Pozycja materiału w rankingach:
„Wieczór” jest filmem znakomitym. Osiągnięciem absolutnie szczytowym w swej klasie. Szkoda tylko, że należy do klasy ckliwych, tandetnych historyjek w rodzaju harlequina.
Główną bohaterką tej, rozgrywającej się na dwóch poziomach opowieści jest Ann Lord (Vanessa Redgrave) - staruszka, którą poznajemy, gdy w ciemnej sypialni miota się wśród majaków i dręczących głosów przeszłości. Umiera na raka, agonia zaś przywołuje przed jej zwiedzione gorączką oczy jaskrawe obrazy z zapomnianej dawno krainy młodości. Na łożu śmierci rozgrywa się tutaj – cóż za niespodzianka, po tym, jak widzieliśmy rzeczy identyczne z setkę razy – namiętny rozrachunek z życiem, reżyser zaś ów dość naiwny schemat stara się owinąć w cukierkową plastykę z pamiątkowych pocztówek, aurę tajemnicy i pozory egzystencjalnej refleksji. Wypada to sztucznie, ale nawet realizacyjna perfekcja nie pomogłaby tej mistyfikacji obronić się przed krytyką. Nie zmieniłaby w najmniejszym stopniu faktu, że materiału ze wspomnień pani Lord starcza tylko na banalne romansidło, żywcem prawie wyjęte z taniej literatury dla XIX-wiecznych panien. Zobacz także:
Artykuły
(19)
Galerie
(0)
Średnia ocen
(4.85)
Wiek: 26 | Miejscowość: Gdańsk | Kraj: Polska
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Marika Przybył 20.11.2007 19:59
Z recenzją nie do końca się zgadzam, aczkolwiek napisana jest zgrabnie i interesująco.
Za to plus.
Marcin Januszewski 20.11.2007 15:46
Tak, masz rację w zupełności, są tu przemyślenia starszej kobiety o charakterze bez mała egzystencjalnym, jest motyw odnalezienia zagubionej w życiu rodzinnej miłości, nie przeoczyłem tej warstwy treści, bo i ciężko było przeoczyć, skoro podaje się ją w "Wieczorze" w łopatologiczny sposób. Są tu ważne problemy - z tym nie polemizuje - ale jakże banalnie pokazane. To jest mój główny zarzut - cóż mnie obchodzą pouczenia moralne, które w filmie sprowadzają się do komunałów typu: "Pamiętaj, nigdy nie błądzisz - po prostu piszesz swoją historię", albo "Nigdy nie rezygnuj z miłości, bo to może twoja ostatnia szansa". Tak naprawdę są to mądrości, które można wykoncypować z "edukacyjnych" programów w MTV, a fakt, że wypowiada je staruszka z perspektywy całego życia, skłania raczej do smutnego zdziwienia nad tym, że przez długie lata nie doszła do czegoś cokolwiek głębszego. Takie moralno-filozoficzne uwagi działały jeszcze w "Przeminęło z wiatrem", ale nie mają mocy już dziś, kiedy świat skomplikował się jeszcze bardziej, a kino ma za sobą psychologiczne i egzystencjalne osiągnięcia takiej miary, co twórczość Bergmana czy Felliniego. Jeśli to ma być psychologizm, to bardzo płytki niestety, z tandetną oprawą melodramatycznego wzruszenia, od którego już nawet Hollywood zdaje się ostatnio nieco oddalać. Jedynym mocnym akcentem tego filmu pod rym względem jest Buddy Dancy'ego, i dobrze, że zgadzamy się przynajmniej pod tym względem:)
W płytki i naiwny sposób zostaje w "Wieczorze" pokazane wszystko, łącznie z historią rodzeństwa skłóconego nad grobem rodzica, którą oglądaliśmy już w tysiącu różnych konfiguracji, od tasiemcowych seriali do ekranizacji szekspirowskich, bardzo często w dużo lepszej formie, niż to mamy do czynienia w dziele Koltaja. Mógłbym wszystkie kalkowe wątki wypunktować bardzo skrupulatnie, jednakże moja recenzja byłaby wówczas wykładem nie do strawienia, bez cienia subiektywizmu, o który przecież najbardziej chodzi:) "Wieczór" pozostaje więc filmem szlachetnym w intencjach, ale zrobionym nieumiejętnie (reżyseria i przede wszystkim scenariusz) i strasznie wtórnie, sentymentalnie aż po śmieszność. Przykro mi to pisać, bo podchodziłem do niego z szacunkiem, mając na względzie legendę aktorów i sylwetkę reżysera.
Lucyna Rozlatowska 20.11.2007 13:29
Mam wrażenie, że zbyt płytko spojrzałeś na ten film. Rzeczywiście bliżej mu do "filmu kobiecego", ale nie harlequina. Nawet odważyłabym się na określenie "film psychologiczny". Postać amanta nie jest w nim najważniejsza, ale przemyśleń, jakie towarzyszą umierającej kobiecie. To także odnajdywanie się w relacji z córkami po wielu latach emocjonalnej rozłąki...zgadzam się z jednym - świetna rola Hugh Dancy'ego - wypada bardzo realistycznie.
Europa w "Euphorii"! Szwecja wygrywa Eurowizję 2012 [YouTube]
(odsłon: +1124)