Facebook Google+ Twitter

"Hotel Zaświat" już przyjmuje

Czy sielska kraina lat dziecinnych może zmienić się w mroczne miejsce, budzące lęk? Co czeka tam na Krzysztofa, bohatera "Hotelu Zaświat" Przemysława Borkowskiego?

okładka / Fot. wydawnictwo OficynkaAdam Mickiewicz w jednym ze swoich wierszy, zaliczanych do liryków lozańskich, napisał: Polały się łzy me czyste, rzęsiste/Na me dzieciństwo sielskie, anielskie. Lata dzieciństwa przywodzą na myśl miłe wspomnienia. A dom rodzinny jest ostoją, do której człowiek lubi wracać po latach. Jednakże zapamiętany obraz nie zawsze jest taki, jak dawniej. Przekonał się o tym bohater powieści Przemysława Borkowskiego "Hotel Zaświat".

Krzysztof Rozkroczny powraca do swojej rodzinnej miejscowości, by sprzedać rodzinny dom. Nie był tu od lat, gdyż wraz z żoną i dziećmi mieszka teraz w stolicy. Niedawno wyprowadzili się stąd także jego rodzice, by być bliżej syna, a dom stoi pusty i marnieje. Z tego powodu należy szybko znaleźć kupca. Jednak jak to w życiu bywa, nic nie idzie po jego myśli. Pobyt się przedłuża, telefon nie ma zasięgu, a jedyną formą kontaktu z rodziną są listy, jak za dawnych czasów, gdy nie było maili. W dodatku kraina lat dziecinnych nie jest już sielska, anielska, wprost przeciwnie - kryje jakąś mroczną tajemnicę, którą bohater niekoniecznie chce poznać. Jedną z zagadek jest ludzka ręka, którą bohater znajduje już pierwszego dnia...

Na początku muszę wspomnieć o nurtującej mnie kwestii. Autor tyle uwagi poświęcił opisowi miejscowości i związanej z nią historii, a także nazwom, od której może pochodzić. Ale owej nazwy nie podał. I to nurtowało mnie najbardziej podczas czytania. Podejrzewałam jedynie, że skoro są tam jeziora, to musi to być gdzieś na Mazurach. Być może, skoro autor w dzieciństwie i młodości mieszkał w Warmii, a dokładnie w miejscowości Dywity, to może one stały się inspiracją do stworzenia tej historii. W pewnym momencie autor pisze: Nazwa pochodzi od praindoeuropejskiego boga jednego dnia. (...) jej dalekie echo da się jeszcze usłyszeć w takich słowach jak sanskryckie "deva", łacińskie "deus" czy polskie "dzień". Niestety zagadka ta pozostanie niewyjaśniona. Dlaczego to dla mnie takie ważne? Po prostu lubię wiedzieć, dokąd przenoszę się z bohaterami opowieści, w jaki rejon Polski czy świata. Wtedy łatwiej mi wczuć się w opowieść.

A jeśli jesteśmy przy nazwach, to Borkowski wymyślił zabawne nazwiska swoich bohaterów. Rozkroczny, bohater rozdarty między starym życiem a nowym, między miejscowością dzieciństwa a stolicą. Wrona, właściciel zajazdu, niezbyt pozytywny bohater. Klik i Uziak, sąsiedzi i współwłaściciele sklepu, którzy choć różnią się od siebie diametralnie, pod względem charakteru oraz poglądów, prowadzą do wielu lat wspólny interes.

Kolejną kwestią sporną jest to, że trudno zakwalifikować tę powieść do jednego gatunku. To połączenie powieści psychologiczno-obyczajowej z thrillerem i kryminałem. Akcja czasem toczy się niespiesznie, Krzysztof wspomina dawne czasy, gdy mieszkał w rodzinnym domu. W innym miejscach przyśpiesza, gdy zdarza się coś niespodziewanego, np. bohater odnajduje ludzką rękę czy przed kimś ucieka. Waloru lekturze dodają także listy pisane do żony, w których co kilka dni opisuje, co się wydarzyło podczas jego pobytu. Zaczyna je zawsze od słów Najukochańsza żono moja.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.