Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

4366 miejsce

"I tu jest bies pogrzebany", czyli o życiu i śmierci na wesoło

Spora dawka humoru, nietuzinkowi bohaterowie oraz śmiertelnie (nie)poważna branża - tego możemy spodziewać się po powieści "I tu jest bies pogrzebany" Kariny Bonowicz.

okładka / Fot. Czwarta StronaNie jest to moje pierwsze spotkanie z Kariną Bonowicz. Miałam już okazję przeczytać jej debiutancką powieść "Pierwsze koty robaczywki", która dotyczyła oświaty. Bohaterką była młoda nauczycielka języka polskiego, która miała niekonwencjonalne pomysły. Tym razem autorka postanowiła "prześwietlić" branżę funeralną i udowodnić, że śmiech to zdrowie.

Branża pogrzebowa przeżywa kryzys, jak na złość nikt nie chce umierać. Odczuwa to dotkliwie Eugeniusz i jego młodsza córka Nina, którzy prowadzą zakład pogrzebowy Ryszard&Córki. Nie pomaga nawet lista potencjalnych klientów, którzy mogą niebawem skorzystać z ich usług. Okazuje się, że klienci mają się całkiem dobrze i nie śpieszą się na tamten świat. Jak tak dalej pójdzie, właściciele zakładu będą musieli pochować sami siebie.

Tymczasem starsza córka Maria postanawia się wprowadzić do ojca. Ma dość swojego męża Edwarda, pisarza, który tworzy kolejną powieść dla gospodyń domowych. Niestety z marnym skutkiem, gdyż utknął na pierwszym zdaniu. Wiadomo, że pierwsze zdanie jest najważniejsze, ale dobrze by było, gdyby po nim nastąpiła cała reszta fabuły. Czy kryzys w branży odbije się na relacjach bohaterów?

"I tu jest bies pogrzebany" to zabawna opowieść o poważnych tematach, czyli śmierci i życiu ze śmierci innych. Okazuje się, że branża funeralna wcale nie musi być przygnębiająca. Pokazują to zabawne perypetie bohaterów, które są czasem absurdalne. Tematyka jest śliska, ale autorka zaryzykowała i doskonale sobie poradziła.

Karina Bonowicz w swojej powieści stworzyła całą gamę barwnych postaci - Marię, Ninę, Edwarda i Jakuba. Maria jest wykładowcą literatury angielskiej, w wieku 16 lat zauważyła, że zaczęła się starzeć, dlatego stosuje miliard diet i co chwila chodzi do fryzjera i kosmetyczki. Zaczynam dzień od lustra w łazience. Patrzę, o ile postarzałam się od wczoraj. Porównuję to z tym, o ile postarzałam się od przedwczoraj. I zapisuję. Cześć. Mam na imię Maria i chyba się starzeję. Chyba? Na pewno! Cześć, Maria.

Jej siostra Nina jest hipochondryczką, zna całą encyklopedię zdrowia i codziennie chodzi do lekarza, by sprawdzić, czy przypadkiem nie ma którejś z chorób. Zaczynam dzień od listy leków przyklejonej taśmą samoprzylepną do lustra w łazience. Na co dzisiaj mamy? Na migrenę, na oczy, na zęby, na ciśnienie. NA ŻYCIE. Przeciw migrenie, przeciw ślepocie, przeciw paradontozie, przeciw zawałowi. Przeciw śmierci. NA ZAPAS. Na wszelki wypadek. Na zdrowie! Cześć, mam na imię Nina i boję się kilku rzeczy. Cześć, Nina.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.