Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

65539 miejsce

Hiszpański Czerwony Krzyż - parodia i wielka pomyłka

Żeby poznać tajniki przyjęć do noclegowni prowadzonej pod szyldem Hiszpańskiego Czerwonego Krzyża, musiałem specjalnie "zagrać" bezdomnego emigranta z Polski.

Najpierw musiałem przejść przez grad pytań strasznie nieprzyjemnego pracownika socjalnego. Facet nie pozwolił mi się nawet odezwać. Potem dostałem koc, klucz od szafki z moim numerem. Wewnętrzny identyfikator, kilka papierów do podpisania w języku hiszpańskim i już mogłem czuć się jak zakwaterowany. Następnie dostałem tzw. "city", czyli jakby skierowania na wizytę. Pierwsze było do psychologa, następne do asystenta medycznego. Później jeszcze musiałem odwiedzić miejscowy komisariat policji oraz wydział meldunkowy Urzędu Dzielnicowego, na którego terenie znajduje się noclegownia.

Do Urzędu Dzielnicowego musiałem się zgłosić z odpowiednimi dokumentami jakie uzyskałem w Hiszpańskim Czerwonym Krzyżu, aby się zameldować.

Na policję poszedłem jako obywatel Unii Europejskiej w celu złożenia niezbędnych dokumentów potrzebnych do wyrobienia tzw. numeru N.I.E. (odpowiednik naszego numeru PESEL) i co za tym idzie, uzyskania zezwolenia na pracę. Nie załatwiłbym niczego, gdybym nie miał 10 euro (opłata manipulacyjna), fotografii i... adresu zameldowania na terenie Hiszpanii. Jeśli byłbym bezdomnym emigrantem, nie dostałbym takiego dokumentu. Bezdomnym Hiszpanom nie jest on potrzebny.

Następnie dostałem kartkę na posiłki. Stołówka znajduje się 8 km dalej od noclegowi. Nie dostałem żadnego biletu na przejazd. Stołówka jest czynna w takich godzinach, że jak głodny chce do niej dotrzeć na czas, musi iść dość szybko. Przejście z noclegowni do stołówki zajmuje mniej więcej cztery - pięć godzin. Jeśli zatem zdążymy przed 13:45, to nie będziemy głodni. Jeśli natomiast nie zdążymy, to możemy iść do innych jadłodajni na terenie Madrytu. Problem tylko w tym, że wszystkie punkty żywieniowe otwarte są mniej więcej o tej samej porze. Chyba, że skorzystasz z metra - jeśli oczywiście masz bilet. Na gapę nie przejedziesz, gdyż przy każdym wejściu stoi ochrona, więc nie dasz rady przeskoczyć przez bramkę. Do autobusu nie wejdziesz w ogóle. Kierowca otwiera tylko przednie drzwi i kontroluje bilety.

Spytałem zatem pracownika socjalnego, jak mam dotrzeć na czas na stołówkę. Nie mam przecież pieniędzy. W odpowiedzi usłyszałem, że to nie jego problem. Dowiedziałem się również, że ludzie stąd chodzą pieszo lub ryzykując mandatem, przeskakują przez bramkę. Należy wspomnieć, że wszystkie stacje metra są monitorowane i mają bezpośrednie połączenie z lokalną policją. Dodam jeszcze, że o ile obywatel Unii Europejskiej może dostać tylko mandat, o tyle emigrantowi z innych krajów, nie będących w UE grozi deportacja.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Przeczytałałam z zainteresowaniem!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.