Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10877 miejsce

Historia pewnych oczu, czyli wzrok kontra okuliści

Czasem myślę sobie ze śmiechem, że historia moich oczu mogłaby posłużyć jako pomysł na telenowelę dla przyszłych lekarzy. Ale nie zawsze było mi tak wesoło.

Dla osoby z dużą wadą wzroku wizyty kontrolne u okulisty nie są wyłącznie rutyną. Za każdym razem, gdy zbliża się termin umówionej wizyty, zaczynam wpadać w mimowolną panikę. Czy mój wzrok się pogorszył? Co tym razem usłyszę na temat swojej siatkówki? A rogówka? A astygmatyzm?

Nie ćwicz, bo stracisz wzrok



Okulary zaczęłam nosić w pierwszej klasie szkoły podstawowej. Nie była to dla mnie jakaś tragedia. Dołączyłam do grona krótkowidzów, do której należeli również moi rodzice. Ponadto, okulary nosiła dziewczynka, śpiewająca piosenki mojego dzieciństwa: Natalia Kukulska. Znajdowałam się na bezpiecznym terenie. Po kilku latach zaczęły się jednak problemy: wada pogłębiała się, szkła grubiały, a pewnego dnia okazało się, że nie powinnam ćwiczyć na lekcjach wychowania fizycznego. Nie była to tak do końca prawda: z punktu widzenia lekarza chodziło o to, bym nie wykonywała niektórych ćwiczeń, takich jak skok przez kozła czy rzut piłką lekarską. Nauczycielka uznała mnie jednak za całkowicie niezdolną nawet do skłonów i wymachów rąk. Na moje pełne zdziwienia pytanie odparła wyjaśniająco: - Nie wolno ci ćwiczyć, bo możesz stracić wzrok.


Czytaj, zanim oślepniesz


 / Fot. U.A.MarczewskaMiałam wtedy dziewięć lat i stwierdziłam z przerażeniem, że mój czas się kończy. Zaledwie kilka lat wcześniej nauczyłam się czytać. Codziennie patrzyłam z podziwem na półki w naszym mieszkaniu, wypełnione szczelnie książkami. Wówczas wierzyłam jeszcze, że przeczytam wszystkie książki jakie kiedykolwiek napisano. Po tym, jak z ust nauczycielki padł wyrok, zrozumiałam, że nie mam czasu do stracenia. Zaczęłam czytać niemal na wyścigi, w tempie straceńczym, wykorzystując na nie każdą wolną chwilę. Dopiero kilka lat później przyznałam się rodzicom, co było bezpośrednią przyczyną manii czytelnictwa. Dziś myślę, że mimo głupiej gafy, jaką popełniła względem mnie nauczycielka, na całej sytuacji w paradoksalny sposób zyskałam. Lęk przed utratą wzroku bardzo szybko ustąpił miejsca fascynacji światami odkrywanymi na kartach książek.


Nie dla krótkowidza polonistyka!


Choć wzroku nie straciłam, moje okulary wciąż stawały się coraz grubsze. Kiedy byłam w liceum, upowszechniły się soczewki kontaktowe, które dla dorastającej pannicy były prawdziwym wybawieniem. Mniej więcej na tym etapie edukacji moja wada zaczęła się stabilizować. Kolejna wizyta u okulisty nie oznaczała wypisywania nowej recepty, a ja z wolna odzwyczajałam się od nerwowej kontroli szkiełek służących do badania wzroku, mającej na celu sprawdzenie, ile dioptrii dzieli mnie od niedowidzenia.

Temat powrócił w klasie maturalnej. Podczas finałowego badania, mającego zakończyć się wydaniem przez szkołę karty zdrowia ucznia, usłyszałam pytanie o moje dalsze plany edukacyjne. - Polonistyka, może teatrologia - odparłam zgodnie ze swoimi ówczesnymi fascynacjami. No i tu się zaczęło. Dowiedziałam się, że przy takiej wadzie wzroku absolutnie nie powinnam studiować czegoś, co będzie wymagało siedzenia nad książkami. - Powinnaś pomyśleć o fryzjerstwie albo o byciu kosmetyczką - tłumaczyła lekarka. - Musisz się też dowiedzieć dokładnie, jak to jest, bo może w ogóle nie powinnaś mieć dzieci. Poród mógłby cię oślepić.

Tym razem opowiedziałam rodzicom o zasłyszanych rewelacjach natychmiast po powrocie ze szkoły. Wkrótce potem zasiadłam na fotelu okulistycznym. Lekarka, która badała moje oczy niemal od początku mojej krótkowzrocznej kariery, zbyła pomysły szkolnej lekarki machnięciem ręki. Owszem, wada jest spora, ale bywają przecież dużo większe. Co do studiów i porodu to w ogóle nie ma żadnego problemu. - Jeśli wada jest dość duża, po prostu wykonuje się cesarskie cięcie - wyjaśniła okulistka.

Oczy starsze od właścicielki


Problemy z oczami zaczęły się, kiedy poszłam do pracy. Obowiązkowe badania wzroku wykonywane na zlecenie pracodawcy przyniosły, zdaniem badającej mnie pani, dość pozytywne wieści. - Siatkówka jak na taką wadę mocna, nie ma się czym przejmować. Z ulgą rozpoczynałam pracę stanowiącą, bądź co bądź dość poważne obciążenie dla oczu. Osiem godzin spędzone przy ekranie zawalonym cyferkami to nie to samo, co kilka godzin grania w ulubioną grę komputerową. Toteż szybko pojawiło się zmęczenie i ból gałek ocznych. Niestety, nie mieszkałam już rodzinnym mieście, odpadała więc wizyta o okulistki, która znała mnie od dziecka.

 / Fot. U.A.MarczewskaPo kilku miesiącach lekko spanikowana odwiedziłam pewną prywatną klinikę. Okulistka, inna od tej, która odpowiadała za badania wstępne wykonywane do pracy, przepytała mnie z treści tabliczki umieszczonej na przeciwległym względem mnie końcu gabinetu, poświeciła w oczy znanymi mi już bardzo dobrze z widzenia przyrządami, zbadała ciśnienie w oku i wydała wyrok. Delikatnie mówiąc, druzgoczący. Siatkówka niby jest w normie, ale prawdopodobnie zacznie mi się wkrótce odklejać i czeka mnie zabieg, wada wzroku postąpiła, zaś ciśnienie co prawda mieści się w normie, ale dla osoby pięćdziesięcioletniej. Dostałam receptę na nowe okulary, po wykupieniu których nie chciałam już słyszeć o jakichkolwiek badaniach.

Nie uniknęłam ich jednak: pół roku później moje prawo jazdy traciło ważność. Jako krótkowidz, dostałam je na okres zaledwie kilku lat. Znów zatem stanęłam w drzwiach gabinetu lekarskiego. Diagnoza była podobna, choć doszedł jeszcze temat "granicy niedowidzenia". Potrzebne mi zaświadczenie otrzymałam, ale z adnotacją, że nowy dokument może mi być wydany tylko na dwa lata. - Nie wiadomo, czy potem będzie pani mogła jeździć.

W poszukiwaniu sprawdzonego lekarza


Kiedy niedawno usłyszałam, że pewien znajomy wyszedł od "mojej" okulistki z diagnozą podobna do tej, którą sama usłyszałam, pomyślałam, że być może coś jest nie tak. Podjęłam decyzję o kolejnej kontrolnej wizycie, przy czym postanowiłam odwiedzić sprawdzonego lekarza. Usłyszawszy z kilku różnych źródeł dość dużo dobrego o pewnej pani doktor, zapisałam się na wizytę. Tym razem sytuacja była odwrotna niż zazwyczaj. Wraz z przebiegiem wizyty to ja stawałam się pewna siebie, a okulistka popadała w lekkie przerażenie. - Okulary ma pani zupełnie źle dobrane. Tu w ogóle nie ma cylindrów! - załamała ręce kobieta. - Przecież pani prawie nic nie widzi. - Ależ widzę - próbowałam oponować. - No, a teraz? - zapytała tonem triumfu pani doktor, dokładając do zdobiących mój nos robokopowych okularów szkła cylindryczne i tym samym otwierając przede mną świat wraz z wszelkimi tajemnicami skrywanymi w dolnych linijkach zawieszonej naprzeciwko mnie tabliczki. Okulistka zadała mi całe mnóstwo pytań, zaglądając mi w oczy przy pomocy coraz to wymyślniejszych urządzeń. - A samochód pani prowadzi? - wypytywała. - No, to świetnie! Proszę pani, pani ma w bardzo dobrym stanie oczy. Siatkówka jest mocna, rogówka też.

Lekarz odnaleziony w internecie


Dzięki ostatniej wizycie uspokoiłam się w kwestii mojego wzroku. Od kilku lat wada nie powiększyła mi się ani trochę. Ale refleksje nie ustępują. Mam tylko jedną parę oczu, tymczasem diagnozy lekarzy zdają się sugerować, że posiadam co najmniej dwie: jedną zepsutą, która zapewne już od kilkunastu lat nie ma prawa widzieć, oraz drugą: zupełnie zwyczajną, obciążoną jedynie dość wysoką wadą. Czasem stwierdzam, że cała sytuacja ma właściwie pewien aspekt humorystyczny. Ale przed kolejną wizytą u jakiegokolwiek lekarza znów zasięgnę języka, zaś nazwisko ewentualnego "kandydata" wpiszę w przeglądarkę internetową, dodając frazę "opinie".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Ja tak miałam z uszami :P jak byłam niemowlakiem z powodu zapalenia ucha czyszczono mi je bardzo skutecznie, bo poza nacięciem ropnia, nacięli mi też bębenek w uchu, no i uszkodzili nerw w lewym oku, czego wynikiem jest delikatne rozmazanie "ekranu" i trochę słabiej słyszę na lewe ucho.
Gdy byłam w szkole podstawowej pani laryngolog stwierdziła, że muszę mieć operację uchu ponieważ w wieku 40 lat będę głucha jak pień. I już mieli mnie przyjąć do szpitala gdy sie okazało, że nie mam szczepienia na żółtaczkę i czas operacji się odwlekł i to bardzo skutecznie, bo już nigdy mnie tam nie zobaczyli :P stwierdziłam, że wole być głucha, nikt mnie nie będzie kroił. Po kilku latach udałam sie na badanie słuchu, bo akurat była promocja w jakiejś przychodni na darmowe badanie słuchu. Na profesjonalnych urządzeniach przebadano mnie i pani doktor stwierdziła, ze mam bardzo dobry słuch, prawie że idealny. Co mnie oczywiście całkowicie zszokowało, ale też przekonało, że nie można powoływać sie na jednego lekarza. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bywają lekarze - artyści i lekarze - kiepscy rzemiślnicy. Jak w kazej innej branzy.
Moja przyjaciołka trafiła na rzemieslnika z tytułem profesorskim, którego glówną umiejetnoscią jest kasowanie za wizytę w "renomowanym" gabinecie. Wylądowała po jego leczeniu na oddziale z odklejajaca sie siatkowką.
Osobiście jestem dalekowidzem i doszłam do progresów od +2 i pólł do +5 i pół.
Zycie z dwoma parami szkieł dyndajaych na zmianę u szyi jest poprostu niemozliwe.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Na szczęście nie korzystam z usług okularów ani soczewek;-) uffff

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jakżeż mi znajome te perypetie, Agato.:-) A opinie, masz rację, warto sprawdzać.

Komentarz został ukrytyrozwiń

O ile wiem, robi się korrekcję laserem. Może nie da się całkiem , ale z minu 10 można zrobić minus 2, ALbo z minu 13 minus 4, Znam takie przypadki. Niestety kontaktowe szkła są tylko do pewnej granicy. WIęc jak zmniejszyć laserem to już można nosić chociaż kontakty.
W każdym razie WItaj w Klubie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ja na szczęście jeszcze WIDZę :) bez okularów...oby jak najdłużej:)

A lekarze..cóż..są lekarze z powołania i ...lekarze z nazwy...podobnie chociażby, jak nauczyciele :)

(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.