Facebook Google+ Twitter

Historia zimnego drania. Recenzja biografii Eugeniusza Bodo

Gwiazda kina międzywojennego, bożyszcze kobiet, amant i aktor charakterystyczny, popularyzator wielu piosenek, producent filmowy. Słowem - Eugeniusz Bodo. Któż z nas go nie pamięta?

 / Fot. wydawnictwo rebisŚpiewał piosenki, które do dziś jeszcze śpiewamy, dawał radość i poczucie oderwania się od rzeczywistości ludziom chodzącym do kina, nie bał się trudnych ról i potrafił wcielać się nawet w najpaskudniejsze postacie. Aktor, który nigdy nie dał się zaszufladkować. Postać Eugeniusza Bodo przybliża nam Ryszard Wolański w swej książce „Eugeniusz Bodo. Już taki jestem zimny drań”.

Ten, kto weźmie do ręki książkę Wolańskiego z myślą, że oto trafia na kolejną biografię pełną sensacji, pomyli się srodze. Książka opisuje życie Eugeniusza Bodo przez pryzmat jego twórczości kinowej i estradowej. Jest ona swego rodzaju kroniką kina międzywojennego. Nie da się bowiem polskiego kina dwudziestolecia międzywojennego oderwać od postaci Bodo. Dlatego też przeczytamy w książce o filmach tworzonych z udziałem tego wybitnego aktora i o aktorach, którzy wraz z nim współtworzyli te filmy. Pod tym względem lektura książki nie będzie wesoła. Wolański uświadamia nam bowiem, jak wiele filmów zaginęło bezpowrotnie w dziejowej zawierusze, jak wiele też filmów jest niekompletnych lub uszkodzonych. O tych właśnie filmach możemy przeczytać w zachowanych recenzjach prasowych, a zobaczyć - jedynie plakaty promujące te filmy albo fotosy z tychże filmów.

Również zakończenie książki nie nastroi nas optymistycznie. Ostatnie lata aktora nie były wesołe. Oskarżony o szpiegostwo, został skazany na pięć lat więzienia, gdzie po długiej chorobie zmarł. Pamięć o nim przetrwała jedynie w filmach, data i powody śmierci były przez kilkadziesiąt lat tematem tabu.

Pamięci o Eugeniuszu Bodo nie wskrzesiły również przemiany ustrojowe w Polsce. Jego tragiczne losy były typowe dla tysięcy Polaków represjonowanych w ZSRR, ale nie zginął jak każdy. Rosjanie potraktowali go jak szpiega, bo funkcjonariuszom NKWD nie przyszło do głowy, że można być poliglotą, mieć wielu przyjaciół za granicą, podróżować po całym świecie, brylować na salonach, nie będąc jednocześnie zaangażowanym w działalność wywiadowczą.

Znajdź nas na Google+

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.