Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

24096 miejsce

"Humanitas obligare"- czyli człowieczeństwo zobowiązuje

Rozmowa z Stefanem Adamskim, niezależnym publicystą i opozycjonistą, współzałożycielem "Stowarzyszenia Attac Polska" oraz twórcą portalu Radykalna Demokracja.

Marek Szolc: W 1980 roku byłeś współredaktorem pierwszego historycznego biuletynu MKS NSZZ Solidarność a później też publikowałeś artykuły w Tygodniku Solidarność. Dla wielu Solidarność była ruchem, który był potrzebny do odzyskania wolności w czasach realnego socjalizmu. A czym dla Ciebie była i jest Solidarność?
Stefan Adamski: Przed wszystkim ruchem społecznym, który przyjął - nieprzypadkowo - formę związku zawodowego. Nieprzypadkowo, bo sierpniowy strajk i to, co przyniósł było w dużej mierze efektem wcześniejszych działań podejmowanych przez Wolne Związki Zawodowe Wybrzeża, o czym dziś mówi się niewiele.

Formuła związkowa od początku była jednak zbyt ciasna dla całej mozaiki różnych aspiracji i dążeń, które się wówczas pojawiły. Tym niemniej było to arcyciekawe doświadczenie - w czasie pierwszych miesięcy istnienia „S” miałem okazję widzieć na własne oczy jak znakomicie sprawdzają się w działaniu zasady demokracji bezpośredniej i uczestniczącej. Innymi słowy - mądrości zbiorowej. Nawet szeroko zakrojona inwigilacja i manipulowanie „S” nie zdało się na nic i żeby opanować ten konieczny był stan wojenny. Stłamszenie demokracji było możliwe także dlatego, że z Wałęsy i kilku innych osób uczyniono symbole. A myślenie w tych kategoriach jest zgubne. Myśli zamierają - zostają symbole. I po pewnym czasie zużywają się, tracą pierwotne znaczenie. No i można powiedzieć, ze z tamtego zrywu zostały nam już tylko puste symbole, eksploatowane do granic możliwości w ramach tzw. mitu założycielskiego. Na wskroś fałszywego, dodajmy.

Bowiem okłamuje się młodsze pokolenia, i to wcale w nie mniejszym stopniu w jakim my byliśmy okłamywani. Przede wszystkim to nieprawda, że „S” obaliła komunizm. Opór, jaki w ramach tego ruchu stawiała poczynaniom władz większość społeczeństwa został skutecznie spacyfikowany, a w pozostałych krajach bloku nie było żadnych znaczących niepokojów.

Poza tym tzw. „realny socjalizm” był raczej zakłamanym do granic absurdu rodzajem etatystycznego kapitalizmu państwowego, w którym władzę sprawowała partyjna nomenklatura i w końcu zawalił się z powodu zarówno niewydolności gospodarczej, jak i uwarunkowań stricte politycznych. Był to jednak upadek całkowicie kontrolowany, a nawet w dużej mierze aranżowany przez elity tamtego systemu, które zrozumiały, że represje są drogą donikąd i przygotowały sobie „miękkie lądowanie”. Z pełnymi gwarancjami Zachodu, rzecz jasna.

Bardzo chciałbym wiedzieć, o czym też gawędzili sobie politycy, dyplomaci i szefowie ówczesnych wywiadów i tajnych służb z obu stron… Ale w tej „wzorcowej” demokracji, w jakiej ponoć żyjemy, mimo upływu ponad dwóch dekad, nie ma mowy by dowiedzieć się czegoś o kulisach tych negocjacji. Cóż, czasem się coś po latach komuś wymknie, jak np. w przypadku G. Busha seniora, który po kilkunastu latach przyznał, że osobiście w roku 1990 przyleciał do W-wy dopilnować by funkcję prezydenta, w myśl wcześniejszych ustaleń, objął Jaruzelski. Jak widać, kuluarowe „zabiegi dyplomatyczne” zwykle okazują się ważniejsze od „vox populi”.

A czym jest dla mnie dzisiaj „S”? Na pewno z sentymentem wspominam czasy tamtego zrywu, zwłaszcza lata 1980-81, ten wielki „karnawał wolności i nadziei”. Byłem tylko jedną z prawie dziesięciu milionów osób, które przystąpiły do tego ruchu. I - jak zapewne większość z nich - uważam, że jego cele nigdy nie zostały osiągnięte.

Uważam, że najlepsza rzecz jaką mogą zrobić ludzie z mojego pokolenia, to pozwolić wreszcie by ich miejsce zajęły młodsze generacje - dotyczy to zarówno polityki jak i większości sfer życia społecznego. Powinno to nastąpić już znacznie wcześniej. Owszem, możemy dzielić się własnymi doświadczeniami i wiedzą, ale dobrze by było, gdybyśmy nie wymądrzali się zanadto, biorąc pod uwagę jak niewiele osiągnęliśmy próbując zmienić świat na odrobinę lepszy… Ta naturalna wymiana pokoleń powinna nastąpić już dawno, na nieporównanie większa skalę niż ma to miejsce obecnie. Nie, to nie znaczy, ze jesteśmy zbędni, ale na pewno trzeba mieć dużo arogancji i egocentryzmu, żeby uważać, że jest się niezastąpionym.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.