Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

35508 miejsce

Humaniści też forsy potrzebują

O dużą forsę (np. od generałów, polityków czy nawet przemysłowców) "ścisłowcy", głównie właśnie fizycy potrafią zabiegać całkiem nieźle. Ale humaniści w pozyskiwaniu małych pieniędzy od wielu ludzi jakoś zawsze byli bardziej skuteczni.

Skąd ten tekst? Do napisania tego tekstu skłoniły mnie dwie sprawy:
1. powtarzające się (m.in. w kontekście dyskusji o propozycjach reform w nauce i szkolnictwie wyższym) wypowiedzi o konieczności obcinania finansowania tzw. humanistyki. Ja też byłem kiedyś zwolennikiem takich pomysłów. Dziś już nie jestem, bo boję, że miejsce humanistyki zajmują seriale i nagłówki.

2. wczorajsza (piszę to 19 lipca wypowiedź Rektora UJ o konieczności wychodzenia nauki do ludzi poprzez kooperację z dziennikarzami. Idea jest znakomita; co więcej jest już sporo pism próbujących to robić, ale rezultatów nie widać. Myślę, że, wbrew pozorom najgorzej jest właśnie w tzw. naukach humanistycznych, gdzie pokazywanie istoty sprawy przegrywa w konfrontacji z koniecznością "bicia czytelnika po oczach" lub tanim odwoływaniem się do emocji.

Nie mam, oczywiście, złudzeń, że najlepszy nawet dziennikarz trafi do nieprzemakalnego na jakąkolwiek ciekawość świata typa, który sens życia upatruje w piciu (na ogół na koszt innych) piwka czy gorzałki podczas kilkugodzinnego oglądania seriali, ale myślę, że jeśli nauka ma rzeczywiście trafić pod (nieliczne) strzechy, to najpierw powinno tam trafić coś, co określić by można jako "obyczaje naukowe". Nie piszę "metody", bo myślę tu głównie o wyrobieniu poczucia odpowiedzialności za słowo i konieczności jakiegoś uzasadniania tego, co się mówi To nie jest tautologia, bo to pierwsze jest jak najbardziej "humanistyczne" i nawet dobrze uzasadniony - w sensie stosownego zbioru założeń - pogląd (np. o pożytkach z eutanazji) niekoniecznie powinien być odpowiedzialnie akceptowany.

Rzecz w tym, iż humaniści są jako "reprezentanci nauki" dla przeciętnego obywatela bardziej strawni niż np. fizycy. Tę akceptację rozciąga się na wszystkich "naukowców", co - społecznie rzecz widząc - pomaga np. fizykom namawiać podatników na finansowanie ich (tj. fizyków) egzystencji. W realną popularyzację tzw. nauk ścisłych nie wierzę, bo gadają one matematyką, a do jej upowszechnienia - nawet wśród tzw. inteligencji (o czymś takim mówił Rektor Musioł) - droga bardzo daleka.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.