego stanu w tym sektorze życia Polaków, lecz dlatego, że przecież tak tytuł sugeruje, iż w Polsce ochronę zdrowia mamy na poziomie jakiegoś bantustanu, co u nas w nieuzasadniony sposób z jakimś prymitywizmem się kojarzy. Służby zdrowia już nie ma, bo zdemontowana została wraz z poprzednim ustrojem (i chwała Bogu!). Nie do wszystkich ta niechciana informacja jednak dotarła. Milionom ludzi marzy się do dziś powiązanie obecnej wolności z socjalnym zabezpieczeniem nieistniejącego już PRL-u.
Do rzeczy. Pańska uwaga, żebym czytał ze zrozumieniem i nie był źle nastawiony potraktowałem jako żart, bo to raczej dotyczy Pana. Nie lubię takiego ping-ponga, bo jest to nic nie wnosząca przepychanka do meritum.
Dałem do przeczytania Pana artykuł kilku osobom, nic wcześniej nie sugerując. Po lekturze zapytałem ich o zdanie i każda z tych osób stwierdziła, że jest to użalanie się niezadowolonego pacjenta na organizację oraz pracę systemu ochrony zdrowia.
Epitety na lekarzy, którzy nie zaspokoili oczekiwań pacjenta, jak "konował", "buc" muszą być następstwem takiego "obiektywnego" spostrzeżenia-stwierdzenia, że "kardiologia zabrała rentgen operacyjny do włożenia innemu pacjentowi rozrusznika". Duży szpital - niedobry, mały szpital - życzliwy.
Każdy pacjent ma myślenie "do siebie", a nie odwrotnie. Jeśli, ktoś mówi inaczej, to niech sobie mówi... Ponad 30-letnia obserwacja zachowania pacjentów podpowiada mi, że nie może być to prawda, gdyby nawet z pozoru tak ona wyglądała...
Przypatrzmy się temu fragmentowi pańskiego artykułu: <<Te "badania" polegały na pobraniu krwi i paru zdjęciach rentgenowskich. Razem zajęło to pół godziny. Przed drugą operacją - podobno na życzenie anestezjologa - ponownie pobiera mi się krew - tak jakby jej właściwości zmieniły się ciągu tygodnia>> Cudzysłów dla słowa "badań" - czyż nie jest to dystansowanie się do nich? W domyśle - jakieś bzdury wymyślają, a tu człowiek cierpi...

Wreszcie, moje życzenia zdrowia dla Pana są zupełnie szczere i nie ma żadnego drugiego dna. Ponieważ jest Pan jeszcze młodym człowiekiem, to moje wieloletnie doświadczenie mi podpowiada, że dużo jeszcze przed Panem... A o tej wazelinie w końcówce pańskiego komentarza (Artur Kubanik Dzisiaj 07:49), którą nie ja zauważyłem nie będę już więcej pisać...

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Artur Kubanik Dzisiaj 07:49 -

Zachowanie lekarza z większego szpitala, którego Pan krytykuje było przykre, ale nie oznacza , że lekarz ten jest "konowałem"; to określenie oznacza bowiem (cyzelując tę słowem wyrzeźbiona figurę), kiepskiego lekarza lub marnego weterynarza.

Reszta wpisu, w oczekiwaniu na kolejny zabieg i ewentualne wizyty kontrolne - to już - wybaczy Pan - enema z wazeliny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku Chorążewicz.
Teksty nie tylko trzeba czytać ale czytać ze zrozumieniem i bez złego nastawienia.
JEDYNYM lekarzem, którego krytykowałem i do którego mam pretensje to konował z dużego szpital w Tarnowie. Inny lekarz z tego mniejszego szpitala w Tarnowie jak tylko zobaczył moją rękę powiedział "złamana" co potwierdziły zdjęcia. Czyli tamten buc z dużego szpitala po prostu olał człowieka ze złamaną ręką i kazał mu iść drogą lekarz rodzinny 0 ortopeda co spowodowałoby , że w szpitalu byłbym za trzy dni.
Co do anestezjologa owszem byłem uszczypliwy - to moje prawo, a jego ( jej) prawo wyjść z pracy o 15, przecież to praca a nie służba.
Czyli w swoim tekście chwalę 95 % lekarzy i pielęgniarek - którzy jak napisałem przyjęli mnie ze zrozumieniem, z życzliwością i tak dalej. Złego słowa ni dam powiedzieć na ten "mniejszy" szpital.
Pan widocznie specjalnie nie zauważył, że cały czas piszę o NFZ, który zmusza lub narzuca pewne działanie (np. kilkunastostronicowa ankieta wypełniana przez lekarza zamiast przez asystentkę medyczną lub nawet pacjenta). OBAJ z lekarzem stwierdziliśmy, że to marnowanie jego umiejętności.
Tak więc jako dziennikarz a nie rzeżbiarz opisałem całą sytuację piszac głównie o tym co przepisy narzucają lekarzom. Broń Boże nie mądrzyłem się jak mają leczyć, oprócz tego , że mają to robić.
Za życzenia zdrowia bardzo dziękuje, na co dzień raczej na nie nie narzekam ale w Pana tekście te życzenia brzmiały tak: "jeszcze Cię dorwiemy bratku". Fe Panie Doktorze!
Ponieważ głupio mój tekst potraktował Pan jako atak na lekarzy ( tylko na konowała ze Szpitala Wojewódzkiego im. św. Łukasza w Tarnowie) w tym miejscu chdziałbym podziękować serdecznie za to co robi dla mnie zespół z ortopedii Szpitala im. E. Szczeklika w Tarnowie, szczególnie Panom Lekarzom Sterkowiczowi, Noskowiczowi, Piotrowskiemu i Wszystkim Paniom Pielęgniarkom. Po ludzku mam tylko nadzieje, że powtórkowa, druga operacja będzie skuteczna.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Szanowny Panie Autorze, pisze Pan o sobie: "Bywam dziennikarzem, infobrokerem, coachem i mentorem. Rzeźbię w słowie".

Czy mógłbym się dowiedzieć, teraz był Pan dziennikarzem czy rzeźbi Pan w słowie?
Dlaczego pytam? Otóż pierwsza część tytułu sugeruje to pierwsze, ale cały przekaz artykułu raczej podpowiada mi, że jest to jednak sztuka rzeźbienia.

Konkrety. Tego anestezjologa przedstawił Pan jako normalnego bandytę, nieczułego zbira na ludzkie cierpienie. Ale w dzisiejszych czasach takie rzeźbienie sylwetki tych skorumpowanych i pozbawionych serca ludzi w białych kitlach jest w dobrym tonie, tak jak walenie w Kaczyńskiego. No cóż, dobrze mieć pod reką chłopca do bicia. Każda kompania w wojsku ma swoją ofermę, an której wszyscy odreagowują i wyżywają się...
Niech Pan spojrzy, wielotysięczna armia tych ludzi w bieli, do których też się zaliczam, ma czelność przeciwstawiać się wspaniałym pomysłom doktor Ewy i doktora Arłukowicza. Ja wiem, że jest to dzieło zbiorowe, ale oni to biorą na swoje barki. Przy czym to dla doktora Arłukowicza reforma nie jest jego dzieckiem. To raczej bękart, którego wziął na wychowanie.

Wśród tej wielotysięcznej rzeszy lekarzy, co najmniej kilkanaście tysięcy, to normalni pacjenci. Nie przyszło Panu choć przez chwilkę do głowy, zwłaszcza wtedy, gdy jest Pan dziennikarzem, że organizacja pracy w placówkach medycznych, to nie do końca zależy od pojedynczego doktora?

Poza tym, po wielu latach praktyki mnie już nie śmieszy, gdy pacjent mówi w jaki sposób mam go leczyć i jakie badania trzeba wykonać, zwłaszcza w tych warunkach, gdzie Ministerstwo wdzięczy się do pacjentów, mówiąc że należy się praktycznie wszystko, a tak naprawdę obarcza się doktora Iksińskiego, że nie zastosował "czegoś tam" u konkretnego pacjenta.
Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia, bo będzie Panu bardzo potrzebne (uwzględniając pański wiek) ;)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Jadwigo Kowalczyk.
Bardzo dziękuje za szczegółowe wyjaśnienie mi sprawy.
W niczym nie zmienia to mojej sytuacji, cierpienia i stresu.
Czuje się tylko "winny", że złamanie potraktowałem jako stłuczenie.
Ale czy ja kogoś za to oskarżam?
Pozdrawiam
Artur Kubanik

Komentarz został ukrytyrozwiń
pacjent
  • pacjent
  • 30.06.2012 15:58

Grzegorz Wink - a w którym to było roku?
CHociaż owszem - jak się trafi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja z medycyną mam inne doświadczenia. Jak leżałem w szpitalu z powodu operacji wyrostka, to obsługa była bardzo miła, lekarze przejmowali się pacjentami, wszystko działo się błyskawicznie, pielęgniarki pojawiały się w moment po wezwaniu i tak dalej. A był to duży szpital w Warszawie na Kondratowicza, który przez lata miał raczej średnią opinię. Wszystko zależy jak się trafi. Dodam jeszcze, że pacjenta którego poturbował koń lekarze nie chcieli wypuścić ze szpitala dopóki nie zrobili mu dwa razy rtg i nie upewnili się, że na pewno nie ma niczego połamanego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ps. Zdjęcie ilustrujące artykuł przestawia typowe złamanie nasady dalszej k.promieniowej bez przemieszczenia, wymagające unieruchomienia bez żadnych dodatkowych interwencji; sądząc z treści artykułu - nie jest to zdjęcie ręki Autora.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Mirosławo - złamanie k.śródstopia jest to tzw. złamanie marszowe, często mało bolesne (przy osteoporozie - przeszłam na własnej skórze, a raczej nodze)) bez przemieszczenia, trudno widoczne na zdjęciu "twardym" - a takie są wykonywane teraz, na nowoczesnych aparatach.(bezpieczniejsze ze względu na jakość wiązki promieni X, z których "miękkie"są najbardziej szkodliwe)
Zdarzają się złamania (np. żeber) widoczne dopiero wówczas, kiedy wytwarza się kostnozrost, odróżniający się gęstością kości na obrazie rtg. (jestem z zawodu radiologiem, więc wiem, co czym mowa)

Autor zafundował sobie dodatkowe cierpienia na własne życzenie: postawił diagnozę sam. Stłuczenie - bardzo słuszne, bo trudno nie zdawać sobie sprawy, czy się ręką w coś tłukło; ale skutków tłuczenia własna ręką nikt nie przewidzi. "Kilka dni" (ile?) chodził z obrzękiem i zdecydował iść do lekarza dopiero w niedzielę(sic!). Jeśli nawet był zajęty - po godzinie 18, każdego dnia, pomocy udziela pogotowie, ze skierowaniem na urazówkę łącznie.
Brak fachowej pomocy w odpowiednim czasie przyczynił się prawdopodobnie do przemieszczenia odłamków, powodując dalsze komplikacje.

Aparaty rtg, sa zbyt drogie, aby stało po jednym w każdej sali operacyjnej; a wszczepianie rozrusznika jest zabiegiem priorytetowym, ratującym życie.

Anestezjolog i chirurg-ortopeda prawdopodobnie pracują na kontraktach, więc są do dyspozycji na zamówienie w konkretnym przypadku, a nie na 12 godzinnym dyżurze.

Osobistego zachowania lekarzy nie komentuje, bo znam je dobrze, nie od dzisiaj. Tu już wchodzi w rachubę kultura osobista i empatia.

Co do anestezjologa - to nie pacjent decyduje, jakie i jak aktualne badania musi ten lekarz mieć , aby podjąć się znieczulania lub uśpienia. Tu znowu jajo chce być mądrzejsze od kury, bo ma prawo narzekać i jęczeć, ale nie ponosi żadnej odpowiedzialności:
http://zozjedrzejow.internetdsl.pl/download/ankieta.pdf
http://mediweb.pl/diseases/wyswietl_vad.php?id=631
http://chomikuj.pl/Beba/Ratownictwo+Medyczne/Semestr+II/Ratownictwo+Medyczne+-+og*c3*b3*c5*82/Anesteza/Anestezjologia+tekst/Podzia*c5*82+znieczule*c5*84,1622857304.doc

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.