Facebook Google+ Twitter

Hunter Fest 2008 - relacja

Organizowany już po raz piąty, przez A&M Agency i Urząd Miasta w Szczytnie, festiwal Hunter Fest, po raz kolejny pokazał, że zajmuje ważne miejsce na festiwalowej mapie Polski.

 / Fot. Oficjalna strona festiwaluOprócz gwiazd pierwszej wielkości: żywej legendy thrashu - Testamentu, niemniej zasłużonego Death Angel czy portugalskiego Moonspell, festiwalowa scena zaprezentowała publiczności formacje nieznane szerzej w Polsce, wciąż czekające na swoje pięć minut, na które z pewnością warto zwrócić uwagę.

Pierwszym z występów tzw. gwiazd był koncert Paula Di Anno, pierwszego wokalisty kultowej brytyjskiej grupy Iron Maiden. Szczerze mówiąc, dość sceptycznie podchodziłem do pomysłu zapraszania Di Anno, jak do odgrzewania sławy przebrzmiałej gwiazdy. Po obejrzeniu koncertu muszę jednak uderzyć się w pierś. Brytyjczyk, któremu chęci ani energii nie brakowało, wraz ze swoja grupą, dał porządny rockowy koncert, podczas którego nie zabrakło kompozycji z dwóch pierwszych albumów Iron Maiden (gdy zasilał szeregi grupy), jak: „Killers”, „Murder in the Rue Morgue”, „Wrathchild” (rozpoczynającej koncert), „Remember Tomorrow” - dedykowanej byłemu pałkerowi „Żelaznych Dziewic” - Clive'owi Burrowi.

Nie była to jedyna dedykacja podczas tego występu. Drugą była „Prowler” - tym razem skierowana do Johna Busha. W koncertowym menu nie zabrakło także utworów z solowego dorobku Di Anno, jak choćby „Impaler”, „The Beast Arises” czy „Marshall Lockjaw”. Niezależnie od tego, co pisano na temat kłopotów frontmana z używkami, na scenie radził on sobie doskonale - był pełen entuzjazmu i energii, często rozmawiał z publiką. Miłą niespodziankę sprawił wszystkim, wybierając na utwór, zagrany jako bis, klasyka z repertuaru The Ramones - „Hey Ho, Let's Go”.

Jeszcze dobrze nie opadły emocje po występie Di Anno, a już na scenie powoli zaczęli się instalować Szwedzi z Katatonii – jedni z pionierów klimatycznego doom – metalu. Skoncentrowali się głównie na kompozycjach z ich ostatniej studyjnej płyty – „The Great Cold Distance”, jak: „Leaders”, „My Twin” (do którego powstał pierwszy w karierze zespołu teledysk”) - przyjęty z dużym aplauzem, a także „July” czy „Soil’s Song”.

Nie zabrakło numerów z innych albumów, jak np.: „Ghost Of The Sun” z „Viva Emptiness”; wzruszającego, choć niepozbawionego swoistego ciężaru „Teargas” z „Last fair deal gone down” czy „Had To Leave”. I choć nie można się jakoś specjalnie przyczepić do ich występu, to jednak Jonas Renke i reszta nie rzucili publiki na kolana, czegoś zabrakło… Być może bardziej odpowiednim miejscem dla ich występu byłaby scena klubowa. Natomiast braku energii nie można z całą pewnością odmówić występowi Portugalczyków z Moonspell, specjalnie dla których przyjechała spora część festiwalowej publiczności.

Absurdalne zarzuty pana Nowaka nie były w stanie przeszkodzić występowi tej, tak lubianej w Polsce grupy, mającej swoją oddaną rzeszę fanów. Moonspell dał doskonały, energetyczny koncert, w zgodnej opinii – najlepszy tego wieczoru, a Fernando Ribeiro potwierdził swą klasę charyzmatycznego frontmana, potrafiącego z łatwością nawiązać kontakt z publicznością w Szczytnie, która - powiedzmy to wprost - jadła mu z ręki. Występ rozpoczął się od utworów z najnowszej płyty „Night Eternal” – jako pierwszy zabrzmiał „Tragic Heights”, potem tytułowy „Night Eternal”. Z tegorocznego wydawnictwa zabrzmiały jeszcze: „Scorpion Flower” (w którym na płycie gościnnie wystąpiła Anneke Van Giersbergen) i „Moon In Mercury”.

Nowe utwory pokazały świeże oblicze Moonspell, pełne gitarowych riffów i epickiej atmosfery, co jeszcze bardziej spotęgowało wydźwięk tegorocznego materiału. Nie mogło oczywiście zabraknąć hitów z dwóch albumów - „Wolfheart” i „Irreligious”, zwłaszcza takich Moonspellowych klasyków, jak: „Alma Mater”, „Vampiria”, „Fool Moon Madness” czy, rzadko ostatnio wykonywanego na koncertach „Opium”, przy którym publiczność wprost oszalała, a ochrona miała pełne ręce roboty z wyciąganiem z tłumu kolejnych fanów, unoszonych na rękach przez publiczność. Warto odnotować również fakt iż właśnie podczas Hunterfest po raz pierwszy na żywo został wykonany „First Light”.

Drugi dzień festiwalu Hunter Fest obfitował w niemniejsze atrakcje. Wystarczy wymienić chociażby występ (po raz pierwszy w Polsce) legendarnego amerykańskiego Death Angel, czy legendy thrash - metalu z Bay Arena - Testamentu. Zanim jednak przyszedł czas na muzyczny deser, swoimi występami uraczyły publiczność formacje, będące dopiero na progu swej muzycznej kariery. Pierwszą, z nich, jaką miałem okazję usłyszeć, był warszawski At The Lake, który kilka miesięcy temu supportował Within Temptation, podczas koncertu w Stodole. Sekstet zaprezentował całkiem sprawny mariaż heavy metalowych brzmień z elementami celtycko - folkowymi, wszystko to okraszone operowym żeńskim wokalem.

W repertuarze znalazły się utwory z ich mini - CD „At The Lake” (2006), a także nowe kawałki, w tym „Decision”. Niedługo po nich zaprezentowała się kolejna kapela ze stolicy – Carnal, dobrze znana uczestnikom Hunter Fest, gdyż był to już ich trzeci występ na festiwalowej scenie. Grupa uraczyła zgromadzonych utworami z ostatniej płyty – „Undefinable”, wykonując m.in. „Decadence” czy cover The Sisters Of Mercy – „More”, który znalazł się na „Sittin’ In The Bar For Hours – Polish Tribute To The Sisters Of Mercy”. Pojawiły się również premierowe kompozycje, jakie znajdą się na przygotowywanym właśnie krążku. Carnal zaprezentował sprawne i dopracowane brzmienie, będące mieszanką doomowych klimatów i metalowego, melodyjnego ciężaru, wszystko to spięte raz czystym, a raz growlującym wokalem Roberta Gajewskiego.

Po stołecznej ekipie przyszedł czas na formację Totem, której mocnym punktem okazała się wokalistka - Weronika Zbieg (również Sceptic). Grupa dała świetny występ, w czym niemała zasługa frontmenki, doskonale operującej, mimo dość drobnej postury, drapieżnym i agresywnym wokalem konkretnego thrashowego łojenia. Starzy fani zespołu z pewnością byli mile zaskoczeni, gdy do Weroniki dołączył Auman z Frontside (były wokalista Totem), by wspólnie wykonać „Thrash The South”. Mieszanka tego, co określa się mianem szwedzkiego death - metalu i thrashu, w wykonaniu Totem dała świetny energetyczny efekt. Po tym koncercie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że Angela Gossow z Arch Enemy ma godną rywalkę w osobie naszej rodaczki - Weroniki Zbieg.

Jeśli chodzi o Death Before Dishonor, to konkretny metal - core w ich wykonaniu mógłby się podobać. Szkoda tylko, że publika podczas tego występu nie była zbyt liczna. Dopiero po kilu próbach zachęcania do tzw. circle pitu, wokaliście udało się nawiązać kontakt z widownią.

Po Bostończykach na scenę wyszli hard – core’owcy z Born Form Pain. Goście z kraju tulipanów zagrali znacznie ciężej, jeszcze bardziej metalowo. Poprzednicy przetarli szlak, dzięki czemu Holendrzy nie musieli zachęcać do wspólnej zabawy. „Final Nail” z albumu „Reclaiming The Crown”, „Rise Or Die” czy „This Is New Hate”, przy którym wokalista zeskoczył ze sceny, by wykonać go razem z publicznością, pozwoliły formacji pokazać się z naprawdę dobrej strony.

Występ Death Angel – pierwszej z thrashowych legend z Bay Arena tego wieczoru (po raz pierwszy w Polsce), to niezaprzeczalnie jeden z najlepszych koncertów Hunterfest 2008. Filipińsko - amerykańska brygada z wokalistą Markiem Osegueda na czele, zaprezentowała się tak, jak gdyby nigdy nie miała przerwy w karierze. Numery z tegorocznego wydawnictwa „The Killing Season”: „Buried Alive”, „Dethroned”, „Sonic Beatdown” zabrzmiały melodyjnie i agresywnie. Osequeda, swym charakterystycznym, pełnym wściekłości wokalem pokazał, że legenda jest wciąż żywa i ma się dobrze. Wniebowzięta publiczność skandowała: „Death Angel, Death Angel ...”, na co frontman nie pozostawał dłużny, odwdzięczając się m. in. dość osobliwym jak na metalową grupę komplementem - „Jesteście piękni”. W trakcie występu nie zabrakło takich smaczków, jak „Voracious Souls” z pierwszej płyty „The Ultra - Violence” czy ballady „A Room With A View” (Act III). Cztery lata przerwy, jakie dzielą Death Angel od poprzedniego krążka - „The Art Of Dying”, najwyraźniej zrobiły dobrze przybyszom zza oceanu. Grupa porażała techniką, szybkością, zmiennością rytmów. Tym występem pokazała, że jest w doskonałej formie, i ma jeszcze dużo do powiedzenia na thrashowym polu.

Po tym koncercie przyszedł w końcu czas na gospodarzy festiwalu – Hunter. Wejście mieli iście królewskie - w korowodzie przebranych w skóry zwierząt postaci, z pochodniami, co robiło niemałe wrażenie. Nie zabrakło klasyków, jak choćby „Kiedy umieram” czy utworów z ostatniej płyty: „Śmierci Śmiech”, „Lot nad kukułczym gniazdem”. Mimo, iż Hunter był gospodarzem festiwalu, niestety swój występ musiał skrócić, ze względu na przygotowujący się do występu Testament. Duża część fanów była tym faktem zawiedzona, czemu wokalista - Paweł Grzegorczyk dał wyraz w swej wypowiedzi.

Po koncercie zaprosił na scenę panią burmistrz Szczytna, dziękując za poparcie dla imprezy (nie obyło się bez próby zablokowania występu grupy Moonspell przez niesławnego Ryszarda Nowaka). Powoli zaczęło się oczekiwanie na gwiazdę wieczoru, czyli thrash metalowców z Bay Arena – Testament. Długo kazali na siebie czekać – około godziny zabrały ekipie technicznej przygotowania, które jednak za dużo nie dały – w trakcie koncertu momentami powstawała ściana dźwięku, czasami słabo słyszalny był wokal Chucka Billy'ego. Jednak mimo wszystko warto było czekać, by zobaczyć na scenie zespół w oryginalnym składzie (Chuck Billy, Eric Peterson, Alex Skolnick, Greg Christian, Paul Bostaph). Muzycy, przed wyjściem na scenę, w dobrych humorach, rozluźnieni, pozowali do zdjęć fotografom i ekipie telewizyjnej.

Najwyraźniej czas się dla nich zatrzymał, nic nie stracili ze swej dynamiki i energii pokazując, że upływ lat im nie straszny. Przygotowali przekrojowy zestaw utworów - nie zabrakło wśród nich kompozycji z trzech pierwszych albumów, np. klasyków w stylu: „Into The Pit”, „Practice What You Repach” czy ballady „Trail Of Tears” z „Low” (‘94), którą Chuck Billy zadedykował swojej matce. Oczywiście Testament zagrał też sporo z najnowszego krążka, tegorocznego „The Formation of Damnation” – „More Than Meets The Eye” i „Henchmen Ride”. Choć wiele było narzekań na brzmienie, to jednak zespół pokazał, że wciąż są w najwyższej lidze.
Piąta już edycja Hunterfest potwierdziła, że impreza na trwałe wpisała się w festiwalowy kalendarz i, mimo pewnych organizacyjnych niedociągnięć, udało się, dzięki współpracy z władzami miejskimi, zorganizować imprezę, gromadzącą pierwszoligowe zespoły światowego metalu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.