Facebook Google+ Twitter

Idealna książka kucharska

Pomysł napisania tego felietonu wpadł mi do głowy podczas przeglądania w znanej i dużej księgarni propozycji książek o tematyce kulinarnej. Ja już czuję na karku oddech Świąt Bożego Narodzenia.

Nie w wymiarze dekoracji, muzycznych interpretacji kolęd serwowanych przez głośniki czy poszukiwań idealnego prezentu. Ja, przy okazji każdych świąt przygotowuję się kulinarnie, obsesyjne prawdę powiedziawszy.

Rajska jabłoń / Fot. Ewa SzafranowiczPrzeglądając przepisy kucharskie, przy drugiej, trzeciej, dziesiątej pozycji poczułam głód informacji dotyczący tematów zwykle nie uwzględnianych lub poruszanych w sposób można by rzec skrótowy w dostępnych na rynku książkach kucharskich. "100 Potraw ze śledzia"; "100 potraw z jabłek", "100 przepisów na dostatnie życie" etc., etc. Dużo kolorowych zdjęć, jak w periodykach dla panów, krótkie wymianienie składników kojarzące mi się nie wiedzieć czemu z Panoramą Firm i przepisy jak instrukcje obsługi.

Nie zadowala mnie wymienienie z nazwy wśród składników wymaganego karczocha (a co to właściwie jest? Ten karczoch czy może ta? Krótka analiza atlasu botanicznego czy encyklopedii byłaby lepsza? A jeśli karczoch to mały czy duży jaśniejszy, ciemniejszy?) I tak oto czuje się pokonana przez - już znienawidzonego z powodu bezsilności mojej niewiedzy - Bogu ducha winnego karczocha. A przecież jedzenie jest jedną z podstawowych funkcji życiowych zwierząt, do której homo sapiens dodali przyjemność.

Powiedz mi, co jesz, powiedz mi jak jesz, a powiem ci, kim jesteś pisał Brillat-Savarin w swojej "Anatomii smaku" i pewnie przed nim mawiali tak starożytni Grecy i Rzymianie, którzy co jak co ale jeść, ba - biesiadować potrafili.

Książka kucharska standardowego typu nie daje mi satysfakcji z przygotowania posiłku, a to znacznie wpływa na produkt końcowy. Lao Tse mawiał ze najważniejszą przyprawą do dania jest czas i uczucie (rozumiane jako pasja), bez nich ryż smakuje jak ryż. A z nimi? Hm, a z nimi widzę pola ryżowe, przesypuję w palcach białe ziarenka, czuję zapach ciepłych ryżowych elips, które delikatnie zamaczam w różnych smakach sosów w zależności od tego, na co mam w danym momencie chęć.

Patrząc na półki uginające się od książek kucharskich w księgarniach, przeglądając ich zawartość z żalem konstatuję, że żyjemy zbyt pośpiesznie, by cieszyć się czymkolwiek innym poza faktem, ze żyjemy w wieku lotów kosmicznych, klonów genetycznych, długowieczności i czegoś tam jeszcze. Jak nam się żyje?

Szybciej, lepiej, cieplej, zdrowiej. Także wszystkie produkty, nawet najbardziej orientalne są dostępne, oczywiście w zależności od możliwości materialnych.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

temat będę pogłębiać bo mi spać nie daje:) ja też mam zeszyt po prababce, a "Przepiórki" muszę obejrzeć.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Mam swoje stare przepisy kulinarne, które po babci mojej i mamie w 'spadku'odziedziczyłam...
i stosuję je z powodzeniem od lat... a Święta tuż... tuż...))
Bardzo ładnie napisany tekst, podoba mi się.*5))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ewo , trudno żeby w każdej książce była analiza nieznanych nam produktów.
dzisiaj w dobie internetu, nie trudno się o nich dowiedzieć.
Polecam książle Ireny Gumowskiej "Czy wiesz co jesz". Jest w neij wiele ciekawych opisów , nieznamych mam warzyw, owoców, przypraw i oczywiście są przepisy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.