Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

35898 miejsce

Homeopatia, bioenergoterapia i inne banialuki

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2009-10-13 18:18

Homeopatia, bioenergoterapia i inne banialuki w Ministerstwie Pracy i Zdrowia, czyli polska wersja "Latającego Cyrku Monty Pythona".

Pamiętam, jak wszyscy rechotali oglądając surrealistyczny skecz Monty Pythona o brytyjskim Ministerstwie Dziwnych Kroków. Nikomu nie przyszło zapewne do głowy, że w 2009 roku dwa polskie ministerstwa z łatwością przebiją tę filmową komedię, wydając nie tyle dziwne, co błazeńskie rozporządzenia. Oto one:

1/ Ministerstwo Zdrowia: podsekretarz stanu, lek. med. Marek Twardowski, wbrew ocenie dziewięciu profesorów medycyny, ekspertów Naczelnej Rady Lekarskiej, oświadczył, że słodkie, homeopatyczne granulki to takie same leki, jak wszystkie inne. Fakt, że nie uwzględnia ich polska farmakopea nie miał dla podsekretarza żadnego znaczenia. Podobnie, jak opinia noblistów z Uniwersytetu Harvarda, czy nawet Warszawskiego Sądu Okręgowego, który nie zdziwił się, że leki homeopatyczne są określane przez autora tego artykułu mianem fałszywek, leków voo-doo, pseudoleków, szamańskich rekwizytów itp.

Rozumiem, że podsekretarz był zobligowany dyrektywą europejską. Boję się jednak, że ministerstwo akceptuje metafizyczne zjawisko pamięci wody i anegdotyczny sposób wzmacniania mocy lekarstw przez ich wstrząsanie. Moje podejrzenia w tym względzie wzmacnia fakt finansowania przez Ministerstwo Zdrowia leczenia Jacka Kaczmarskiego przez austriackich oszustów, którzy stosowali u największego współczesnego polskiego poety nagrzewanie nowotworu, pionowy masaż Shiatsu i homeopatię.

2/ Ministerstwo Pracy: jeszcze większym surrealizmem wykazali się najważniejsi urzędnicy od pracy wydając rozporządzenie, że błazeńskie wygłupy (typu wróżbiarstwa, czy astrologii) będą od teraz funkcjonować na takich samych zasadach jak zawody prawnika, lekarza lub inżyniera. Na liście zawodów zarejestrowano także bioenergoterapeutów, radiestetów i innych znawców nieznanych energii biologicznych. Co więcej, określono dla nich dokładne procedury postępowania.

Jedna z takich procedur, przewidziana dla uzdrowicieli, to (cytuję ministerialny dokument): "stosowanie metod bioenergoterapeutycznych na odległość". Cóż to oznacza w praktyce? To jasne. Bioterapeuci będą mogli teraz, z błogosławieństwem urzędu pracy, przesyłać na przykład z Warszawy do Przemyśla - biopole udrożniające przepływ energii chi (ewentualnie qi gong, shuyoakai, feng shui, tu pluj, a fuj itp.) przez biegnące po kończynach górnych parzyste meridiany jelita grubego w celu usunięcia uporczywych zaparć i bólów brzucha u Jana Kowalskiego. Przyjrzyjmy się bliżej tej hipotetycznej sytuacji.

Zakładamy np., że zaparcia były spowodowane przez nowotwór i pacjent umarł. Pytanie, kto jest odpowiedzialny za tę śmierć? Jeszcze do niedawna, gdyby okazało się, że pacjent świadomie zrezygnował z wizyty u lekarza rodzinnego i zgłosił się telefonicznie lub przez internet do stołecznego uzdrowiciela, pytanie byłoby bezzasadne. Jeśli ktoś chce się leczyć na odległość, nikt nie może mu tego zabronić. Nie żyjemy w kraju totalitarnym. Jednak teraz, gdy bioenergoterapeuta ma ustawowo zagwarantowane prawo do leczenia, to ponosi również pełną odpowiedzialność za jego efekty. Trzeba będzie więc zadać pytanie, czy jego metoda terapii była właściwa.

Jak to zrobić? To oczywiste: OIB (Okręgowa Izba Bioenergetyczna) powoła biegłych (najlepiej z Cechu Rzemiosł Różnych lub Instytutu Psychiatrii - przepraszam - Psychotroniki), którzy przejrzą dokładnie dokumentację medyczną pacjenta, wpisany tamże rodzaj kuracji oraz jej zgodność z rodzajem, siłą i zakresem działania biopola uzdrowiciela. Biegli sprawdzą, czy biopole miało wystarczającą energię, żeby dotrzeć do Przemyśla, czy zostało skierowane pod właściwy adres, o której godzinie, czy pacjent był wtedy w domu, czy okno było otwarte itd. Są to bardzo istotne informacje dla oceny, czy nie popełniono błędu w sztuce bioenergoterapeutycznej.

Najważniejszą oczywiście sprawą będzie skontrolowanie cech fizycznych biopola terapeuty. Tu dochodzimy do sedna sprawy i zadajemy pytanie w sprawie biopolometru. Oczywiste jest bowiem, że Ministerstwo Pracy, wraz z uznaniem bioenergoterapeutów za osoby uprawnione do leczenia ludzi chorych, znacznie wcześniej opracowało metody weryfikacji ich uzdrowicielskich zdolności. Że w tym celu zleciło odpowiednim placówkom badawczo-rozwojowym skonstruowanie odpowiedniej aparatury pomiarowej, np. biopolometru. Urządzenie takie powinno precyzyjnie mierzyć siłę i zakres działania biopola. Ze względu na znany fakt, że energia biologiczna działa na poziomie kwantowym, truizmem jest wyjaśnianie, że biopolometr powinien funkcjonować na zasadach elektroniki mezoskopowej, a konkretnie spintroniki, w którym detektory rejestrujące cechy biopola wykorzystują spin elektronu do obliczeń komputerowych.

Zobacz także:

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 27.11.2009 11:39

w kwestii bioenergoterapii :)

bioenergioterapia- uzupełnianie braków energii /usuwanie nadmiaru energii/ poprawianie przepływów... potrafi pomóc i nie pisze tego aby dyskutować;)pisze bo uważam że pod tym artykułem trzeba to napisać. I nie pisze tego na bazie książek jedynie na bazie doświadczenia/empatii

Bioenergoterapeuta potrafi pomóc:) nie zawsze, nie we wszystkim ale potrafi:)

"energetyki" jak to się dzieje? ale dzieje sie:)

Dobrego Dnia;) bo Dobry Będzie:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Oj. dzięki za wygrzebanie tego arta. Uszedł mojej uwadze. A byłaby to strata.
Homeopatia straciła w moich oczach dawno temu gdy przeczytałam , że w jakiś tam kropelkach i kuleczkach są śladowe cząsteczki jakiegoś węża. tzn. jego jadu. czy coś tam takiego.

A sprawny system służby zdrowia będzie (jak w CH) wówczas gdy prcownicy będę zarabiali solidne pieniądze, a zarabiali będę, gdy kasy chorych będę sprywatyzowane a składki odpowiednio wysokie.
Tutaj składki idą średnio o 10% rocznie w górę. Podwyżki są konieczne gdyż koszty służby zdrowia rosną o tyleż albo i więcej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dalem plusy, bo tekst napisany bardzo dobrym i cietym jezykiem.Szczegolnie spodobal mi sie koncowy pomysl polegajacy na wykorzystaniu mozliwosci zdalnego zwiekszenia IQ urzednikow wszelkiej masci.To na pewno by sie przydalo.
Mam natomiast jedna zasadnicza uwage, która kilka miesiecy temu opisalem w arykule link
Polskiego spoleczenstwa nie uda sie spacyfikowac nakazami i zakazami. Jezeli nawet ustawowo zabronilibysmy obywatelom korzystania z uslug radiestetow, bioeneroterapeutow i wrozek, to i tak nikt zakazem by sie przejal, a uslugi zeszlyby do podziemia.
Moze wiec pozostawic spoleczenstwu swobode wyboru, a powaznie zastanowic, dlaczego sporo osob (w tm tak wyksztalconych jak wspomiany bard narodowy ) korzysta z owych niekonwencjonalnych metod leczenia/nieleczenia (dajac sie czesto nabierac zwyklym oszustom) Zanim zrzucimy wszystko na ciemnote narodu, moze warto zauwazyc brak skutecznej edukacji spolecznej w tym zakresie, istniejacy kryzys zaufania do lekarzy oraz niewydolnosc systemu sluzby zdrowia (gdzie istnieja kilkuletnie kolejki na operacje i wizyty u specjalistow). Jestem pewien, ze gdy w koncu nasze dzieci lub wnuki doczekaja sie sprawnego systemu sluzby zdrowia to nie beda szukac pomocy gdzie indziej.
Pozdrawiam serdecznie
magister ekonomii Wojciech Arciszewski

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.