Facebook Google+ Twitter

Hull City. Tygrysy w klatce

Są w kulminacyjnym momencie swojej historii. Prawie pewni utrzymania, właśnie awansowali do finału Pucharu Anglii. Ich komfort mąci jednak konflikt właściciela z kibicami i piłkarską administracją, które nie chcą ingerencji w nazwę klubu.

 / Fot. rozinante [CC-BY-SA-2.0 (http://creativecommons.org/licenses/by-sa/2.0)], via Wikimedia CommonsKolejny zespół w szponach ekscentrycznego milionera, który wymyślił sobie oryginalny sposób na promocję? Niezupełnie. Gdy pod koniec 2010 r. Assam Allam przejmował Hull City, chciał (symbolicznie) zwrócić go miastu i spłacić osobisty dług, który zaciągnął wobec niego przed czterdziestoma laty, przyjeżdżając jako imigrant z Egiptu.

W grudniu ubiegłego roku do siedziby Football Association trafiło pismo z prośbą o uwzględnienie pozornie drobnej sprawy - przydomek zespołu, czyli "Tigers" miał zastąpić człon "City". Argumentowano je korzystniejszym wykorzystaniem marketingowym marki klubu, zwiększeniem jego rozpoznawalności i zbudowaniem trwałej więzi z publicznością, swoim żelaznym elektoratem. "City" ma w swojej nazwie 11 klubów w trzech najwyższych klasach rozgrywkowych w Anglii. Z punktu widzenia biznesowego dla żadnego z nich nie jest to dobre rozwiązanie. Allam, lokalny potentat w branży przemysłowej przewidywał, że w niedalekiej przyszłości mogą one wybrać przecierany przez niego szlak. Widział siebie w roli prekursora.

Najpierw władze Premier League poinformowały, że w tym sezonie nie ma co liczyć na wprowadzenie do obiegu nowej nazwy, potem angielska federacja odmówiła jej zarejestrowania. Klub oficjalnie nie skomentował tych decyzji, ale wiadomo, czego można się spodziewać. Egipcjanin już wcześniej groził wystawieniem go na sprzedaż, jeśli sprawy przybiorą niekorzystny obrót. Ale jeszcze się nie poddaje, podobno wynajął renomowaną kancelarię prawniczą, która szuka alternatywnych metod na legalne zatwierdzenie procesu rebrandingu. Na poparcie swoich wysiłków zorganizował głosowanie, w którym wzięła udział jedna trzecia z 15 tys. karnetowiczów. Różnicą niewiele ponad 400 głosów fani zaakceptowali zmiany, ale faktycznie to był wybór za i przeciw obecności Allama i jego rodziny (syn Ehab jest wiceprezesem) na KC Stadium. Przeciwnicy (uważani za absolutną większość) mieli zbojkotować głosowanie.

Wygląda to na klasyczny, błędnie zinterpretowany konflikt z cyklu: tradycja kontra nowoczesność. Publiczność z trybun dostrzega innego rodzaju wartości niż dyrektorzy z okien swoich gabinetów, ale gdy pyta o transfery i patrzy w tabelę, nie uwzględnia tego, że są one pochodną zdolności do przyciągania kapitału. Kapitał przyciąga piłkarzy, piłkarze przyciągają widza. "Klub to nie supermarket" - mawiał Arsene Wenger, który przestrzegał przez powszechnym relatywizmem w świecie futbolu. Ale już wówczas logo linii lotniczych Emirates zdobiło koszulki i stadion Arsenalu. Konieczność tych czasów.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.