Facebook Google+ Twitter

Holandia i Anglia nie chcą Polaków. Mają się wynosić do domu

Według obserwatorów i ekspertów polityki imigracyjnej, na tych dwóch ważnych rynkach pracy - w Holandii i Wielkiej Brytanii - widać wyraźny zarys trendów antyimigranckich. Ich ofiarami padają zamieszkali i pracujący tam Polacy.

 / Fot. WikipediaPowoli mija już w Europie Zachodniej wcześniejszy czas radości i gościnności wobec Polaków przyjeżdżających do pracy. Wielka Brytania i Holandia nie kryją niezadowolenia obecnych w ich krajach naszych rodaków. To może co najmniej dziwić, wszak Europa (w tym oba wspomniane państwa), zaczyna z wolna budzić się z recesji i gospodarka nabiera rozpędu. W dodatku zasady legalnej imigracji zarobkowej regulują przepisy UE.

Tymczasem widać coraz wyraźniej rozwijanie się "antyimigranckich sentymentów" związanych głównie z rynkiem pracy. - Ofiarą nagonki, która ma miejsce głównie w Holandii i Wielkiej Brytanii, coraz częściej padają Polacy – informuje serwis gazetaprawna.pl. I to nie tylko ci, którzy w tych państwach, wykonują proste prace. Na zdjęciu w artykule - Londyński Big Ben i gmachy Parlamentu (Foto - Autor: hozinja, górne) i Stadhuis w Hadze (Foto - Autor nl: Gebruiker: Ellywa, 2004, dolne), Wikipedia.

Holenderski minister pracy i polityki społecznej, planuje na 9 września, szczyt w sprawie "migrujących po pracę obywateli państw postkomunistycznych". Szef resortu w randze wicepremiera – reprezentant lewicowej Partii Pracy (PvdA) – jest znany w Holandii z niechęci do imigrantów, w tym Polaków. Obecnie szuka furtki prawnej, która mogłaby legalnie otwierać drzwi do kuchni ograniczającej możliwości, przyjmowania i zatrudniania obcokrajowców w kraju.

Według obserwatorów i ekspertów polityki imigracyjnej, na tych dwóch ważnych rynkach pracy - w Holandii i Wielkiej Brytanii - widać wyraźny zarys trendów antyimigranckich. Ich ofiarami padają zamieszkali i pracujący tam Polacy. Daje się również zauważyć powstającą tendencję politycznej postawy tamtejszej lewicy przeciwko imigracji.

Od kilku lat w Holandii "trwa festiwal" antypolskich nastrojów. Na specjalnych stronach internetowych Holendrzy wypisują najróżniejsze zarzuty przeciwko tamtejszym Polakom. Lewicowa partia PvdA, która szybko traci poparcie, ściga się o głosy z coraz popularniejszą w społeczeństwie Partią na rzecz Wolności (PVV), Geerta Wildersa.

Skrajne ugrupowanie, PVV Wildersa, żąda wprowadzenia zakazu osiedlania się, m.in. Polaków w stolicy Holendrów, Hadze. Partia PVV zażądała w liście do Rady Miasta, ujawnienia liczby zamieszkałych w półmilionowym mieście imigrantów, którzy mają według niej odbierać Holendrom pracę.

Jak wynika z danych resortu pracy i polityki społecznej, Polacy stanowią 28 proc. ogółu obywateli UE, pracujących w Niderlandach. Drugą grupą są Niemcy (23 proc.), ale oni nie wywołują w kraju Wildersa, żadnych negatywnych emocji.

Jak wszędzie w Europie - bezrobocie w Holandii staje się coraz głośniejszym i nośniejszym tematem politycznym. Wskaźnik ludzi bez pracy, w okresie zaledwie kilkunastu miesięcy 2013 r. wzrósł o 2 proc., i osiągnął w lipcu 7 proc., czyli najwięcej od 1995 roku. Ale to i tak znacznie poniżej średniej UE, która wynosi 11 proc.; niestety minęły już czasy, kiedy monarchia holenderska była krajem o najniższym odsetku bezrobocia we Wspólnocie.

Podobny trend na zdobycie poparcia poprzez antyimigracyjną retorykę, jak holenderskiej lewicy, ma miejsce również na Wyspach Brytyjskich. Z tą różnicą, że w Królestwie Brytyjskim, ze szczególną wściekłością i wrogością, od dwóch lat atakują naszych rodaków, związkowcy. Bo – ich zdaniem – Polacy zabierają pracę Brytyjczykom. W ubiegłym roku oficjalnie publicznie bronił polskich imigrantów premier David Cameron. Argumentował, że są pracowici i wszechstronni, utalentowani i ewidentnie budują Wielką Brytanię.

Odmienne zdanie w tej kwestii mają jednak członkowie rządu. Przed dwoma tygodniami przeciekło do mediów, wystąpienie ministra do spraw imigracji w laburzystowskim gabinecie cieni, w którym potępił on dwie brytyjskie sieci handlowe: Tesco i Next – za przyjęcie do pracy, 800 pracowników wyłącznie polskich. Firmy tłumaczyły zatrudnienie Polaków tym, że agencje pracy nie były w stanie znaleźć, tylu chętnych Brytyjczyków. To jednak nie znalazło należytego zrozumienia problemu.

Pensje brytyjskich pracowników niewykwalifikowanych w ostatnich trzech latach zmalały o 5,5 proc., czyli bardziej niż w krajach dotkniętych kryzysem strefy euro - jak na przykład w Hiszpanii. Oferty pracy w języku polskim, nie są dobrze widziane, więc media organizują dochodzenie wobec firm, które – ich zdaniem - przy rekrutacji dyskryminują Brytyjczyków. Taka postawa zaczyna się także coraz bardziej udzielać torysom.

W końcu lipca minister Matthew Hancock, powiedział w BBC, że obowiązkiem firm jest "rekrutować lokalnych pracowników", zaś burmistrz Londynu pyta, dlaczego w punktach gastronomicznych nie pracują londyńczycy. W sprawie londyńczyków, w zeszłym roku puściły nerwy posłowi laburzystów, Barry’emu Sheermanowi. Po tym, jak imigrantka sprzedała mu niesmaczną kawę i kanapkę, dał upust na Twitterze, swojemu niezadowoleniu.

Uczynił to, choć nie miał pojęcia, czy była to Polka czy nie; na zaczepki ponoć, nie godziło się posłowi laburzystów pisać publicznie takich rzeczy, więc odpisał w miarę grzecznie i spokojnie: "Reprezentuję dobrych ludzi z Huddersfield, nie z Gdańska", nie kryjąc antyimigracyjnego nastroju.

"Gazeta Prawna" przypomina: Swoboda przepływu osób jest jedną z czterech – oprócz swobody przepływu towarów, usług i kapitału – fundamentalnych swobód Unii Europejskiej. Gwarantuje ją art. 45 traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej. Szczegółowe przepisy w tym zakresie zawiera dyrektywa z 2004 roku, o prawie obywateli Unii i członków ich rodzin, do swobodnego przemieszczania się i pobytu na terytorium państw członkowskich. Powie ktoś: prawo jest po to, aby je omijać.

Swoboda, wynikająca z traktatu unijnego, gwarantuje obywatelom UE prawo poszukiwania pracy w innym państwie członkowskim - "podejmowania w takim kraju pracy bez konieczności ubiegania się o pozwolenie na pracę, zamieszkiwania w tym kraju" z powodów zawodowych, i pozostania w nim także po wygaśnięciu umowy o pracę.

Komisja Europejska, opierając się na regułach traktatu, ma prawo żądać wyjaśnień od państwa członkowskiego, w którym doszło do naruszenia tej lub takich swobód. W razie konieczności sprawy takie mogą trafić do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu. Zwykle jednak Komisja Europejska stara się je rozwiązywać polubownie. W minionych latach, spośród 786 takich spraw, jakie wpłynęły do Komisji – od połowy 2010 roku do sierpnia 2011 roku, rozwiązano przez mediacje ponad 90 procent. I, co bardzo istotne - prawie połowa obywateli Unii Europejskiej uważa tę swobodę - za najważniejszą.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.