
Jest w powieści Dostojewskiego fragment opisujący obraz Holbeina „Zdjęcie z krzyża”, który pisarza poruszył niegdyś:
"Jeżeli Jego uczniowie zobaczyli takie ciało, jakże mogli przypuszczać, że zmartwychwstanie?[…]Gdy patrzymy na ten obraz, wydaje nam się, że natura […]to olbrzymi a bezmyślny mechanizm, który głuchy i nieczuły […] połknął największą bezcenną Istotę — Jezusa”. Lew Szestow, analizując ten opis pisał:
„Obraz zdaje się wyrażać pojęcie ciemnej, bezwstydnej i bezsensownie wiecznej siły, której wszystko jest poddane”. Tyle cytaty…
Ale jeżeli tak jest w istocie, jak po manichejsku sądził Dostojewski, to może się okazać, że prawa rządzące tym światem są ułudą, niczemu nie służą, bo „tam” czeka tylko pustka, a ludzka egzystencja jest, używając słów Dostojewskiego, "diabelskim wodewilem", w którym szatan sieje zwątpienie, ludzie oddalają się od wszelkich wartości.
Grzegorz Bral, reżyser spektaklu, ożywia archetypiczne pytania Dostojewskiego. Prawda i piękno mogą zbawić świat? Czy też wyzwolony z wszelkich ograniczeń moralno-etycznych umysł pogrąża człowieka w złu? Bohaterowie niby poszukują sacrum, ale swymi czynami temu przeczą. I nie chodzi tu o „dyżurnego potwora” jakim ma być u Dostojewskiego Rogożyn (u Brala wcale nie jest tym najgorszym), ale o tzw. pięknego człowieka, współczesnego Chrystusa – Myszkina, którego intencje przyniosły niewiele korzyści.
Do pracy przy „Idiocie” na motywach powieści Dostojewskiego, Grzegorz Bral, reżyser i autor adaptacji tekstu, zaprosił głównie ludzi młodych, z którymi przez wiele miesięcy budował przedstawienie, korzystając z doświadczeń laboratoryjno-studyjnych z Teatru Pieśń Kozła. Ma to swoje konsekwencje, bo w spektaklu, w myśl techniki koordynacji, słowo, symbol, taniec i muzyka, wzajemnie na siebie oddziałują, tworząc dynamiczną strukturę, pełną magicznych obrazów, zmieniających się jak w kalejdoskopie. Sceniczna maszyna nie ma służyć opowiedzeniu fabuły. Jeżeli ktoś tego się właśnie spodziewał, będzie zawiedziony. Zaplanowany brak linearności, brak osadzenia w konkretnym czasie, mają inny sens: dzięki nawarstwiającym się metaforycznym obrazom, przypomnieć „przeklęte pytania” Dostojewskiego.
Spektakl rozpoczyna scena rozmowy Rogożyna i Myszkina przy zwłokach Nastazji. To zabieg podobny jak ponad 30 lat temu w przedstawieniu Wajdy w Teatrze Starym, i jak najbardziej uzasadniony. Przeniesienie na początek finału zdarzeń, pozwoli uważniej dociekać co sprawiło, że Myszkin (Maciej Wyczański) i Rogożyn (dobry, na granicy szaleństwa, Przemysław Kosiński), dwaj,
wydawałoby się, tak różni mężczyźni, na swój sposób szukający uczucia, okazują się być złączeni podobnym doświadczeniem. Otarli się o miłość i o śmierć.