Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

51470 miejsce

Hobbitomania – rozwój czy regres intelektu człowieka?

Zjawisko zbiorowej ucieczki w bajkę, symbolikę, groteskę czy alegorię – jest dla mnie zubożeniem sposobów komunikacji między ludźmi, a nie jej rozwojem. Inne zdanie ma większość ludzi, poprawiających frekwencję na filmach o Hobbitach.

Zrzut ekranu / Fot. Marek ChorążewiczSukces książek czy filmów z ostatnich kilkudziesięciu lat, podejmujących tematy kondycji psychofizycznej człowieka, ale jednocześnie odwołujących się do zjawisk nierzeczywistych, jest dowodem tego exodusu z normalnego życia.
Twórczość autorów takich, jak John R. R. Tolkien, J. K. Rowling czy Stephenie Meyer (i podobnie piszących) trafiła na podatny grunt, stąd ich olbrzymia popularność.

Samo zjawisko odwoływania się do nierzeczywistego świata (zwanego dzisiaj często matrixem), nie jest wymysłem współczesności. Wystarczy wskazać najbardziej poczytne księgi świata (Biblia, Koran) i już widać, że człowiek ma wrodzone skłonności do zajmowania się zjawiskami spoza obserwowalnego świata. Abstrahując od prawdziwości informacji w nich zawartych, nikt nie może zaprzeczyć, że jest w nich np. symbolika czy alegoria.

Intensywny rozwój bajek i baśni (również dla dorosłych) w naszych czasach rozpoczął się z chwilą rozwoju nowego narzędzia do przetwarzania danych - komputera. Informatycy wręcz twierdzą, iż wymagalność sprzętowa i programowa gier komputerowych, chcących pokazywać bardzo dynamiczne sceny tego nierzeczywistego świata, była największym motorem rozwoju tego wynalazku, który bardzo szybko doczekał się zastosowania w filmach do tworzenia efektów specjalnych, co jeszcze bardziej ułatwiło odwoływanie się do tego udziwnionego świata.

Wreszcie, poprawność polityczna stająca się nową formą hipokryzji we współczesnych społeczeństwach sprawia, że ludzie sztuki wolą posłużyć się metaforą bądź groteską, niż przedstawiać rzeczywistość bez retuszu. Łatwiej bowiem pokazać gwałtownie umierającego Hobbita, niż ucinanie głowy Amerykanina przez wiwatującego wyznawcę Allaha. Politycy natomiast otrzymali eleganckie narzędzie do utwierdzania mas w przekonaniu, że to one rządzą światem.

Moda na wymyślanie nierzeczywistej i zupełnie abstrakcyjnej fabuły powieści bądź filmu, po to tylko, aby nie przekazać wprost „o co chodzi?” jest totalnym ogłupianiem odbiorców i stanowi raczej sposób na kamuflowanie najgłębszych przemyśleń autora i ukrywanie jego emocji. Świadczy również o braku precyzji jego warsztatu językowego w wyrażaniu odczuć, własnych przeżyć czy chociażby umiejętności odzwierciedlenia aktualnego stanu umysłu.

Tysiące godzin ludzie spędzają nad analizą różnych dzieł (nie tylko literackich), aby dociec, co tak naprawdę autor miał na myśli, gdy je tworzył? Często jest tak, że odbiorcy owej twórczości widzą więcej, niż sam kreator zamierzał w nim zamieścić.

Od koneserów sztuki zbiorę zapewne gromy za domaganie się wykładania „kawy na ławę”… No cóż, jakoś to przeżyję. Nie wydaje mi się jednak, aby pojawiająca się natrętnie i wszędzie licentia poetica ułatwiała nam zrozumienie rzeczywistości, czy idąc dalej – pozwalała na jej właściwe zagospodarowanie.

Powstało wiele opracowań naukowych uzasadniających pozytywne wartości bajek, jakie opowiada się dzieciom na całym świecie. Oczywiście, tu i ówdzie pojawiają się zdania przeciwne, wręcz heretyckie w swoim przekazie, że np. przemyca się w niektórych bajkach niewłaściwe treści, chociażby homoseksualne czy agresywne wzorce zachowań. Natomiast prawie nikt nie protestuje, że wiele z tych starszych bajek „ocieka krwią”, a treść ich jest wyjątkowo okrutna. Mówi się wtedy na ich usprawiedliwienie, że dziecku nie podaje się wszystkiego „na tacy”, jak to jest w wielu grach komputerowych, bo tylko wtedy będzie możliwy prawidłowy rozwój wyobraźni dziecka.

Na wytłumaczenie takiego stanu rzeczy znajduję tylko jeden, choć wydaje mi się, że bardzo silny argument, że wydarzenia autentyczne we współczesnym świecie współistnieją z tymi z pogranicza lub całkowitej fantazji.

Wbrew pozorom, ogólnie wyższy poziom wykształcenia ludzi wcale temu nie przeszkadza. Informacja pomieszana z dezinformującą plotką bądź nieprawdą stanowi świetne narzędzie do ogłupiania ludzi, którzy nawet w najprawdziwsze dane naukowe muszą wierzyć lub nie, ponieważ z różnych przyczyn nie mogą ich zweryfikować.

Przykładów jest dużo.

Pierwszym niech będzie np. UFO. Czy ktoś może dzisiaj kategorycznie zaprzeczyć, że „obcy” nie byli podstawowym problemem w prowadzeniu eksploracji najbliższej przestrzeni kosmicznej? A w końcu przyczyną wycofania się Amerykanów i Rosjan z intensywnego badania Księżyca? Czy na pewno tylko kwestie finansowe wchodziły w grę?

Wyżej wspomniałem już o nauce. Dokonujący się postęp w wielu dziedzinach życia jest wynikiem jej dotychczasowych zdobyczy, ale przecież wszystkich gałęzi nauki pojedynczy człowiek nie ogarnie, a zatem przyjmowanie wyników pracy uczonych musi odbywać się na zasadzie zaufania, wręcz wiary. Czy trudno w takich warunkach o nadużycia? Albo chociażby o zwykłą pomyłkę? We współczesnej medycynie np. pojawia się coraz więcej zastrzeżeń i nieufności do wielu jej zaleceń (np. szczepienia ochronne, zapobiegawcze stosowanie niektórych klas leków, sposoby leczenia niektórych chorób, itp.).

Zakończenie

Wyliczankę przykładów można prowadzić długo, ale tutaj chcę przez to pokazać zagubienie współczesnego człowieka w dzisiejszym świecie, który przecież wydaje się taki transparentny i dobrze poukładany…

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (26):

Sortuj komentarze:

Odnosząc rzecz do procesów społecznych, pomysł z daniem kartki do głosowania ludziom
( z wagą głosu równą wszystkim) przy jednoczesnym ogłupianiu na skalę masową - to pomysł z punktu widzenia osiągania "niecnych" celów - niezły.

Koronny argument zwolenników - to rzekomy guzik obronny, który rzekomo ma zadziałać, gdy dzieje się krzywda. Jak jednak uczy historia kryzysów wszelakich - on nie działa, a przynajmniej nie działa wystarczająco.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Co zrobić? Świadomość procesów, czyli wiedza, jest warunkiem koniecznym, choć niewystarczającym. Wystarczającego warunku nie ma, bo oznaczałoby to ZERO błędów poznawczych. A więc stan nierealny, a nawet groźny niekiedy, gdy uratowanie życia może właśnie zależeć od popełnienia "błędu".

Natomiast między stanami: rzeczywistym, koniecznym, a wystarczającym, jest tak ogromna przestrzeń, że tłumaczy ona dobrze ludzkie błędy, których można uniknąć.
A samodyscyplina... cóż, nikt chyba za nią nie przepada, ale też chyba nikt racjonalnie myślący, w pewnym zakresie jej potrzeby nie kwestionuje...
Jest jeszcze hierarchia, tez subiektywna, ale również konieczna, czyli gdzie odpuścić, bo sprawa jest "mniej ważna", a gdzie odpuścić nie można...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ależ tak! Tworzenie iluzji (ale także i omamów niekiedy, niestety...) to "nasza specjalność". Nasz mózg to niesamowity oszust i kpiarz, ale jednocześnie najpiękniejszy instrument wyróżniający nas spośród innych zwierząt, stąd ludzie (w większości) uważają go za Boski twór.

Gdy ktoś zgłębia tajemnice jego funkcjonowania, to wie, że miliardy bitów informacji jest w każdej sekundzie przetwarzane automatycznie, bo nie byłoby żadnej możliwości totalnego świadomego nadzoru nad tak wielkim napływem danych pochodzących ze środowiska zewnętrznego i wewnętrznego. Słusznie Artur zauważa, że tak naprawdę właściwe myślenie trwa bardzo krótko w ciągu doby. Natomiast te burzliwe zmiany, o których Marta pisze, rzeczywiście mogą być jedną z bardzo istotnych przyczyn tego zjawiska, o którym napisałem w tekście.

Tylko co z tym robić? Tego nie wiem. Jest to dla mnie coś niejasnego i jednocześnie tajemniczego. Kognitywistyka jest zbyt młodą nauką, żeby nawet nadążyć z rozpoznaniem mechanizmów działania mózgu i zmysłów, a cóż dopiero z proponowaniem skutecznej terapii...

Komentarz został ukrytyrozwiń

/Może to cena, którą płacimy za posiadanie rozumu?;)/

Całkiem możliwe ;) Już wczesniej wspomniałem, że myślenie nie jest normą, tylko wyjątkiem ( w ciągu dnia), czasowo do sprawy podchodząc ;)
A jakie to myślenie jest kosztowne energetycznie ! ;)

Poza tym ten mózg nam się kurczy. Stopniowo - w ciagu ostatnich 20 000 lat podobno i również podobno, aż o 10% tylko w ostatnim stuleciu. ( Leonard et al 2003). ( Nie sprawdzałem, przywołuje jeno przywołania innych ;) )

W każdym razie przypuszczają, że za ten ostatni regres odpowiedzialny jest głównie niedobór kwasów EPA i DHA, tak licznie obecnych w mózgu, a tak powszechnie nieobecnych w wystarczającej ilości w dzisiejszej diecie. Co ma wpływ na skład błon komórkowych w mózgu, a co za tym idzie - na ich przepuszczalność dla składników odżywczych i jonów, sygnalizację komórkową i międzykomórkową i cały szereg wynikajacych z tego skutków.

No i wysiłku nie trzeba. Supermarkety uginają się pod ciężarem dostępnych, tanich i uzależniającyh "produktów".

Jak widzę ludzi, którzy przede mną wykładają na ladę z koszy tę całą górę śmieci z zadowoloną miną, ten kurczący się mózg nieustannie mi się przypomina ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Bartku, niepotrzebnie się Pan strudził czytając te śmieszne rzeczy. Ale to nie jest recenzja Hobbita... Pomylił Pan artykuły. Należałoby zajrzeć chociażby tutaj link

Komentarz został ukrytyrozwiń

Piszecie Państwo o skomplikowanych procesach manipulacji, ucieczki w fantastykę, a ja widzę to trochę inaczej - Hobbit to po prostu ciekawa historia i dobrze zrealizowany film, podobnie jak Władca Pierścieni. Moim zdaniem nie ma co doszukiwać się tu procesów społecznych, a już stwierdzenia, że jest to "zubożenie procesów komunikacji między ludźmi" uważam za śmieszne.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Potrzeba czegoś więcej, znajomości mechanizmów manipulacji i automatyzmu zapalających się czerwonych lampek. A to jest uciążliwe."

Ma Pan rację, ale na to chyba nic nie poradzimy. Może inaczej - każdy musi sobie z tym poradzić na własną rękę albo - ulec złudzeniom. Widać tworzenie iluzji jest ludziom bardzo potrzebne, skoro spotykamy się z tym zjawiskiem od zarania dziejów. Może to cena, którą płacimy za posiadanie rozumu?;)

Marek słusznie pisze o masowości ucieczki w nierealny świat. Cóż, nic nowego pod słońcem - taka tendencja pojawia się co pewien czas, zwłaszcza wtedy, gdy w świecie rzeczywistym zachodzą burzliwe zmiany, wzmagające poczucie zagrożenia (vide romantyzm i modernizm).

Komentarz został ukrytyrozwiń

To przykre, że cała ta nasza dyskusja tutaj pod świetnym felietonem Naszego Przyjaciela, który zresztą )patrz oceny), pomimo ujemnego w oczach ludzi wierzących ładunku wielu swych wypowiedzi, jako człowiek ogniskuje na sobie niezmiennie duże i dodatnie zainteresowanie stałych bywalców tych stron, nie przyczyniają się do wyraźnego wzrostu lzcby odslon. Również z tego wyciągam w tej chwili wnioski dla siebie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Marto, rzecz w tym, według mnie, że samo zalożenie nie wystarczy. Po prostu w mniejszym lub wiekszym stopniu ulegamy złudzeniu. Potrzeba czegoś więcej, znajomości mechanizmów manipulacji i automatyzmu zapalających się czerwonych lampek.
A to jest uciążliwe.

Można zanurzać się ( uciekać..?) w świat fantazji. Po co jednak, pozostanie pytaniem aktualnym, przy całej świadomości, że nie musi to być problemem. Ale może, i to ja z kolei zaryzykuję przypuszczenie, że częściej, niż się przypuszcza.

"Fantasy", czy "fantastyka" - są przynajmniej "oznakowane". Ale oznakowane są też "reportaż", czy "literatura faktu". A to również mogą być "false flags"...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Arturze, chyba najbezpieczniej jest założyć, że dzieła historyków zawsze są tylko wizją, mniej lub bardziej subiektywną. Historycy w naszych czasach są równie obiektywni, jak niegdyś Thietmar z Merseburga czy Wincenty Kadłubek;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.