Facebook Google+ Twitter

Iggy Pop dowiódł formy na Off Festivalu

Wszystko, co działo się drugiego dnia na Offie, nieuchronnie upływało pod znakiem koncertu Iggy'ego Popa i jego zespołu... Oczekiwania zostały wynagrodzone fenomenalnym koncertem legendy.

 / Fot. Iggy/materiały prasoweMonopol Iggy'ego na drugi dzień był zjawiskiem doskonale widocznym: miało się wrażenie, że snujące się tłumy, wytrwali piwosze i wszyscy ci, dla których każda sekunda z muzyką jest na wagę złota, solidarnie zrezygnowali z innych aktywności i popłynęli wraz z morzem ludzi pod główną scenę właśnie na ten jeden koncert. Nie znaczy to jednak, że wszystko poza tym to marność i szkoda uwagi - wbrew pozorom godnych występów nie brakło.

Zaczęłam dzień od Other Lives, którzy zdecydowanie i konsekwentnie uprawiają dość wyeksploatowaną działkę wariacji na temat nowoczesnego folku. Koncert przewidywalny i smętnawy momentami, ale wciąż dość uroczy w okolicznościach zieloności dookoła, ciepłego popołudnia, początku kolejnego dnia naszego ulubionego festiwalu, etc. Odtrutką na leniwość brzmień zespołu wydawała się punkowa agresja Pissed Jeans, zdążyłam jednak niestety na dwa ostatnie utwory : pod ich wpływem namiot parował, a brudne brzmienia przypominały o chlubnej tradycji śląskiej imprezy sprowadzania na tutejsze sceny największych objawień danego sezonu w kategorii punka.

 / Fot. Baroness/materiały prasoweTo, co zdarzyło się po tych dwóch małych aktach, było moim zdaniem jednym z najlepszych występów, jakie kiedykolwiek miały miejsce w ramach Offa. Kontynuując zamysł sprowadzania na alternatywne festiwale muzyki metalowej i oswajania z nią nieprzyzwyczajonych, oraz zaspokajania potrzeb tych, którzy już zrozumieli istotę i znaczenie ciężkiego grania i lubują się w przesterowanych, zdecydowanych riffach na żywo. Baroness należą już do elity stonerowego/metalowego/rockowego grania - wkupili się w łaski słuchaczy wysokiej jakości kompozycjami, rzadkimi umiejętnościami grania na żywo, stylowością okładek, w ogóle całość ich dokonań to świetnie przemyślana, artystyczna wizja. Spędzili ze sobą już prawie 10 lat i widać doskonale to ogranie, zrozumienie na scenie - sporo improwizują, kombinują, mają ze sobą nieustanny kontakt, co pozwala im na sporą dozę swobody. Przepięknie to wszystko wypadło: zabrali nas w podróż po najlepszych czasach metalu, po genialnych stonerowych tradycjach, i po rockowo-punkowych pomysłach. Rewelacyjny, wprost nie do opisania koncert - równie dobrze wypadły nowe kompozycje zespołu ze świeżo wydanej płyty "Yellow and Green". Ach, muszę to dodać - wokale obu śpiewających panów biją na głowę większość tego, co się ostatnio na scenach pojawia: wyćwiczone, mocne, melodyjne, piękne barwy, zachwytów nie brakowało.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.