Facebook Google+ Twitter

Historia zapomnianego mistrza

Miał jedno marzenie. Powiedział mi o tym przy drugim kieliszku grappy. - Chcę wrócić do domu. Później nastąpiła opowieść mistrza. Był u szczytu. Teraz mieszka w garażu. Bo życie Daniele to ciągła walka. Najpierw o bycie kimś, później by podnieść się z upadku. Ostatnio o to, by uratować córkę.

Daniele - zapomniany "mistrz" / Fot. Dawid SerafinDaniele zamówił następną kolejkę. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie w małym włoskim bistro, które od lat utrzymuje się z tych samych klientów. Starsza siniorina, której ostre słońce skradło życiodajną energię, sięgnęła ociężale po butelkę.

Mój rumuński przyjaciel jeszcze bardziej zmarszczył smagłą twarz. Jego policzki pokrywał kilkudniowy zarost. Na twarzy nie było widać oznak świadczących, by cokolwiek chciał ukryć. Pomimo ostrych rysów twarzy nie było to oblicze kogoś nieugiętego. Po policzkach przemknął mu grymas, wywołany skurczem nogi. Jego oczy mimowolnie mnie sondowały. Próbował zachować twarz pokerzysty. Choć jeszcze przez krótki moment próbował grać niedostępnego zimnego drania, po chwili nieruchoma, opalona twarz nabrała przyjacielskiego wyrazu. Taką rolę przypisało mu życie, choć nigdy nie czuł się z nią najlepiej. Dlatego tak bardzo tęsknił za momentami, kiedy znów mógł być sobą, za chwilami, kiedy nic nie musiał. Nie musiał być dzieckiem, które większość życia spędziło na ulicznych walkach, nie musiał być młodzieńcem starającym się choć na chwilę być kimś, nie musiał być mężczyzną, którego świat postrzegał jako przegranego. Przez chwilę mógł być dzieckiem, które śniło o kosmicznych podróżach, młodzieńcem zafascynowanym podróżami, ojcem kochającym swe dzieci.

Przykrótka koszula opasała jego atletyczną sylwetkę. W dłoni ściskał mały różowy telefon. Ładował go codziennie, w tunelu prowadzącym na zaplecze hipermarketu. Posuwaliśmy się wolnym, miarowym krokiem. Ściany mówiły do nas chłodnym, mrocznym głosem kapiących zielono-butelkowych kropel. Przestrzeń wypełniała czarna łuna nocy, przepasana nikłym światłem żarzących się lamp. Mocna dłoni szarpnęła mnie za ramię. Zamarłem. - To tutaj - oświadczył Daniele. W powietrzu wyczuwało się zapach życia wiecznie pchanego do przodu. Byle jeszcze jeden dzień, byle znów się udało. Tutaj budziła się inna rzeczywistości. Wstawał świat wiecznych wędrowców, którzy uzbrojeni w bagaż marzeń nigdy nie doszli do wyznaczonego celu. W dzień niezauważani w zgiełku codzienności. W nocy niedostrzegani, tworzący odmienną rzeczywistość. Właściwie dla świata są martwi. Ich tożsamość konsumencka, jest zerowa. A więc nie są nic warci. Ich śmierć na nikim nie zrobi wrażenia. Nikt nie zapłacze. Nie mieli pieniędzy, więc nie są warci naszych łez.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Życie pisze scenariusze, i każde jest opowieścią mniej lub bardziej ciekawą, wzruszjącą itp itd Dobrze się czyta, prawie dobrze napisana historia. Nie bardzo jestem pewna czy właściwie "zaskoczyłam" epilog. Kilka małych, acz koniecznych poprawek w tekście też bym dokonała.( ja tak mam, że poprawiać wiecznie lubię ;)) Nie zmienia to jednak pozytywnej oceny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.