Facebook Google+ Twitter

Hiszpański krajobraz po katalońskiej bombie

O zwycięstwie Barcelony nad Realem rozpisują się media na całym świecie. Jednak Primera Division to nie tylko sobotni spektakl na Santiago Bernabeu. Co jeszcze działo się zatem na hiszpańskich boiskach w miniony weekend?

Valencia i Espanyol / Fot. PAP TONI ALBIRPrzede wszystkim dwie godziny później niż Gran Derbi, rozpoczęło się inne spotkanie na szczycie. Villareal podejmował u siebie Sevillę. Trzecia w tabeli ekipa nogami duetu napastników Fabiano-Kanouté zanotowała wyjazdowe zwycięstwo 2:0 i tym samym umocniła się na swojej pozycji. Jednak nad piątym Atletico wciąż ma tylko 5 punktów przewagi, więc gry w Lidze Mistrzów nie może być pewna.

Następnego dnia, w niedzielę, Sevilla mogła cieszyć się z przegranej sąsiada z czwartego miejsca. Valencia uległa na wyjeździe Espanyolowi 0:3. Lokalny rywal FC Barcelona jeszcze niedawno znajdował się na ostatnim miejscu w tabeli. Teraz jednak włączył kolejny bieg, było to już czwarte zwycięstwo z rzędu Katalończyków – i, co imponuje tym bardziej, czwarte bez straty gola. Niczego jednak nie można być pewnym, do strefy spadkowej dzielą Espanyol tylko 4 punkty.

Choć Real miał naprawdę dużo powodów do zmartwień po sobotnim meczu, sąsiedzi Królewskich z Atletico mieli zgoła odmienne nastroje. Cieszyli się bowiem z niedzielnego wyjazdowego zwycięstwa nad Betisem. Obie bramki zdobył Diego Forlan.

Znów wygrali piłkarze z Majorki – tym razem pokonali u siebie Getafe 2:1. Drużyna konsekwentnie pnie się do góry i obecnie znajduje się na 9. miejscu. Choć do pozycji premiowanej grą w Pucharze UEFA brakuje jej 10 punktów, z pewnością jest jednym z największych odkryć rundy wiosennej na Półwyspie Iberyjskim. A ofensywny pomocnik Jurado – który znów zdobył gola – śni się po nocach niejednemu obrońcy.

Inna drużyna, która marzy o grze w Pucharze UEFA, musiała tym razem uznać wyższość rywali. Na wyjeździe Malaga przegrała z walczącą o utrzymanie i tkwiącą na ostatnim miejscu Numancią 2:0. Dla gospodarzy cenny jest każdy punkt, ale tym razem mieli pecha – swój mecz wygrało także znajdujące się tuż przed nimi Recreativo (2:1 z Osasuną na wyjeździe), a remis 1:1 zanotował lider spadkowiczów – Gijon – w spotkaniu z Atlethic Bilbao.

Na cztery kolejki przed końcem sezonu, Hiszpanie paradoksalnie mogą być pewni tylko tego, że Barcelona – lub ewentualnie Real – zdobędzie tytuł mistrzowski. O grę w Lidze Mistrzów bije się sześć drużyn, o udział w Pucharze UEFA – pięć. I każda z nich może nagle znaleźć się w niebie lub piekle, bo różnice punktowe są minimalne.

Ale póki co, cały świat zadaje sobie retoryczne pytanie – czy finezyjnie grająca Barca zasługuje na to, aby przegrać półfinał Ligi Mistrzów ze skrajnie zautomatyzowaną Chelsea? Wszystko rozstrzygnie się w środę o 20:45 na Stamford Bridge. Wtedy okaże się, czy po raz drugi z rzędu europejscy kibice obejrzą angielski finał, czy może jednak będą podziwiać piłkarskie flamenco trochę dłużej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.