Facebook Google+ Twitter

"Hobbit bitwa pięciu armii" od 25 grudnia w kinach

Tolkien w wersji kinowej świetnie się sprzedaje. Premiera w Święta to dodatkowe tłumy znudzonych biesiadników na sali. Czy jednak sam film nieco nie rozczarowuje?

 / Fot. http://www.thehobbit.com/Pytanie brzmi: ile razy jesteś w stanie oglądać walki "dobrych" z Orkami? To już szósty film Petera Jacksona z Hobbitami w roli głównej i można mieć nieco przesyt. Fani książek jednakowoż nie zawodzą.

Sam film jest jedną wielką sceną batalistyczną. Świetne efekty specjalne (zapewne będzie nominacja do Oscara), zadowalające 3D - zachwyca zwłaszcza w początkowych scenach pożaru spowodowanego przez ziejącego ogniem smoka. Ogólnie ładnie zrobione komputerowo zwierzęta, których dosiadają wojownicy i piękna charakteryzacja: Orki, Krasnoludy, Elfy itp. Nie sposób nie wspomnieć też o zabójczo urokliwej scenografii. / Fot. http://www.thehobbit.com/

Do tego bardzo okrojony wątek miłosny (ukłon w stronę żeńskiej części publiczności) między Elficą i Kransoludem. Miłość, która nie miała prawa się pojawić, wbrew wszystkim przeciwnościom losu (to już raczej ukłon w stronę nastoletniej widowni). Mimo kilku przerywników mamy jednak walkę, wojnę, bitwę i batalię. Która z jednej strony jest pięknie wykonana technicznie, z drugiej jednak w ponad dwugodzinnym filmie nieco nuży.

 / Fot. http://www.thehobbit.com/Dodatkowo uroku filmowi odbiera fakt, że wiemy już na początku, które postacie przeżyją (wszak większość widziała najpierw "Władcę Pierścieni"), a które nie pojawią się w kolejnych przygodach Niziołków.

Tolkien to temat bajka. Pójdą na niego dzieci, nastolatki i dorośli. Jest to samograj filmowego biznesu "wieloczęściowego" niczym Harry Potter i "Saga Zmierzch". Czy jednak rzeczywiście warto? Rozłożenie opowieści na kinową trylogię jest zabiegiem z jednej strony dobrym, bo skoro widziało się poprzednie części nie sposób opuścić zakończenia, z drugiej natomiast mniej lub bardziej delikatnie pachnie nudą. / Fot. http://www.thehobbit.com/

Doceniam część techniczną filmu, jest wykonana perfekcyjnie. "Bitwa pięciu armii" jest jednak filmem "dla oka" głównie. Brakuje w niej stopniowania napięcia, wątków niebatalistycznych i tej przygody i świeżości, którą emanował Frodo.

I tak wiemy, że skończy się pozytywnie, i oglądamy całość niczym bajkę dla trochę większych dzieci. Dobro zwycięży, po mniejszych lub większych stratach w ludziach (i innych stworach), a póki co - niech się biją. Przynajmniej pokażą wszystkie możliwości współczesnego trójwymiaru...


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.