Facebook Google+ Twitter

Homofobia na wrocławskiej agorze

Kilkunastoosobowa grupka młodzieży wręczała w karnawale przechodniom ulotki przeciw homofobii. Żądanie "zrównania" w żaden sposób nie liczyło się w ich treści z potrzebą różnicy.

Akcja KPH na wrocławskim rynku / Fot. Jarosław JakubczakDziewczęta i chłopcy prawdopodobnie myśleli, że jest to taka sama akcja jak zbieranie pieniędzy dla Ani, chorej na złośliwy nowotwór kości. Brak akceptacji dla zachowań homoseksualnych to rak toczący od wieków społeczeństwa - przekonuje propaganda LGBT. Dorośli ideolodzy zagrywają na odruchu współczucia i dostarczają młodzieży gotowe pakiety, które niemiłosiernie spłaszczają dorobek ludzkiej myśli. Wyznając zasadę, że potrzeby należy stymulować i programować wybudzili drzemiącą w homoseksualistach pretensję do społeczeństwa, która nie wyrasta ponad projekcję porażki z poziomu subtelnych identyfikacji z obiektami płci przeciwnej i tej samej.

Pawlik Morozow


Ponad pół wieku temu takimi metodami posługiwali się bolszewicy. W pamiętnej scenie z "Dreszczy" w reżyserii Marczewskiego chłopiec z przejęciem opowiadał odwiedzającemu go tacie o konieczności kontrrewolucji.

Czy kręcąca się z czerwonymi serduszkami po wrocławskim rynku młodzież, której wmówiono, że największym nieszczęściem ludzkości jest współczesne kułactwo - homofobia ma jakiekolwiek pojęcie o rodowodzie praw człowieka? Czy ci młodzi potrafią zdefiniować dyskryminację, ludzką naturę i granice człowieczeństwa, żeby głoszone na agorze idee zobiektywizować i osadzić w kontekście wielkiej klasyki? Nikt im niestety nie wręczył takiego narzędzia jak filozofia realistyczna czy epistemologia. Prawdopodobnie ci chłopcy i dziewczęta podzielają punkt widzenia bohatera "Dreszczy" i myślą, że prawdziwy rozwój ludzkości zaczął się wraz z obalaniem patriarchatu i heteronormatywności.

Bo czym dla nich jest homofobia? Przemocą, strachem, nietolerancją, brakiem akceptacji? Czy dyskryminacja to już odmowa - wliczanej w prawa reprodukcyjne - adopcji? Czy wystarczy odmawiać legalizacji wolnych związków, w tym gejowskich, aby dyskryminować? Czy samo dostrzeżenie różnic, braków i zalet kondycji homo- i heteroseksualnej to homofobia? Czy definiowanie społecznego wkładu obu orientacji jest też homofobią? A wyróżnianie małżeństwa - związku mężczyzny i kobiety?

Potępiam instrumentalizowanie poczucia krzywdy gejów i lesbijek, które budzi w nich nierealistyczne oczekiwania i zakłóca rozwój. Homoideologia ingeruje w dojrzewanie, które z takim trudem dobija dziś do fazy intymności (teoretyk rozwoju E. Erikson odnosił ją do heteroseksualnej zażyłości). Stwarza najbardziej potworną opozycję między pokoleniami. Rodzicom jakby odbiera się możliwość wiarygodnej artykulacji własnej genetyki, która całym swoim etosem zaprzecza homoideologii i jest przez liderów postępu wypierana.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (127):

Sortuj komentarze:

"rozumiem, że dom dziecka nie krzywdzi, dostarcza paletę i zapewnia miłość rodzicielską?"

Lepszy jest pobyt w domu homoseksualistów, niż w domu dziecka. Niekoniecznie. Bezpieczeństwo materialne nie ma nic wspólnego z bezpieczeństwem psychicznym. Badania profesora Rekersa dowiodły, że dzieci wychowywane przez homoseksualistów wykazują większy stres, niż te które przeżyły nagłą stratę rodziców, albo były zaniedbywane przez biologicznego rodzica. Należałoby się zastanowić czy stopień koncentracji na własnych problemach u homoseksualistów nie odbija się na dziecku. Dwa: czy homoseksualiści nie przesłaniają reprezentację naturalnego rodzica, zwłaszcza rodzica odmiennej płci. Odcinanie dziecka od takiej reprezentacji niesie poważne negatywne konsekwencje dla dziecka. Rodzice adopcyjni heteroseksualni lepiej radzą sobie z kontynuacją reprezentacji biologicznych rodziców dziecka. Po trzecie pary homoseksualne są w grupie podwyższonego ryzyka, gdy chodzi o uzależnienia, przemoc domową, depresje itd. Polityka zdrowotna i opiekuńczo-wychowawcza musi uwzględniać interpretacje statystyczne.

*

"Pani Miłko, dopasowywanie się na siłę do otoczenia, które uwiera z każdej strony? Proszę to zaproponować osobom niepełnosprawnym, mniejszościom narodowym, ludziom ponadprzeciętnie inteligentnym, brzydalom, innowiercom...
Temu gwiazdorowi wmówiono, że może autokreować się ponad naturą, albo wbrew niej. Nie można być szczęśliwym wbrew naturze. Homoseksualiści próbują się kreować ponad osią płciową w oparciu o subiektywne wyobrażenia. Tak nie można być szczęśliwym."

Co zaś do odmienności i oryginalności. Każda mniejszość musi liczyć się z większością. Żadna indywidualność nie powinna narażać całości. Czemu przejaskrawiać: oddanie centrum placu pewnym wybranym wzorcom i przywilejom to los podzielany przez osoby biseksualne, bigamistów, związki kazirodcze, którym przecież nie można odmawiać wartości. Sama znam muzułmańskie rodziny.

*

"I w dalszym ciągu nie odpowiedziała dmi pani na proste pytanie: CZEGO SIĘ BOICIE? Ale nie dziwi mnie to, Pani nie odpowiada na pytania, bo to by było za proste :)"

Mój tekst odpowiada na pani pytanie. Odpowiadam za siebie. Boję się:
1. Zrelatywizowania więzi heteroseksualnych
2. Rozpadu więzi międzyludzkich
3. Zdetronizowania kobiety jako jedynej i najważniejszej partnerki mężczyzny
4. Dezintegracji mężczyzn i zaniku ich oryginalności
5. Zaburzenia rozwoju dzieci i młodzieży

*

"A co do oparcia w mojej płci, dziękuję uprzejmie, nie narzekam - istnieją na świecie kobiety, które nie odczuwają potrzeby gawędzenia przy kawie o akrylowych paznokciach, zapewniam, że nie są to wyłącznie lesbijki."

Ta sieć wsparcia, którą pani opisuje nie ma walorów oparcia, którą daje sieć heteroseksualna. Zaczęłabym od najprostszych relacji: siostra – siostra; ojciec – córka. Wszędzie wkracza seksualność od najmłodszych lat. Miedzy ojcem a córką powstaje jedyna w swoim rodzaju więź, której pani jako lesbijka nie była w stanie doświadczyć. Próba zbudowania relacji w oderwanej od rzeczywistości subkulturze gejowsko-lesbijskiej jest jak przyjaźnie kołchozowe – raczej stanowi.

*

"Co więcej, czują się całkiem dobrze w rolach niekoniecznie zgodnych z Pani pojęciem ról płciowych, i czułyby się jeszcze lepiej, gdyby siostry takie jak Pani nie usiłowały ich prostować :) A że faceci się takich kobiet boją, to już facetów problem - Pani też się pewnie boją ;)"

Rola płciowa oderwana od płci. Ok, ale nie radykalnie. Natura to suma pewnych cech, których nie da się oszukać. Rola płciowa musi w jakimś stopniu uhonorować płeć biologiczną.

*

"Co do poważnych konsekwencji - znów anegdotka: kiedy dziecięciem będąc przestałam chodzić na religię, też straszono mnie poważnymi konsekwencjami, a mianowicie, że bóg przestanie mnie kochać. I nijak nie mogłam wytłumaczyć koleżankom, że mam tego rodzaju konsekwencje w głębokim poważaniu."

Cieszę się, że nie odczuła pani konsekwencji niedopasowania płciowego. Bardzo się cieszę. Choć w następnym zdaniu mówi pani o tych konsekwencjach interpretując je w oderwaniu od własnego niedopasowania płciowego - jest to opisywane przeze mnie odrealnienie: łatwiej jest pani obwiniać otoczenie o nietolerancję, niż przyznać, że jej własna osobowość jest atypowa płciowo. Gdyby to pani przyznała można by się zastanowić nad adaptacją.

*

"I z całego serca życzę wszystkim młodym osobom borykającym się z własną tożsamością, by nie trafiły na Panią - jest pani zwyczajnie szkodliwa. I na tym już chyba skończę, życzę miłych snów o społeczeństwie bez odmieńców."

Cóż, dla ludzi pańskiego pokroju będę odmieńcem. Takiemu najlepiej wypalić stygmat na czole, żeby geje i lesbijki omijali go z daleka. Stygmatu mi pani nie wypali, ale może przede mną ostrzec na forach internetowych - służę fotką. W mojej wizji społeczeństwa ludzie ze sobą rozmawiają ucząc się od siebie, a większość ponosi odpowiedzialność za słabszych nie rezygnując z centralnych tożsamości. Dziękuję za rozmowę i poświęcony czas.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Miłość rodzicielska jest czymś, co dzieje się pomiędzy ludźmi różnej płci, różnie w zależności od płci reagujących na dziecko. Jeśli tej palety uczuć, różnych pobudzeń nie dostarczymy dziecku, to je skrzywdzimy." - rozumiem, że dom dziecka nie krzywdzi, dostarcza paletę i zapewnia miłość rodzicielską?

Pani Miłko, dopasowywanie się na siłę do otoczenia, które uwiera z każdej strony? Proszę to zaproponować osobom niepełnosprawnym, mniejszościom narodowym, ludziom ponadprzeciętnie inteligentnym, brzydalom, innowiercom... Niech się schowają pod miotłą, pozakładają protezy, dla niepoznaki powieszą krzyże na szyjach, przestaną odzywać, a skórę da się wybielić, co udowodnił pewien gwiazdor. I broń boże, żeby próbowali choć trochę oswoić otoczenie ze swoją prawdziwą naturą - bo sami się proszą o dyskryminację. A ja myślałam, że różnorodność robi społeczeństwu dobrze...

I w dalszym ciągu nie odpowiedziała dmi pani na proste pytanie: CZEGO SIĘ BOICIE? Ale nie dziwi mnie to, Pani nie odpowiada na pytania, bo to by było za proste :)

A co do oparcia w mojej płci, dziękuję uprzejmie, nie narzekam - istnieją na świecie kobiety, które nie odczuwają potrzeby gawędzenia przy kawie o akrylowych paznokciach, zapewniam, że nie są to wyłącznie lesbijki. Co więcej, czują się całkiem dobrze w rolach niekoniecznie zgodnych z Pani pojęciem ról płciowych, i czułyby się jeszcze lepiej, gdyby siostry takie jak Pani nie usiłowały ich prostować :) A że faceci się takich kobiet boją, to już facetów problem - Pani też się pewnie boją ;) Co do poważnych konsekwencji - znów anegdotka: kiedy dziecięciem będąc przestałam chodzić na religię, też staszono mmnie poważnymi konsekwencjami, a mianowicie, że bóg przestanie mnie kochać. I nijak nie mogłam wytłumaczyć koleżankom, że mam tego rodzaju konsekwencje w głębokim poważaniu. Więc proszę mnie nie straszyć konsekwencjami - jeśli przeżyłam psychiczne konsekwencje koieczności ukrywania się z orientacją w wieku dojrzewania, to nic mi już nie straszne. I z całego serca życzę wszystkim młodym osobom borykającym się z włąsną tożsamością, by nie trafiły na Panią - jest pani zwyczajnie szkodliwa.

I na tym już chyba skończę, życzę miłych snów o społeczeństwie bez odmieńców.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"A tak a propos dzieci i dbania o gatunek - słyszała pani o doborze krewniaczym? Wystarczyłoby rozszerzyć pojęcie rodziny na całą ludzkość - i mamy gotowy argument za przyzwoleniem na adopcję."

Właśnie miłość do dziecka dyktuje zapewnienie mu optymalnie najlepszych warunków rozwoju. Dziecko najwięcej czerpie z miłości swoich własnych rodziców do siebie nawzajem. Rozwija się bezpiecznie wtedy, kiedy ojciec, podobny lub różny, kocha mamę – podobną lub różną dziecku. Miłość homoseksualna pomija całą złożoną dziedzinę komplementarności płciowej, która wywołuje serię pobudzeń dla dziecka istotnych. Miłość to nie jest komunał czy deklaracja. Miłość rodzicielska jest czymś, co dzieje się pomiędzy ludźmi różnej płci, różnie w zależności od płci reagujących na dziecko. Jeśli tej palety uczuć, różnych pobudzeń nie dostarczymy dziecku, to je skrzywdzimy.

*

*A co do poczucia krzywdy: chyba każda świadoma jednostka rozumie, że doświadczanie szczęścia zależy od niej samej i spojrzenia na świat, a nie od otoczenia, ale nawet buddysta wyrzuci kamień uwierający go w bucie, zamiast próbować pogodzić się z losem, który mu ów kamień do buta zesłał. Dla mnie sytuacja, w jakiej przyszło mi żyć, jest właśnie takim kamieniem, i jak każdy człowiek mam prawo dążyć do osiągnięcia stanu komfortu, pod warunkiem, że mój komfort nie wiąże się z krzywdą innych. A nie wiąże się."


Tylko że uzależnianie tego komfortu od otoczenia jest błędne. To pani jest niedopasowana do otoczenia, a nie otoczenie do pani. Kobiety nie myślą tak jak pani, czy większość lesbijek, mają inne zainteresowania, osobowość, schematy behawioralne. Jest więc Pani pozbawiona oparcia i zakorzenienia w swojej płci, a to niesie poważne konsekwencje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Homoseksualizm jest nierównorzędny względem heteroseksualizmu - czy to panią uraża, czy nie, czy pani o tym powie tak czy siak. Dla mnie problem się zaczyna, gdy ktoś mówi, że ten - konkretny homoseksualista jest wybrakowany. Utożsamia pani pewną rzeczywistość z godnością osobową - to błąd i manipulacja, bo wszelka definicja niepełnej sprawności i funkcji zostałaby sparaliżowana. A chyba o to pani nie chodzi. Radzę wyodrębnić własne odczucia, interpretacje a rzeczywistość nazywać taką jaka jest.

Powtarzam: zakłamywanie rzeczywistości jest żadną drogą do emancypacji. Zapoznanie się z ograniczeniami własnej orientacji seksualnej (np. z bezpłodnością) otwiera przestrzeń dla adaptacji. Bez nazwania tych ograniczeń ciężko ustanowić ścieżkę rozwoju. Pani warunkuje akceptację swojej osoby zrównaniem heteroseksualizmu i homoseksualności. I nie chce Pani słyszeć nic o rozbiciu tej syntezy. Czy słusznie? Czy nie jest to szantaż, a może manipulacja? Czy cena za brak elastyczności nie jest za wysoka? Nie można przekłamywać rzeczywistości bezkarnie.

Pisze pani: rude jest pięknie i owszem - kolor włosów i oczu jest zakodowany genetycznie, podobnie jak albinotyzm. Genu homoseksualizmu nie ma. Czy niepełnosprawne może być piękne? - samo w sobie na pewno nie, ale człowiek niepełnosprawny jest piękny i wart miłości. Niepełnosprawność w osobie człowieka ulega przewartościowaniu.

*

"Przychodzi z płaczem ze szkoły dopiero kiedy ktoś powie mu, że rudzi są fałszywi, i że biblijny Judasz też był rudzielcem. Gdyby dano mu spokój, nie przeżywałoby stresu związanego ze swoją odmiennością i nie musiałoby dla własnego komfortu wymyślać haseł w stylu "rude jest piękne" - czy nie wystarczyłoby samo "rude jest - kropka"?


Znowuż uproszczenia, uproszczenia. Dziecko niedostosowane płciowo narażone jest na frustrację nie tyle z racji stygmatów i etykiet, ile z powodu własnej niekompatybilności - odstaje osobowo od grupy rówieśniczej tożsamej płciowo. Udawanie, że wszystko jest OK nie jest najlepszym wyjściem. Przecież wiek rozwojowy daje szansę na zmianę. Tylko trzeba się zastanowić jak można jej dokonać. Dobre rezultaty daje praca z rodzicami. Większa otwartość rodzica na dziecko, które może się z nim zidentyfikować działa cuda. Nie ma dowodów na to, że homoseksualizm jest wrodzony. Ale gdy pani powie: bądź sobą na poziomie najpłytszym z możliwych to plan rozwojowy zostaje zredukowany.

*

"Można by argumentować, że, jak w zwierzęcym stadzie, odmieńca lepiej zagryźć albo pozostawić na śmierć, żeby nie płodził ułomnego potomstwa."


Wnoszę z tego fragmentu, że uwiera Panią to co nazywamy dyskryminacją pozytywną. Myślę, że różnicowanie jest nieodzowne. Kategoryzowanie jest jedną z najbardziej uniwersalnych czynności umysłu. Już małe dzieci dzielą świat na swoich i obcych. Swoje - jest dla nich zawsze lepsze. Nic na to nie poradzimy. Możemy obudzić szacunek i zaciekawienie elementami obcej kultury, ale parcie na synkretyzm nie jest dobrym rozwiązaniem. W przypadku homoseksualistów chodzi o wzajemną odpowiedzialność. Mniejszości seksualne mogą być otoczone troską, ale nie z pozycji równorzędności. Otaczamy troską słabszych. Żadna ideologia, nakaz, prawo atnydyskryminacyjne nie zastąpi odpowiedzialności za słabszych. Ale organizacje gejowskie chcą zrównania, które taką odpowiedzialność doskonale niszczy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Miłej wiosny, Olu - i Pani Miłce też :))) I wszystkim, którzy tu jeszcze zajrzą

Komentarz został ukrytyrozwiń

"wszak nie płodzimy dzieci - no owszem, zdarza się, ale przeważnie tylko wtedy, kiedy ktoś nam spierze dupsko i wyda nas za porządnego chłopa ;)"- a już myślałam, że nic nie poprawi mi humoru i nie wywołuje uśmiechu na mej twarzy po ponad 2 godzinach w poczekalni u lekarza :P

Słońce świeci, idzie wiosna! :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pni Miłko, skoro już sobie tak miło rozmawiamy, to przyznam Pani szczerze, że mój - i podejrzewam, że nie tylko mój - poziom stresu podnoszą przede wszystkim osoby takie jak Pani, próbujące udowodnić mi, że z punktu widzenia społecznego, ewolucyjnego i każdego innego jestem jednostką wybrakowaną. I nie ma to nic wspólnego z faktem ujawnienia mojej orientacji - Pani przekaz dotykałby mnie tak samo, gdyby Pani nie była świadoma, że jestem lesbijką. Wystarczy, że ja mam tego świadomość. Tego rodzaju nastawienie otoczenia jest szczególnie szkodliwe w młodym wieku, kiedy akceptacja społeczna jest kluczowa dla harmonijnego rozwoju psychiki. Rudowłose dziecko (wrócę do tego nieszczęsnego przykładu, ale akurat mi pasuje) nie wie, że różni się od rówieśników. Przychodzi z płaczem ze szkoły dopiero kiedy ktoś powie mu, że rudzi są fałszywi, i że biblijny Judasz też był rudzielcem. Gdyby dano mu spokój, nie przeżywałoby stresu związanego ze swoją odmiennością i nie musiałoby dla własnego komfortu wymyślać haseł w stylu "rude jest piękne" - czy nie wystarczyłoby samo "rude jest - kropka"?

Wiem, kolor włosów to nie ułomność, więc może inny przykład: albinotyzm wśród plemion afrykańskich. Biała skóra pod gorącym afrykańskim słońcem to z pewnością antyewolucyjny wybryk genetyczny, i życia nie ułatwia. Ale czy to usprawiedliwa morderstwa rytualne? Można by argumentować, że, jak w zwierzęcym stadzie, odmieńca lepiej zagryźć albo pozostawić na śmierć, żeby nie płodził ułomnego potomstwa. Ale, po pierwsze, ciągle śmiem mieć nadzieję, że społeczności ludzkie czymś się różnią od wilczych watah, a po drugie - nawet gdyby ewolucyjnie takie działanie było usprawiedliwione i uznane społecznie, jak np. w starożytnej Sparcie, to ze strony homoseksualistów niebezpieczństwo degradacji gatunku nie zachodzi, nawet zakłądając, że homoseksualizm byłby dziedziczny (oczywiście paradoks, gdyby był dzedziczny, dawno by go nie było)- wszak nie płodzimy dzieci - no owszem, zdarza się, ale przeważnie tylko wtedy, kiedy ktoś nam spierze dupsko i wyda nas za porządnego chłopa ;), albo, w przypadku mężczyzn, kiedy próbują udowodnić otoczeniu, że wcale nie są gejami i unieszczęśliwiają siebie i jakąś kobietę małżeństwem na siłę.

Spróbujmy pogdybać: geje i lesbijki żyją sobie po swojemu, ich odsetek nie rośnie, bo przecież orientacja nie zależy od wychowania, wzorców, genetyki czy wirusów, nikt na nikogo nie bluźni, gatunek nie jest zagrożony, młodzi homoseksualiści nie są znerwicowani i atakowani przez rówieśników, młodzi i starzy heteroseksualiści nie czują się zagrożeni, bo ktoś im w szkole wytłumaczył, że to nie jest zaraźliwe, a gdyby nawet przespali się z facetem, jak im odbije, to nikt ich za to nie potępi, itd - jednym słowem utopia. Naprawdę byłoby aż tak źle? Śwat by się zawalił? Społeczeństwo rozpadło? Wszyscy nagle zaczęliby sypiać z osobnikami tej samej płci i przestaliby się rozmnażać? Niech mi Pani wytłumaczy - najlepiej własnymi słowami, CZEGO WY SIĘ TAK BOICIE? A może jednak wilcze stado i zagryźć odmieńca?

A tak a propos dzieci i dbania o gatunek - słyszała pani o doborze krewniaczym? Wystarczyłoby rozszerzyć pojęcie rodziny na całą ludzkość - i mamy gotowy argument za przyzwoleniem na adopcję. Porzuconych i osieroconych dzieci zawsze jest nadmiar, i wiem, zaraz Pani powie, że potrzeba taty i mamy - ale ja nie stawiam rodzin homoseksulnych w opozycji do heteroseksualnych, tylko do instytucji, które nie sprawdzają się w ogóle. Rodzina różniąca się od większości rodzin jest lepsza niż żadna, a co do poziomu stresu dziecka z takiej rodziny, wystarczyłoby nie bombardować go przekazami, że coś jest nie tak. Co do prawidłowych wzorców ról męsko-damskich, z domu dziecka też się ich nie wynosi. O szansie na zaznanie miłości rodzicielskiej nie wspominam, bo odnoszę wrażenie, że takie zjawisko jak miłość w ogóle nie leży w sferze Pani zainteresowań i nie jest czynnikiem, który byłaby Pani skłonna brać pod uwagę - liczy się rozród, wzorce, role społeczne itp.

A co do poczucia krzywdy: chyba każda świadoma jednostka rozumie, że doświadczanie szczęścia zależy od niej samej i spojrzenia na świat, a nie od otoczenia, ale nawet buddysta wyrzuci kamień uwierający go w bucie, zamiast próbować pogodzić się z losem, który mu ów kamień do buta zesłał. Dla mnie sytuacja, w jakiej przyszło mi żyć, jest właśnie takim kamieniem, i jak każdy człowiek mam prawo dążyć do osiągnięcia stanu komfortu, pod warunkiem, że mój komfort nie wiąże się z krzywdą innych. A nie wiąże się.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ten fragment prowokuje pytanie, co stoi za ogólnie gorszą kondycją psychofizyczną gejów i lesbijek. Jeszcze w latach 90. wykazywanie wyższego neurotyzmu u gejów było źle postrzegane. Sypano dziesiątkami badań, które wykazywały brak istotnej różnicy między osobami hetero- a homoseksualnymi. Dziś pisze się owszem, ale jak ma być lepiej, skoro są wystawieni na permanentny stres. Być może jutro większość naukowców dostrzeże zasadniczy związek między niedopasowaniem płciowym a odcięciem od zasobów wsparcia u tej samej płci.


"Że mają one sens, czy też go nie mają? Czy chodzi o to, że homoseksualiści obojga płci częściej przypisują napaści swojej orientacji? Ja się wcale nie dziwię - jest zasadnicza różnica między zdaniami np "ty cipo" czy "ty kutasie" a "ty lesbo" czy "ty pedale" - dwa pierwsze określenia, mimo iż bardzo seksualne, nie mają wydźwięku dyskryminującego orientację. Może warto byłoby się najpierw zastanowić, dlaczego osoby heteroseksulane, dowiadując się o orientacji adwersarza, tak skwapliwie "przełączają się" na ten drugi rodzaj obelg."


Możliwe, że działa tu mechanizm atrybucji. Osoby homoseksualne przypisują konflikt swoim właściwościom. Osoby heteroseksualne sytuacji, czyli manifestacji homoseksualnej. Jakakolwiek manifestacja homoseksualizmu zawsze będzie manifestacją seksualności. A to stanowi poważne wyzwanie dla mężczyzn heteroseksualnych, którzy muszą bronić swojej integralności. Potocznie wydaje się, że nie ma żadnego problemu: na placu społecznym mieszczą się wszyscy. Ale to nieprawda, ponieważ mężczyzna heteroseksualny skonstruowany jest społecznie, inaczej niż kobieta. Ekspozycja homoseksualizmu w percepcji mężczyzn heteroseksualnych jest skierowaniem na nich pożądania homoseksualnego. Oni zmuszeni są jakoś odpowiedzieć, zinterpretować tę sytuację, uspójnić się. A co jest najlepszą metodą na spójność - wrogość. Te mechanizmy są tak uniwersalne, że nie da się z nimi walczyć. Nawet w rajach tolerancji otwartą wrogość tylko zastąpiono szemraną kontestacją. Np. dzieci wychowywane przez gejów w Holandii przejawiają taki sam wyższy poziom stresu jak w innych, mniej tolerancyjnych krajach. Obawiam się, że za kilkanaście lat organizacje LGBT staną z pustymi rękami. Kierunek pracy jest inny: na zrozumienie wagi różnicy płci, urealnienie oczekiwań społecznych, umiejętność stanięcia na drugim planie, dostrzeżenie braków orientacji homoseksualnej bez popadania w rozpacz. Wojtek Eichelberger tłumaczył kiedyś spojrzenie buddyzmu na cierpienie: co jest źródłem cierpienia? Ludzkie oczekiwania. Nie miej pretensji, przestań nosić poczucie krzywdy a będziesz szczęśliwszy. Z obserwacji, bo nie badałam tego, wiem, że homoseksualiści, którzy zrezygnowali z coming outu wydają się szczęśliwsi - są wyciszeni, bardziej pogodni, ufni, mają wiele dobrych relacji z kolegami z pracy bez dzielenia ich na tolerancyjnych i nietolerancyjnych. Nie chodzi o jakieś ukrywanie się na siłę, ale o dyskrecję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Miłko, będę uparta - w porządku, skoro przytoczony fragment nie miał dotyczyć przemocy domowej (domyślam się, że ta gwiazdka oddziela go od poprzedniego zdania, i nie miał stanowić jego ilustracji) to czego właściwie miał dowieść w Pani refleksji na temat sensu badań? Że mają one sens, czy też go nie mają? Czy chodzi o to, że homoseksualiści obojga płci częściej przypisują napaści swojej orientacji? Ja się wcale nie dziwię - jest zasadnicza różnica między zdaniami np "ty cipo" czy "ty kutasie" a "ty lesbo" czy "ty pedale" - dwa pierwsze określenia, mimo iż bardzo seksualne, nie mają wydźwięku dyskryminującego orientację. Może warto byłoby się najpierw zastanowić, dlaczego osoby heteroseksulane, dowiadując się o orientacji adwersarza, tak skwapliwie "przełączają się" na ten drugi rodzaj obelg.

Zaznaczam, że choć ja i moi znajomi nie stanowimy może próby istotnej statystycznie, to od lat prowadzimy te "badania" na własnej skórze, więc dla mnie osobiście są one jedynym wyznacznikiem stanu faktycznego.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pani Agato

Angielski fragment wstawiłam w osobnym akapicie. Nie ma on związku z przemocą domową. Odniosłam go do refleksji nad sensem badań.

W tejże refleksji wskazałam na ograniczenia nauki. Jeśli ośmielam się wstawić jakieś obce potocznej mowie słówko to tylko z tej racji, że nie ma ono na tyle precyzyjnego odpowiednika. Chciałam wyjść poza potoczny dyskurs, który - uważam - nie rozstrzyga najważniejszych dylematów związanych z homoseksualizmem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.