Facebook Google+ Twitter

Ideał Justyny Kowalczyk

Ideał Justyny Kowalczyk opiera się na wielu czynnikach.

Ideał Justyny Kowalczyk według mnie opiera się przede wszystkim na ciężkiej, wręcz katorżniczej pracy. Justyna trenuje tak ciężko, że "normalny" człowiek nie jest w stanie sobie tego nawet wyobrazić. Wielu kibicom pewnie zaimponowała także tym, iż zawsze walczy do ostatnich chwil i pomimo tylu sukcesów myśli już o tych następnych. Przez ostatnie lata dzielnie rywalizuje z Marit Bjoergen nie tylko na trasach biegowych, ale także w prywatnym życiu. Nawiązując do sezonu 2011/2012 Justyna niejednokrotnie pokonała w nim Marit Bjoergen. Według mnie to przede wszystkim te zwycięstwa z zawodniczką z Norwegii dają jej tą motywację do ciężkiej pracy, może nawet jeszcze cięższej. Chociaż nie wiadomo czy jest to w ogóle możliwe. Ale my wszyscy kibice czekamy na kolejne zwycięstwa nad Marit Bjoergen i nad całym światem. Ale według mnie Justyna wcale nie jest do tego zobowiązana, żeby pokonać Bjoergen. Trzeba trochę pobiegać na luzie. Dać tej dziewczynie odpocząć. Bo przecież nigdy nie miała chociażby kilku tygodni urlopu pomijając rekonwalescencję po operacji. Justyna nigdy nie rezygnowała ze startów, mimo przeziębienia biegła i wygrywała. Na antybiotykach... nieważne. Ale jeżeli kibic stawia sprawę tak, że Justyna musi być zawsze najlepsza narażając nawet swoje zdrowie to po prostu prawdziwym kibicem po prostu nie jest. Mnie Justyna Kowalczyk zafascynowała trochę w nietypowych okolicznościach bo niejeden kibic powiedziałby pewnie "przegrała, to po co się nią interesować?". Bowiem zaczęłam interesować się biegami narciarskimi na IO w Vancouver po biegu na 10 km łyżwą, w którym jak wiemy Justyna była 5. Ale dla mnie nie jest tylko ważny sukces, liczy się także codzienna postawa. Od tamtego momentu nie opuściłam żadnego biegu Justyny Kowalczyk, mimo nie raz przeciwności losu, zawsze próbowałam dostosować moje życie do tego kiedy bieg, żeby móc zobaczyć Justynę na trasie. Oczywiście przeżywam z nią te radosne chwile, jak i smutne. MŚ w 2013 roku w Val di Fiemme, cóż troszkę zepsuły humor chyba wielu. Oczywiście było mi smutno, ale powtarzałam sobie, Justyna jest tylko człowiekiem. Po upadku w sprincie na pewno łezka w moim oku się pojawiła. Zadawałam sobie pytanie : " Dlaczego ona?". Przecież Justyna miała takiego pecha, a całe życie poświęciła by tam zdobyć złoto, by zdobyć więcej medali niż 1. Po biegu łączonym smutku na mojej twarzy chyba było mniej, bo rozumiałam to. Tutaj nie było pechu, po prostu 4 zawodniczki były lepsze. Ale zbliżają się ZIO w Soczi i tam mam nadzieję,że pech nie będzie stał obok Justyny Kowalczyk. Oby, wszystko ułożyło się idealnie. I nie wywierajmy presji na Justynie i nie wieszajmy jej medali na szyi bo MŚ w Val di Fiemme dały nam mocną lekcję pokory. Lepiej, żeby to była miła niespodzianka, niż znowu rozczarowanie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.