Facebook Google+ Twitter

"House M.D." Diagnoza: fenomen

Nie oszukujmy się. Wszyscy jesteśmy w jakimś stopniu „zaplątani” w hipokryzji. Często wytykamy innym ich złe zachowanie, a sami nie jesteśmy lepsi. Funkcjonujemy w taki sposób, że zawsze chcemy mieć kontrolę nad naszym życiem.

 / Fot. mat. prasoweDlatego przypadki nazywamy przeznaczeniem, a nadzwyczajne zdarzenia cudami. Potrafimy zinterpretować dany fakt, konkretną sytuację, w każdy możliwy sposób, byleby były wygodne z własnego punktu widzenia. Ciężko przychodzi nam racjonalna, chłodna ocena. Zazwyczaj kierujemy się emocjami. Robimy coś dla dobra innych, ale po to, by poczuć się lepiej. Zawieramy przyjaźnie, związki małżeńskie, zakładamy rodziny i staramy się dać „coś” społeczeństwu. Wychowujemy dzieci w wierze, którą odziedziczyliśmy po własnych rodzicach i staramy się, by „wyszli” na przykładnych obywateli. Staramy się być mili. Polityczna poprawność towarzyszy nam całe życie. Aż dochodzimy do wniosku, że otacza nas fałsz i obłuda. Hipokryzja i nieszczerość. Kłamstwa i matactwa. Jak się odnaleźć w nowej rzeczywistości? Gdzie szukać wzoru, jeśli otaczają nas idioci? Wkurzamy się i szukamy odpowiednika „nowego ja” w popkulturze. Jest ktoś taki, kto będzie twoim nowym guru. Postać kultowa, której cytaty będziesz wbijał do głowy swym „przygłupawym” znajomym, by ukazać im, jak bardzo ich zwoje mózgowe są wyprostowane, a przesłanki, którymi się kierują, łatwe do przewidzenia i wyśmiania. Tym kimś jest Dr House.

Któż go nie zna? Karierę zrobił w iście „hollywoodzkim” stylu. Wkradł się do naszych domów i telewizorów tak niespodziewanie, co i błyskotliwie. Jak już zagłębimy się w jego losy, z nami koniec. Czekamy tylko na kolejne zagadki i przypadki do rozwiązania. „Dr House” serialowy złodziej czasu i emocji. Gregory House. Postać, która na początku wzbudza niechęć i politowanie, a z biegiem czasu fascynację i podziw. Jeden bohater, który zmienia podejście ludzi do życia i każe patrzeć na nie z zupełnie innej perspektywy.

Nie chcę wgłębiać się tu w tajniki całego serialu i jego poszczególnych bohaterów. Wiadomo, że najważniejszy jest House. To dla niego go oglądamy. Staramy przejrzeć jego psychikę na wylot. Z odcinka na odcinek chcemy go lepiej poznać. To jest bardzo duża zaleta tej całej serii i tej postaci. Możemy sami badać jego złożoną osobowość. Analizować jego ruchy i działania. Studiujemy wręcz jego „filozofię” życia. I po jakimś czasie, okazuje się, że polubiliśmy tego wielkiego dupka i gbura... Pytanie, dlaczego tak się dzieje?

Wydaje mi się, że odpowiedź jest dosyć prosta. Mianowicie każdy z nas chciałby posiadać jakieś jego cechy. Błyskotliwość, szczerość, racjonalizm, poczucie humoru lub umiejętność budowania przenośni, w podobnym zaawansowaniu co on. Ujmuje nas w nim to, że potrafi być sobą i ma zawsze własne zdanie. Na dodatek umie je wypowiedzieć „prosto z mostu”. Nie każdy tak potrafi. Jego złośliwość i sarkazm to oznaka inteligencji, której również zazdrościmy tej postaci. No i ratuje ludzkie życia. Ale czy jest bohaterem? Nie, bo to przecież idioci, którzy przez emocje narażają własne życie. Jest to postać, którą chcielibyśmy być, ale nie mamy odwagi. Coś nas hamuje. Dlatego serial jest tak popularny.

Możemy w nim doświadczyć zachowań, które chcielibyśmy powielać w codziennych sytuacjach. Ale tego nie robimy, bo jesteśmy hipokrytami. A po takim jednym odcinku, przepełnionym cynizmem i szczerym spojrzeniem na świat, czujemy się trochę lepsi, usprawiedliwieni, że miewamy „nieczyste” myśli. Czujemy w sobie siłę, która powstrzyma całą obłudę innych. Szybko jednak dochodzimy do siebie i wracamy do codzienności. Wracamy tyko do następnego odcinka, żeby znowu poczuć się odważniej.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.