Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

5251 miejsce

"Hotel Monterey". Wolę raczej cztery pokoje w Hotelu Monsignore

Jaka była najbardziej snobistyczna rzecz, którą zrobiliście w swoim życiu? Może kupiliście pasek pod kolor swoich butów do gry w golfa?

Albo wydaliście fortunę na bilety do opery, a zupełnie przypadkiem trafiliście na salę kinową, wciśnięci w fotele w futrach z norek firmy „Rosomak” na filmie „Charlie i Fabryka Czekolady”? Nie, to akurat nie jest przejaw snobizmu, tylko błąd w urządzeniu nawigacyjnym „Navigon 8450 Europa” w waszym Jaguarze. Poważnie, zastanówcie się przez chwilę, a ja podzielę się swoją przygodą. Uprzedzę od razu, że już odpokutowałem…

Mój niepohamowany narcyzm doprowadził do tego, że chciałem zaimponować pewnej oszołamiająco inteligentnej kobiecie. Kobiecie z klasą, szerokimi horyzontami, bardzo kulturalną i do tego z lekko aroganckim poczuciem humoru, zawsze podszytym nutką cynizmu i ironii. Tak lubię. Co musiałem zrobić? Wytrzymać 65 minut na filmie jej ulubionej reżyserki, pani Akerman. Wystarczyło „udźwignąć” ten czas, następnie zabłysnąć kompetentnymi pochwałami filmoznawczymi oraz odpowiednimi odwołaniami kulturowymi, aby po seansie cieszyć się jej obecnością w mym ,wyciemnionym na tę okazję, pokoju. Zapewne głowicie się, czy dałem radę? Otóż nie. Nie dałem.

"Hotel Monterey" - pod tym oto podstępnym tytułem czai się film, o którym piszę, w reżyserii Jejwszechczcigodności Chantal Akerman. Cóż mogło pójść źle, przez nieco ponad godzinę? Na pewno to wam ciągle chodzi po głowie. Przecież to nudna lekcja w liceum plus długa przerwa, na której dostaje się łomot. Szybko leci i daje się znieść, nawet na dłuższą metę. Nie w tym przypadku. Pierwszy raz w życiu przekonałem się na własnej skórze, jak powoli może podążać sekunda, za sekundą. A było ich, aż 3900! To ilość szpilek wbitych w moją korę mózgową.

Przetrzymałem w życiu wiele nudnych rzeczy, naprawdę, ale przy „Hotelu Monterey” kapitulację podpisałem szybciej niż Francuzi w 1940 roku. Smacznie zasnąłem. A podczas snu, dobiegał do mnie tylko cichy pomruk… czy to dźwięki z ekranu? Oczywiście, że nie ośle łąki! Film, jak na awangardę przystało, był oryginalnie pozbawiony tych efektów. Co sprzyjało atmosferze, w której słyszałem, uwaga, porost moich włosów na głowie. Ale uświadomiłem to sobie dopiero kilka dni później. Gdy byłem już porzucony przez eksplozję seksapilu i mogłem w spokoju przeanalizować, co działo się tamtego pamiętnego wieczoru. Pierwsze, co mi przyszło do głowy: za mało wypiłem i nie byłem pod wpływem narkotyków, w przeciwieństwie do ekipy realizującej dokument, no może oprócz dźwiękowca, z nim było wszystko w porządku. Drugie: przecież zasnąłem i wykazałem się monstrualną wręcz ignorancją dla sztuki. Jak miałem jej zaimponować? Całe szczęście uposażony jestem nie tylko w samouwielbienie, ale również w coś, co nazywa się dociekliwością. Musiałem po prostu wiedzieć, co z filmem jest nie tak. A może to jednak coś ze mną?

Do drugiego podejścia odpowiednio się przygotowałem. Wypiłem hektolitry napojów energetycznych „Tiger”, przykleiłem powieki do czoła taśmą samoprzylepną i kazałem przyjacielowi przywiązać mnie do krzesła z „Ikei”. No pięknie! Najpierw najnudniejsze 65 minut w moim życiu, a teraz najbardziej niewygodne. Ale wytrzymałem i mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że to mój mózg miał rację kołysząc do snu mój organizm podczas „pierwszego razu” (który w zasadzie okazał się „zerowym” razem). Kamera stoi, jedzie windą. W górę. W dół. Drzwi się otwierają. Zamykają. Długie ujęcia. Ktoś przechodzi. Ściana. Pokój w stylu „Lśnienia” Kubricka. Jazda kamery w stronę okna. O, a teraz się cofa. Dach, panorama i Nowy Jork. Koniec. Nie musicie już oglądać. Streściłem wam i czuję się bohatersko. Myślałem, że dla twórców taśma 16 mm ma większą wartość. Widocznie obok narcyza i ignoranta jestem też naiwniakiem. Jak długo wytrzyma me zranione serce?

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.