
Renata Przemyk - bo o niej mowa - to jedna z najbardziej znanych polskich charyzmatycznych wokalistek. 15 stycznia wystąpiła w Kawiarni Artystycznej "Czarna Inez" w Lublinie.
Na początek kilka słów o miejscu. Od jakiegoś już czasu chodziły słuchy, że w naszym mieście, pretendującym do miana Europejskiej Stolicy Kultury, pojawi się nowy ciekawy punkt kulturalny. Koncert Renaty Przemyk był jednocześnie inauguracją funkcjonowania kawiarni "Czarna Inez" w Lublinie. Są duże szanse, że stanie się ona jedną z liczniej odwiedzanych na lubelskiej Starówce. Wszystko za sprawą klimatu, który oscyluje w okolicy lat 20. i 30. XX wieku, nawiązując nieco do stylu retro za sprawą nastrojowej malutkiej sceny z pianinem i świecami rozstawionymi w całym pomieszczeniu. Jak zapowiadają na stronie internetowej pomysłodawcy, w późniejszym programie artystycznym kawiarni mają znaleźć się min. wystawy fotograficzne, malarskie i rzeźbiarskie, a także seanse z cyklu "W starym kinie", prezentujące nieme filmy z akompaniamentem muzyki kameralnej granej na żywo przez orkiestrę Filharmonii Lubelskiej.
Warto wspomnieć także o ciekawej opowieści dotyczącej usytuowania "Czarnej Inez". Jest to XVI-wieczna kamienica owiana legendą o lubelskim kacie, który - choć skryty - zasłużył się podobno dla rozwijającego się miasta tak bardzo, że postanowiono uhonorować go nagrodą darowując mu ową kamienicę. Kat zagospodarował ją bardzo pożytecznie jak na tamte czasy, tworząc Dom Uciech, do którego trafiały najpiękniejsze kobiety z całego świata. Pewnego dnia pojawiła się tam także tajemnicza, piękna niewiasta o kruczych włosach, nazwana Czarną Inez, w której oczach utonął na zawsze kat i zapragnął oddać jej swoje serce. Wzgardzony oschłością zagadkowej piękności oszalał z miłości i postanowił się zemścić, zabijając ukochaną. Potem błądził zrozpaczony po ulicach Lublina - przynajmniej tak głosi legenda.
Jak było naprawdę - tego nie wie nikt. Wiedzą za to ci, którzy przybyli 15 stycznia do "Czarnej Inez", jak ciekawy koncert odbył się w tym miejscu. Był to zupełnie różny występ od tych, do których być może większość jest przyzwyczajona - inny, niż w wielkich salach, czy na imprezach plenerowych. Jednak miłośnicy akustycznych dźwięków nie powinni być zawiedzeni, gdyż to głównie do nich były one kierowane przez zespół pod szyldem Renata Przemyk Acoustic Trio. Trzeba przyznać, że było bardzo kameralnie i mała, uboga w scenografię i przepych scena doskonale współgrała z muzyką i klimatem kawiarnianym, niektórym kojarząc się może z dawną buntowniczą atmosferą artystycznej bohemy. Charyzmatyczna wokalistka zaprezentowała swoje utwory w nowych, stonowanych aranżacjach - zarówno te starsze, bardziej znane, jak i nowsze - z towarzyszeniem świetnych instrumentalistów. Maciej Mąka na głównej gitarze akustycznej i Błażej Chochorowski na gitarze i basie, oraz wokalistka również nie pozostająca dłużną i sięgająca po różnego rodzaju instrumenty perkusyjne czy gitarę akustyczną, stworzyli tego wieczoru niesamowity klimat. Zwłaszcza, że wchodzącą do kawiarni publiczność witała ubrana w długą zwiewną suknię Czarna Inez, zaś drzwi wejściowych strzegł pilnie legendarny kat, co dodawało uroku temu wieczorowi.