Facebook Google+ Twitter

I liga koszykówki: Czarna passa częstochowian trwa

Kolejnej porażki na zapleczu Dominet Bank Ekstraligi, doznali dziś koszykarze ASK Sportowca Częstochowa. Tym razem częstochowianie, nie sprostali ekipie Sokoła Łańcut, przegrywając 92:84 i tym samym już od siedmiu spotkań nie wygrali.

Mimo, że częstochowianie przez większą część spotkania dotrzymywali kroku ekipie Dariusza Kaszowskiego, w najważniejszych momentach zabrakło szczęścia i determinacji. W efekcie kolejna porażka stała się faktem.

Początek spotkania nie zwiastował kolejnej porażki ekipy spod Jasnej Góry. Gospodarze głównie za sprawą dobrej gry Artura Mrówczyńskiego(jego występ z powodu urazu nogi przez dłuższy czas stał pod znakiem zapytania) oraz Tomasza Nogalskiego, utrzymywali dystans punktowy w stosunku do zawodników z Lańcuta. Ci jednak próbowali odrabiać straty, rzutami za „trzy”, które całkiem nieźle wykonywał Michał Baran. Ostatecznie, pierwsza odsłona zakończyła się czteropunktowym prowadzeniem przyjezdnych (26:22).

W drugiej odsłonie, do walki poderwali się gospodarze, których grą umiejętnie i rozważnie, pod nieobecność Piotra Trepki, prowadził, wspomniany Artur Mrówczyński. Popularny „Mrówa” wespół z Tomaszem Nogalskim oraz słabiej dziś dysponowanym Łukaszem Bąkiem, wlali w serca częstochowskich kibiców nadzieję, że nareszcie zła passa odwróci się i gospodarze zapiszą na swoim koncie długo oczekiwany triumf.Podopieczni trenera Arkadiusza Urbańczyka grali jak z nut i ku uciesze fanów zdobyli kilkupunktowe prowadzenie, które do przerwy sukcesywnie powiększali.

Po dwóch kwartach, Sportowiec prowadził z Sokołem Łańcut 51:46 i niespodzianka wisiała w powietrzu. Jak się jednak okazało, były to ledwie miłe złego początki, gdyż w drugiej połowie ton grze nadawali już zawodnicy Dariusza Kaszowskiego.

Kluczowa i brzemienna w skutkach dla gospodarzy była właśnie wspomniana trzecia kwarta, w której podopieczni trenera Arkadiusza Urbańczyka nie mieli absolutnie nic do powiedzenia. Goście dominowali za sprawą dobrej gry Piotra Ucinka i Michała Barana, który co chwilę raził częstochowian skutecznymi rzutami zza linii 6.25 m.

Już u progu trzeciej części gry, przewaga Sportowca szybko zmalała, a po chwili na prowadzenie wyszli goście, którego jak się okazało, nie oddali do końcowej syreny.

Przed ostatnią, decydującą partią, Sokół prowadził 69:66, w związku z czym końcowy rezultat w dalszym ciągu pozostawał sprawą otwartą. W czwartej kwarcie, gracze spod Jasnej Góry dali z siebie wszystko, co szybko zaowocowało zmniejszeniem prowadzenia drużyny z Łańcuta do jednego punktu.

Jednak w decydujących fragmentach, gospodarze grali słabo, co z zimną krwią wykorzystywali zawodnicy z Łańcuta. Katem częstochowian okazywali się Michał Baran, Piotr Ucinek, a do tego duetu swoje „trzy grosze” dołożył również Ireneusz Chomicz.

Wszystkie ataki miejscowych w końcowych minutach przypominały „walenie głową w mur”, co wyraźnie zdenerwowało szkoleniowca Arkadiusza Urbańczyka.Imał się on różnych sposobów, aby odwrócić losy spotkania. Boiskowa rzeczywistość okazała się jednak bezlitosna i nic nie pomogło wprowadzenie na parkiet, chociażby młodego Sławomira Klocka, czy Tomasza Czajkowskiego(który zagrał bardzo nierowno, przeplatając dobre akcje słabymi). Ostatecznie, dwa meczowe punkty padły łupem drużyny z Łańcuta, która zasłużenie wygrała 92.84.

Sportowiec Częstochowa 84:92 Sokół Łańcut (22:26, 29:20, 15:23, 18: 23) Sportowiec: Nogalski 20, Szymański 18, Mrówczyński 17, Czajkowski 11, Sośniak 7, Bąk 7, Klocek 4, Jankowski 0, Michałek 0.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.