Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

41793 miejsce

"Honor Harrington". Piękna przyjaźń według Davida Webera

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2012-07-02 13:10

Nie pamiętam, kiedy ostatnio płakałem, czytając książkę. Dawno się tak nie wzruszyłem, nie tylko z powodu mojego osobistego przywiązania do kotów, bo właśnie kotowate istoty są głównym obiektem przyjaźni dwunastoletniej bohaterki powieści.

projekt okładki Daniel Pietrzyński / Fot. Daniel Dos SantosDavid Weber, który napisał "Honor Harrington" z podtytułem "Piękna przyjaźń", jest autorem cyklu kilkudziesięciu opowieści science fiction, ale nie odniosę się do nich, skupiając uwagę na historii zawartej w książce, która szczęśliwie trafiła w moje ręce. To wielkie przeżycie, którego przeczucie można mieć już po otwarciu pierwszych stron powieści Webera.

Poznajemy bowiem rodzinę Harringtonów na obcej planecie Sphinks. Głowa rodziny jest wziętym i słynnym weterynarzem, żona prowadzi badania naukowe, a ich córka, Stephanie łączy pasje obojga rodziców. Obok Gryphona i Manticore, ma ona najbardziej sprzyjające człowiekowi środowisko.

Ustrój planety to królestwo, ale raczej na kształt Wielkiej Brytanii, gdzie jest to dla władcy raczej godność tytularna. Różnią się od pozostałych osiedleńców z dawnego Układu Słonecznego i nieistniejącej Ziemi - planecie ludzi. Ich wielka, mierząca kilkadziesiąt kilometrów kwadratowych posiadłość, jest otoczona lasami, w których żyją niebezpieczne drapieżniki. Dlatego rodzice zabraniają Stephanie spacerować po lesie, pozwalając jej jedynie na loty podczas kursu sterowania paralotnią i to pod czujną kuratelą instruktora. I właśnie w czasie jednego z samodzielnych lotów ich córeczki dochodzi do wypadku, w którym dochodzi do bezpośredniego spotkania z Treecatem.

Nie jest to ich pierwszy kontakt, bo dziewczynka zdołała utrwalić w kamerze obraz skradającego się zwierzaka, który uwielbiał łodygi selera z domowej szklarni Harringtonów. Jeżeli istnieje coś w rodzaju miłości od pierwszego wejrzenia między ludźmi, to wówczas zrodziła się taka przyjaźń. Było to tak autentyczne uczucie, że Treecat zwany przez współbraci z Klanu Wspinającym się Szybko nie szczędził sił, ani własnego życia, żeby je poświęcić w obronie dwunożnej przyjaciółki. Tak społeczność klanu kotowatych, zwana Ludem, określała ludzi. Futrzak przeżył bezpośrednie starcie z heksapumą, ale przypłacił swoją śmiałość i desperacką walkę utratą jednej łapy. Ocalił jednak bohaterkę tej powieści, swoją przyjaciółkę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

ALF
  • ALF
  • 03.07.2012 10:12

Ja bardzo lubię koty

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.