Facebook Google+ Twitter

Hiszpania? Tak blisko, a tak daleko…

Witamy w słonecznej Hiszpanii – słowa kapitana samolotu lądującego w Gironie zupełnie nie pasowały do nieba spowitego gęstymi chmurami. To był początek hiszpańskich niespodzianek.

Nasza Europa
Nie ma to jak w Unii Europejskiej. Granice mają coraz mniejsze znaczenie, prawie wszędzie możemy spotkać swoich rodaków i czujemy się jak u siebie. Do tego wszędobylskie McDonald’sy i Coca Cola sprawiają, że prawie nie dostrzegamy różnic. Bardzo szybko można się jednak przekonać, że gadanina o unifikacji i jednolitości to zwykłe mrzonki, a Hiszpania i Polska, to dwa zupełnie inne światy.Dworzec kolejowy w Walencji / Fot. Kamil Szympruch

Wsiąść do pociągu byle jakiego…
Kolej to podstawowy środek lokomocji w Hiszpanii. Przeciętnego Polaka z pewnością zachwyci wygląd hiszpańskich dworców. Ten w Walencji przypomina raczej niezłej klasy hotel z marmurowymi posadzkami niż zakodowany w naszych głowach chociażby dworzec katowicki. Stan pociągów nie jest wcale gorszy. Są czyste, klimatyzowane, z wygodnymi fotelami, no i bez szpecącego je graffiti. Podróżuje się przyjemnie, ale trudności się zdarzają. Hiszpanie chyba nie biorą sobie do serca tego, że koleją podróżują również obcokrajowcy i należałoby jakoś ułatwić im poruszanie się po dworcach. Niemiła niespodzianka spotkała nas już na dworcu w Gironie, gdzie sprzedawca w kasie, zauważywszy, że nie jesteśmy Hiszpanami, oszukał nas o dwa euro. Poza tym pociągi nie są oznaczone, na peronach też nie ma informacji dotyczących tego skąd odjeżdżają. Po prostu ci, co mają wiedzieć, to wiedzą. W Barcelonie, stojąc w kolejce po bilet na ostatni pociąg do Walencji, nagle dowiedzieliśmy się, że został on odwołany z powodu pożaru na jednej ze stacji. Następny pociąg miał odjechać dopiero rano. Stojący obok Hiszpan, próbując nam wytłumaczyć o co chodzi, wyciągnął z kieszeni zapalniczkę i ją zapalił.

Jak nie kolej, to…?
Oczywiście autobus. Już wychodząc z lotniska w Gironie stanęliśmy na miejscu oznaczonym tabliczką BUS. Niby w porządku tyle, że okazało się, że tam autobusy tylko przyjeżdżają. Odjazdy były natomiast z przystanku położonego 100 metrów dalej. Można by to po prostu napisać tylko pytanie po co? W Barcelonie na bilecie do Walencji pod napisem „bus” była duża cyfra 2. Przekonani o tym, że cyfra oznacza stanowisko, z którego autobus odjedzie postanowiliśmy jednak zapytać kasjera. Okazało się, że dwójka oznaczała numer autobusu, a odjechać miał ze stanowiska 4, 5 lub 6. Do tego sprzedawca nie dawał nam gwarancji, że autobus przyjedzie. Ku naszemu zaskoczeniu, w końcu przyjechał z półgodzinnym opóźnieniem i nie miał żadnego numeru.

Ciekawym zjawiskiem są również przystanki - widma. Gdy w Walencji zapytaliśmy przechodzącą panią skąd odjeżdżają autobusy do Aldai (miasteczko pod Walencją), wskazała nam nie oznakowany kawałek ulicy. Podobne przystanki są w wielu miejscach. Kolejny raz wypada stwierdzić: kto ma wiedzieć ten wie…
Jeżeli jedziemy samochodem, to mogą być problemy z zaparkowaniem. Nie tylko w dużych miastach, ale i w małych miasteczkach. Uliczki są bardzo wąskie, jest w nich ciasno i trudno znaleźć samochód bez obtartego boku. Poza tym na ulicach siedzą starsze panie, które towarzysko spędzają popołudnia i wieczory. Taka pani siedząca na krześle jest ważniejsza niż samochód, więc trzeba szukać innego miejsca.

No entiendo
Po polsku – nie rozumiem. To podstawowe słowa, które usłyszymy od Hiszpana, próbując porozumieć się z nim w innym języku niż hiszpański. Można zrozumieć dumę Hiszpanów, przywiązanie do tradycji i tęsknotę za tym, by to ich język był dominującym w kontaktach międzynarodowym. Można też zrozumieć to, że bardziej wymagają oni od przyjezdnych znajomości hiszpańskiego, niż od siebie znajomości języka obcego. Pewnych rzeczy zrozumieć jednak nie można. W kraju żyjącym z turystyki w większości miejsc napisy są tylko w języku hiszpańskim i regionalnych dialektach. Pan zatrudniany w biurze podróży, sprzedający bilety na Wyspy Brytyjskie, nie potrafi słowa powiedzieć po angielsku. Pani robiąca spis sprzętów elektrycznych, która zapukała do naszego mieszkania, po zorientowaniu się, że nie mówimy po hiszpańsku zapytała jak wygląda nasz angielski, oczywiście po hiszpańsku. Odpowiedzieliśmy, że znamy, a ona powiedziała po angielsku tylko jedno słowo – computer. Czysty absurd.
Muchas gracias
Nie można jednak nie wspomnieć o hiszpańskim temperamencie, otwartych ludziach, niesamowitych krajobrazach i bezstresowym życiu. O tym wszystkim, od czego tak bardzo odstajemy. Zarówno plusy, jak i minusy Hiszpanii należy zobaczyć na własne oczy. Zachęcam do tego, bo na pewno czeka tu was niezapomniana przygoda.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

KAROLINA BUCIOR
  • KAROLINA BUCIOR
  • 07.04.2011 11:34

ZAL I LOL

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.07.2007 11:41

uczestnik opisanej wycieczki, nie był chyba do niej do końca przygotowany... :) aczkolwiek popieram wnioski wyciągnięte w ostatnim akapicie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Uwielbiam Hiszpanie, choc znam tylko Barcelone... A to wlasciwie Katalonia :-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.