Facebook Google+ Twitter

Hodowanie dzikich pszczół

  • Źródło: Polska
  • Data dodania: 2007-03-20 17:31

Znów będzie można spróbować w Polsce miodu dzikich pszczół. Bartnicy z Baszkirii na Uralu zaczną uczyć polskich pszczelarzy zakładania leśnych pasiek. Po co? By ocalić od zapomnienia profesję, która jeszcze przed stuleciem była na polskich ziemiach popularna.

Fot. Krzysztof Kaniecki Dziennik Łódzki Baszkirskich bartników odkryli dwa lata temu przedstawiciele największej międzynarodowej organizacji ekologicznej Word Wildlife Foundation (Światowy Fundusz Ochrony Dzikiej Przyrody).
- Byliśmy zaskoczeni, kiedy okazało się, że w pobliżu Ufy z bartnictwa utrzymują się jeszcze autochtoni, stosujący metody znane nam już tylko z historycznych opisów – wyjaśnia
Przemysław Nawrocki z WWF. Bartnicy spod Ufy ostali się jako jedyni w Europie i europejskiej części Rosji. Przetrwali nawet presję komunistycznej władzy, która usiłowała ich - przekazywaną z pokolenia na pokolenie - profesję zniszczyć jako formę prywatnej działalności.

Ekolodzy postanowili skorzystać z okazji i wskrzesić tradycyjne bartnictwo w Polsce. Koszty przedsięwzięcia, które wynoszą ponad 100 tys. zł, pokrywają po połowie oddziały WWF z Polski i Rosji. Naukowy patronat objął prof. Józef Banaszak z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Dwaj Baszkirowie zaczną „szkolenie” 25 marca. Tydzień spędzą w lasach koło Spały w województwie łódzkim, a później pojadą do Puszczy Świętokrzyskiej, na Podlasie oraz do parków narodowych Biebrzańskiego i Wigierskiego. Wybór Spały nie jest przypadkowy. Jak mówi Jacek Tabor z dyrekcji Spalskiego Parku Krajobrazowego, tamtejsze lasy mogą poszczycić się potężną sosną, znaną w całej Europie pod nazwą sosny spalskiej. Jest ona idealnym miejscem do założenia barci. Pszczelarze z Baszkirii założą ich dziesięć.

Przy pomocy tradycyjnych narzędzi będą drążyć otwory w dwustuletnich drzewach, a po wyschnięciu dziupli włożą „na wabia” plastry miodu. Swe czynności będą wykonywać pod czujnym okiem „uczniów”: pracowników Spalskiego Parku Krajobrazowego, ekologów, leśników i pszczelarzy. To oni chcą odtworzyć naturalną produkcję w spalskich lasach. Jeśli nasze pszczoły się skuszą, leśnego miodu będzie można popróbować za dwa lata. Lecz nie od razu pojawi się on na sklepowych półkach. Pierwsze plastry trafią do laboratorium prof. Banaszaka, który zbada ich przydatność do spożycia. Zaś sami szkoleni będą jeszcze musieli polecieć do Baszkirii, aby dokończyć naukę. Na miejscu zobaczą jak trzeba wspinać się do dziupli i jak wybierać z niej miód. Dopiero po powrocie spod Uralu nasi pszczelarze i ekolodzy zdecydują, czy samodzielnie drążyć kolejne dziuple.
– Myślimy o tym, aby stworzyć produkt regionalny pod nazwą „Barcki miód z lasów spalskich” – tłumaczy Jacek Tabor. Jego zdaniem, eksperyment może się powieść, bo w Polsce panuje moda na produkty ekologiczne. Poza tym drążenie barci da szansę na zwiększenie populacji dzikich pszczół, co pozytywnie wpłynie na cały leśny ekosystem. Współcześni pszczelarze podchodzą z rezerwą do eksperymentu. Wprawdzie na miododajny sezon sami wywożą swe pasieki na leśne wrzosowiska, ale...

- Miód z leśnych barci na pewno nie będzie bardziej wartościowy od miodu z pasiek - krzywi się Zbigniew Sokołowski, pszczelarz z Paprotni w województwie łódzkim. Potwierdzają to naukowcy. – Ten eksperyment określiłabym jako trochę muzealny. Miód, jeśli będzie, nie dorówna jakością temu z pasiek, ale przypomni nam, jak drzewiej bywało – uważa prof. Wanda Warakomska, botanik badający pyłki kwiatowe z Uniwersytetu Lubelskiego. Aby tak się stało, ekolodzy i leśnicy będą musieli popisać się pszczelą pracowitością.

Dawno temu nad Wisłą


Bartnictwo było w Polsce profesją dziedziczną i cieszącą się szacunkiem całego społeczeństwa. Bartnicy uchodzili za ludzi na tyle uczciwych, że zwalniano ich od zwyczajowej przysięgi sądowej. Mieli własny cech, własne sądownictwo i własne zwyczaje. Barcie zakładano przede wszystkim w pniach
ponad stuletnich sosen. Wykorzystywano naturalne dziuple, ale najczęściej barcie drążono, czyli dziano. Po wyschnięciu, co zwykle trwało dwa, trzy lata, do barci zwabiano miodem leśne pszczoły.

Ostatni mohikanie

Lista zawodów, które zanikają ciągle się wydłuża. Niemal zupełnie wyginęły takie profesje jak kotlarstwo, kołodziejstwo, tradycyjne kowalstwo, studniarstwo i garncarstwo użytkowe, snycerstwo użytkowe, zduństwo. Kończą się też bednarstwo, ciesielstwo i dziewiarstwo ręczne.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

A ja hoduję mrówki :>

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.