Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

467 miejsce

Idol wrażliwych serc

Kiedy w wieku kilkunastu lat Mirek Breguła pisał swoje pierwsze piosenki, nikt nie był w stanie przewidzieć, jakie będą jego dalsze losy. Trudne warunki życia, śmierć matki i problematyczne kontakty z ojcem nie ułatwiały życiowego startu.

Kilka tysięcy osób żegnało w Chorzowie Mirosława Bregułę, współzałożyciela i wokalistę, popularnego zwłaszcza w latach 80., zespołu Universe, który odebrał sobie życie. / Fot. Andrzej Grygiel/PAPKilka lat później Breguła wspiął się na szczyty sławy, stając na deskach opolskiego amfiteatru i wygrywając festiwal w konkursie debiutów. Przejmujący "Mr. Lennon" stał się - chociaż na chwilę - hymnem pokolenia lat osiemdziesiątych. Wydawało się, że nic nie jest w stanie zagrozić karierze młodego ambitnego muzyka, kompozytora i wokalisty o niesamowitym przejmującym i smutnym głosie. Nikt wtedy nie mógł przewidzieć, że Breguła popełni samobójstwo.

Dziadek, który opiekował się młodym Mirkiem, bardzo chciał, by ten trafił do jednej z licznych kopalnianych orkiestr. W tym celu posłał chłopaka do szkoły muzycznej. Jednak nauka gry na klasycznych instrumentach szybko znudziła Mirka. Wolał zająć się sportem. Być może już wtedy - chociaż trudno to stwierdzić na pewno - pojawiła się kontuzja kolana, która nie odzywała się przez wiele wiele lat, by dać o sobie znać w bolesny sposób gdy Breguła skończył 40 lat. Chłopak uciekał ze szkoły i biegał, grał w piłkę i ani w głowie mu było zajmowanie się muzyką poważniej. W wieku kilkunastu lat do perfekcji opanował grę na gitarze. Nie znał przy tym zapisu nutowego, bo uważał, że nuty nie są mu do niczego potrzebne. Tak zostało do już końca. Nawet gdy aranżował utwór na orkiestrę ("Popłyń ze mną przez świat"), rozdawał muzykom karteczki z nutami zapisanymi literowo. Od pięciolinii uciekał i twierdził, że to zupełnie niepotrzebny w muzyce szyfr.

Wraz z gitarą przyszedł czas na pierwsze kompozycje. Powstało ich wtedy sporo, jeszcze niedopracowane, bez tekstu. Ta łatwość komponowania przebojowych piosenek, a później też pisania tekstów, mogła być jedną z przyczyn późniejszej zawiści środowiska.

Los miał jednak dla Mirka Breguły ważne zadanie. Najpierw zetknał go z Henrykiem Czichem, który wtedy marzył o karierze muzycznej. Spotkali się przed jednym ze śląskich klubów, gdzie organizowano przegląd młodych talentów. Z występu niewiele wyszło, ale chłopcy polubili się i postanowili razem pracować. Mirek z gitarą i ognistym spojrzeniem, uwielbiany przez dziewczyny, znalazł doskonałe uzupełnienie w postaci cichego i skromnego Henia, który temperował nieco przyjaciela. Duet, nazwany w końcu Universe, wygrywał kolejne regionalne konkursy, aż trafił do Opola. Obaj panowie tak nie przystawali do skrzącej światłami rzeczywistości, że mało co, a w ogóle by nie wystąpili - ochrona nie chciała ich po prostu wpuścić. Ale jednak się udało i świat zobaczył Bregułę, młodego, wrażliwego, śpiewającego z wielkim przejęciem o swoim idolu. Zwycięstwo było wielkim zaskoczeniem. "Mr. Lennon" doskonale wpisywał się w tamtem klimat, początek lat osiemdziesiątych to wielkie emocje i wielkie nadzieje polskiego społeczeństwa. Te troski i radości w jakiś sposób przeniknęły do utworu i trafiły do serc Polaków.

Po przejmującym przeboju "Mr. Lennon" Breguła nie spoczął na laurach. Wraz ze swoim przyjacielem, Henrykiem Czichem, tworzył, komponował, kompletował zespół. Sława nie uderzyła mu do głowy. Breguła musiał iść do pracy. Trafił do warsztatu, gdzie obsługiwał tokarkę. Romantyczna i rozmarzona dusza, w zderzeniu z twardą fabryczną rzeczywistością cierpiała i Mirek popadł z miejsca w konflikt z przełożonym. Doświadczenia z pracy wykorzystał w kilku utworach. Najbardziej znaną piosenką z tego okresu jest "Blues na wpół do piątej rano". Ale sprawy pracy odchodziły w dal, gdy w Mirku budziła się dusza artysty. Do upadłego tworzył i grał ze swoim składem. Na próby odbywane w klubach przychodziło coraz więcej osób, zakochanych w Universe. W końcu trzeba było zmienić miejsce tych prób. Zespół, składający się z kilku osób, sami młodzi chłopcy, był pod wrażeniem Mirka. To on przychodził z pomysłami, wskazywał każdemu, jak ma grać i w którym momencie co robić. Był duszą i siłą napędową. Szukał nowych brzmień i zżymał się, gdy ubogie jeszcze wtedy instrumentarium nie pozwalało mu osiągnąć tego, co zamierzał. Universe odnosił sukces za sukcesem, bo muzyka Breguły, świetnie zaaranżowana, z dobrymi, trafiającymi w serce tekstami, roznosiła się błyskawicznie. Zespół koncertował głównie na Śląsku, ale zdarzały się wyjazdy zagraniczne. Najdalej chyba na Kubę. Breguła poznawał świat.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

evita501
  • evita501
  • 19.11.2011 21:01

Dziękuję za piękny i mądry artykuł o życiu Mirka Breguły.Słucham jego muzyki,wzruszam się i krzyczę:dlaczego nas zostawiłeś?!Cudowny,wrażliwy artysta.Nie dał rady,by być dalej z nami.Szczerze żałuję.Śpiewaj Mirek,śpiewaj...Z Aniołami...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wieli plus+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.