Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

3179 miejsce

Ile kosztują bezpłatne studia w Krakowie?

Każdy maturzysta marzy o tym, by dostać się na studia stacjonarne. Argumenty, jakie zazwyczaj padają, to wyższy poziom nauczania i opłaty, a raczej ich brak. No właśnie, czy studia dzienne naprawdę nic nie kosztują? Spróbujmy to sprawdzić.

Krakowscy studenci podczas zeszłorocznych Juwenaliów. / Fot. Jacek FilipekPodstawowa sprawa to zakwaterowanie. Oczywiście można próbować koczowniczego trybu życia i przenosić się od znajomych do znajomych, ale pociąga to za sobą niemiłe konsekwencje. Pewnego dnia możemy obudzić się na walizkach, z milczącym telefonem, a przyjaciele na nasz widok będą czym prędzej ryglowali drzwi na wszystkie zasuwki. Warto postarać się więc o jakiś przytulny kąt, nawet ciasny, ale własny. Generalnie rzecz biorąc, wyjścia są dwa – stancja lub akademik. Nie da się jednoznacznie określić, które z nich jest lepsze, wygodniejsze, dogodniejsze. Zarówno wynajęte mieszkanie, jak i pokój w akademiku mają swoje plusy i minusy, ale to nie miejsce i czas, by się nad nimi rozwodzić. Podejdźmy do sprawy pragmatycznie, od strony czysto materialnej.

Stancja – samodzielność, która kosztuje


Kraków nie bez powodu nazywany jest miastem studenckim – wynajęte mieszkania można znaleźć prawie w każdym bloku, w każdej dzielnicy. Różnią się między sobą metrażem, wyposażeniem, cechą, którą można by określić mianem „przytulność”, a przede wszystkim ceną. Przy wynajmowaniu mieszkań najważniejszą rolę odgrywa zasada „im nas więcej, tym lepiej”. Warto zebrać grupkę znajomych i z nimi szukać jakiegoś lokum, bo wtedy koszty rozkładają się na więcej osób. Jeśli na studia przyjeżdżamy sami, również nie ma problemu – istnieje mnóstwo serwisów internetowych z ogłoszeniami o poszukiwaniu lokatora. Łatwo można dołączyć się do kogoś, kto już mieszkanie znalazł.

Kiedy znajomi nie dopiszą, a i kogoś obcego trudno będzie znaleźć, trzeba będzie zdecydować się na wynajem kawalerki. Ich ceny wahają się od 700 do 1500 i więcej złotych. Oczywiście najdroższe garsoniery znajdują się w centrum, a najtańsze w Nowej Hucie, ale w zasadzie dzielnica nie ma większego znaczenia. Obecnie, właściwie w każdym rejonie Krakowa można znaleźć zarówno tanie, jak i drogie kwatery. Przejdźmy zatem do mieszkań dwupokojowych. Te z reguły są zasiedlane przez trójkę lub czwórkę studentów. Piąta osoba raczej się tutaj nie zmieści, chyba że ktoś preferuje miejsce noclegowe przy piecyku w kuchni, ewentualnie na korytarzu, jeśli jest odpowiednio duży. Ceny są odpowiednio wyższe, tzn. 1200 - 2500 zł. Trzeba jednak pamiętać, że ta kwota rozkłada się na większą ilość osób, więc w ostatecznym rozrachunku wynajem dwóch pokoi opłaca się bardziej niż wynajęcie kawalerki.

zdjęcie ilustracyjne / Fot. Agnieszka ŁuczakowskaNa wtórnym rynku nieruchomości można niekiedy znaleźć mieszkania trzypokojowe, czasem zaskakująco tanie (np. 1600 zł), a nawet domy! Koszt tych ostatnich zazwyczaj przekracza możliwości przeciętnego studenta, bo sięga sum rzędu nawet 6000 zł. Jeśli dobrze poszukać, można znaleźć pokój dla siebie, za który nie zapłacimy więcej niż 300 zł, ale trzeba pamiętać, że do tej kwoty dochodzi jeszcze koszt zużytych mediów, a często też kaucja. Stancja daje poczucie samodzielności, ale niesie ze sobą też wiele pułapek, niestety najczęściej finansowych.

Akademik – koncert na patelnie i złotówki w kieszeni


Szczęśliwi studenci, których podania o przyznanie miejsca w akademiku zostały rozpatrzone pozytywnie, mogą spać nieco spokojniej. Czynsz miesięczny w domach studenckich nie przekracza zazwyczaj 250 - 270 zł, chyba że zostaniemy zakwaterowani w nowo wybudowanym lub przynajmniej nowo wyremontowanym akademiku. Wtedy siły wyższe mogą zażądać od nas nawet 320 zł za miesiąc pobytu. W ogólnym rozrachunku są to jednak i tak śmiesznie małe kwoty, które niezmiennie wywołują w studentach ze stancji uczucie palącej zazdrości. To właśnie dlatego wymyśla się argumenty kontestujące warunki życia w akademiku. Większość z nich jest zresztą niezwykle trafna. Nikt nie zaprzeczy, że conocne koncerty na patelnie i tłuczki bywają męczące, że czasem ciężko się uczyć, gdy koledzy na korytarzu tak dobrze się bawią, że pod koniec tygodnia stan urządzeń sanitarnych pozostawia wiele do życzenia.

Trzeba jednak być do końca uczciwym i wspomnieć, że cena za akademik obejmuje również media. Jak bardzo to jest ważne wiedzą ci mieszkańcy stancji, którzy, by ograniczyć wydatki, musieli drastycznie skrócić czas pobytu pod prysznicem lub oszczędniej gospodarować komputerem. Kiedy mieszka się w wynajętym mieszkaniu, wszelkie urządzenia elektryczne i gazowe zaczyna się w pewnym momencie traktować jak potencjalne źródła odpływu pieniędzy. Akademik dba, by takie myśli nie naruszały naszej kondycji psychicznej.

Kiełki kontra schabowy


Kiedy mamy już gdzie mieszkać, trzeba zastanowić się nad tym, co będziemy jedli. Kraków daje nam wiele możliwości zaspokojenia głodu. Zdecydowanie przodują pod tym względem stołówki i bary studenckie, gdzie można zjeść obiad za jedyne 5 zł. Tyle kosztuje danie bezmięsne, więc wegetarianie mogą się cieszyć i pozwolić sobie czasem nawet na deser za złotówkę. W gorszej sytuacji są miłośnicy mięsa. Ci muszą od czasu do czasu wysupłać 8 - 10 zł, by zjeść coś konkretniejszego. Dobrym rozwiązaniem jest gotowanie w domu. Oczywiście nie samemu i nie tylko dla siebie, wtedy koszty wcale nie będą mniejsze, a i przyjemność średnia. Takie obiady mogą okazać się dobrą praktyką dla studentek, planujących założenie tradycyjnej rodziny, w której to żona/mama jest królową kuchni. A i męska część braci studenckiej ma okazję sprawdzić umiejętności wybranki lub wykazać się osobiście niepospolitymi zdolnościami, nie tylko w jedzeniu.

Śniadania i kolacje nie przedstawiają już większej trudności. Za 10 zł można z powodzeniem przeżyć pół tygodnia nie bez urozmaicania jadłospisu. Co sprytniejsi rezygnują zupełnie z kolacji, motywując swą decyzję (oficjalnie) względami zdrowotnymi lub dietą. Jak widać, kwestia posiłków nie jest aż tak trudna, jak by się mogło wydawać. Trzeba tylko pamiętać o zdrowym rozsądku. Samymi kiełkami człowiek nie wyżyje. Raz na jakiś czas trzeba zafundować organizmowi dawkę witamin, białka, węglowodanów i cukrów. Niech on też ma coś z życia.

Rowerem na uczelnię


Kolejnym problemem wartym rozpatrzenia jest sprawa transportu. Zdarza się, że uczelnia, sklepy i wszystkie inne potrzebne instytucje są usytuowane w zasięgu naszych kroków. Jeśli jesteśmy w stanie dotrzeć wszędzie po 15 - 20-minutowym spacerze, możemy uważać się za szczęściarzy. Co natomiast zrobić, jeśli mieszkanie znaleźliśmy w Nowej Hucie, a większość zajęć mamy na Ruczaju? Można oczywiście chodzić na piechotę, ale trzeba pamiętać o tym, jak bardzo takie wycieczki skracają nam dzień. Dobrym rozwiązaniem jest zaopatrzenie się w rower. Samochód wciąż pozostaje dla przeciętnego studenta jedynie w sferze pragnień.

Sytuacja komplikuje się, jeśli nie mamy ochoty przemęczać się fizycznie. Wtedy musimy zaopatrzyć się w bilet komunikacji miejskiej. Najpopularniejsze są bilety miesięczne, których koszt waha się od 23,50 do 47 zł, w zależności od tego, czy wykupimy przejazdy na jedną linię, na dwie czy na wszystkie. Jeśli nie czujemy potrzeby oddalania się od domu w weekendy, możemy wykupić bilet obejmujący dni od poniedziałku do piątku. Możemy też nabyć od razu „sieciówkę” na dłuższy okres. Zaoszczędzimy na tych zabiegach nawet do 5 złotych w skali miesiąca! Toż to koszt jednego obiadu!

Uczyć się czy się nie uczyć – oto jest pytanie


Czas oderwać się od tych przyziemnych spraw i przejść do właściwego celu życia studenta – do nauki i rozrywki (kolejność według uznania). Szczególnie z nauką sprawa nie jest prosta, bo o ile studenci bawią się zazwyczaj podobnie, to koszty materiałów dydaktycznych są różne w zależności od kierunku studiów. Najdroższe są książki techniczne, mogą kosztować nawet 100 zł i więcej. Dobra wiadomość jest taka, że zazwyczaj jedna czy dwie książki wystarczają na cały rok, w skrajnych przypadkach – na całe studia. Resztę można znaleźć w bibliotekach.

W gorszej sytuacji są filologowie. Oni muszą poważnie pomyśleć o uwzględnieniu zakupów książkowych w swoich wydatkach. Koszty są mniejsze, bo średnio od 20 do 50 zł za sztukę, ale nie można się spodziewać, by jedna taka pozycja wystarczyła na cały rok. Co więcej, nie najlepsze wyposażenie bibliotek sprawia, że niektórych książek nie można wypożyczyć. Pozostaje wtedy zwrócić się do najlepszego przyjaciela studenta – kserokopiarki. W Krakowie można skopiować stronę formatu A4 już za 6 groszy, ale większość czytelni wciąż nie pozwala wynosić książek na zewnątrz, a u siebie udostępnia ksero za jedyne... 20 groszy. W ogólnym rozrachunku okazuje się często, że wydajemy, nie wiedząc kiedy, od 6 do 20, 30, 40... złotych na tydzień! Jeśli dodać do tych kosztów wypady do kina (5 - 13 zł), teatru (11 - 30 zł), krakowskiej Rotundy na koncert lub wieczór kabaretowy (20 - 35 zł), to wychodzą naprawdę horrendalne sumy.

Kosztowny egzamin z życia


Nadeszła pora na krótkie podsumowanie. Czego musi się spodziewać student, który dostał się na swój wymarzony kierunek i to w trybie stacjonarnym? Otóż musi spodziewać się przede wszystkim kosztów. Jeśli będzie ograniczał swoje pragnienia, jeśli będzie się więcej uczył (i to oszczędnie, bez zbędnego kupowania książek i kserowania notatek), a mniej studiował, jeśli postawi na usprawnianie kondycji fizycznej i zrezygnuje z jedzenia kolacji i jazdy autobusami, a nastawi się na długie spacery i oczyszczanie organizmu wodą z kranu, to jest szansa, że wyżyje w Krakowie za (bagatela!) 450 - 500 złotych. Niepokorni, lenie, głodomorzy i typy rozrywkowe mogą spodziewać się koszmarów, w których przed ich oczami będą przelatywały rachunki na łączną kwotę ponad 1000 zł.

Jest jednak kilka dobrych wiadomości. Krakowskie uczelnie oferują swoim studentom pomoc socjalną, dopłaty do wyżywienia i zakwaterowania oraz stypendia za wyniki w nauce i w sporcie. W sumie można gdzieniegdzie otrzymać nawet 1500 zł na miesiąc! Udaje się to nielicznym, co nie znaczy, że jest niemożliwe. Dodatkowo, zawsze można próbować znaleźć pracę dorywczą albo udzielać korepetycji.

Możliwości jest naprawdę wiele i, wbrew temu, co mówią liczby, warto podjąć wyzwanie, jakim są studia dzienne. Zawsze można po prostu przestać podliczać rachunki i żyć w błogiej nieświadomości, potraktować studia jako małą szkołę przetrwania, a w indeksie uzupełnić kolejną rubrykę „egzaminem z życia”. Jestem przekonana, że większość adeptów, jeśli nie wszyscy, otrzyma zaliczenie, i to na ocenę najwyższą z możliwych. W końcu – Polak potrafi, a student to już na pewno!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (35):

Sortuj komentarze:

Nie bardzo rozumiem. A studenci "wieczorowi" to niby nie muszą płacić za podręczniki i kserówki (cokolwiek by te kserówki miały oznaczać) ? Nie ma żadnej różnicy.
To nie jest tak, że na studiach płatnych ma się za darmo podręczniki, locum itp. :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zdecydowanie +
Miałam ten sam problem, kiedy rozpoczynałam studia w Poznaniu. Darmowe studia to mit, ciekawe ile jeszcze czasu się on utrzyma?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przyjaciołom też płacisz za ich sympatie? No chyba, że takich nie masz. Sobie też każesz płacić bliskim za darzenie ich uczuciami? .. przy okazji.. ciekawy profil masz.. strach się bać

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bo nie ma. Studia dzienne też kosztują, tylko często płaci się zupełnie inną walutą, a czasem - jak w moim przypadku - brakiem pieniędzy na durnego batonika, który kosztował tyle, ile całe 52 strony zadanej na czwartek lektury.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kruku jakby wszystko tak analizować to na końcu okaże się, że nic nie ma za darmo. ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

"A czy same studia (nauka) są bezpłatne? Hm... Bez zapisania się do biblioteki, kupowania książek czy kserowania materiałów na niektórych kierunkach nie da się przeżyć. Tylko za samo siedzenie na uczelni nikt nie każe nam płacić. Ale czy to właśnie jest studiowanie?"
Otóż to.
Tu każdy ma takie zdanie, jakie są jego doświadczenia, więc dodam od siebie: na polonistyce wydawałem po 20-40 zł tygodniowo na same tylko kserówki (ktoś był nieprzygotowany, bez tekstu na ćwiczeniach? miał nieobecność), a było też kilka podręczników bez których trudno było sobie poradzić. Okienka skutecznie uniemożliwiały mi podjęcie jakiekolwiek pracy, kiedyś zresztą trzeba było to wszystko czytać, rodzina zapewniała połowę wiktu oraz opierunek i nic ponadto...
Przemęczyłem się tak dwa semestry z kawałkiem i stwierdziłem, że studia zaoczne opłacają mi się znacznie bardziej. Mimo płacenia dość wysokiego czesnego, wreszcie nie wydaję wszystkich swoich pieniędzy na studia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bezpłatne studia w Krakowie są bezpłatne. Płatne studia są płatne. Nie tylko w Krakowie studia bezpłatne są bezpłatne, a na płatnych się płaci, ale także w innych miastach tak jest. No.. to mam nadzieję, że rozwiałem wszelkie wątpliwości i udzieliłem wyczerpującej odpowiedzi na zawarte w tytule pytanie ;)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ok, pytanie brzmi, o czym jest ten artykuł.
Bo z treści wynika, że o kosztach utrzymania w obcym mieście.

A to znaczy, że artykuł DOTYCZY tak samo dobrze studentów "wieczorowych"
natomiast NIE dotyczy studentów "dziennych", pochodzących z miasta uniwersyteckiego.

Dlatego tytuł nie pasuje do treści.

Ja rozumiem, że Autorka akurat przypadkiem zalicza się do grupy przyjezdnych dziennych.
Ale dziennikarstwo to nie pamiętnik i trzeba jednak patrzeć szerzej.

Bo w skrajnym przypadku mogłaby tu o studenckich kosztach utrzymania napisać córka profesora, mieszkająca na terenie uniwersytetu, mająca książki po starszej siostrze i bezpłatne rodzinne obiady w stołówce uniwersyteckiej. I oczywiście nie byłaby uprzejma dostrzec, że jej sytuacja nie jest jedynym punktem odniesienia.

Powtórzę jeszcze raz - artykuł jest dobry, ale tytuł sugerujący, że to artykuł o kosztach studiów dziennych, wprowadza w błąd.

Nic by się nie stało, jakby artykuł nazwać artykułem o kosztach studiowania i uczciwie wypisać koszty wspólne dla wszystkich (książki, ksero), a potem dodać, że jeśli ktoś studiuje wieczorowo, to istotnym wydatkiem jest czesne wynoszące od do, a jeśli ktoś nie pochodzi z Krakowa, to dochodzą mu takie to a takie wydatki.

Przyjęcie, że to co zostało opisane to "koszty studiów dziennych" i radosne wyrzucenie bez słowa, poza nawias, dwóch ogromnych grup studentów psuje dobry artykuł.

To że istnieje podejrzenie graniczące z pewnością, że te dwie zignorowane grupy stanowią razem większość krakowskich studentów, to drobiazg niewarty wspomnienia.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, zgodze sie z Autorka - w przypadku moich studiow rowniez wiekszosc studentow (dziennych) jest spoza Krakowa. Jak jest w przypadku niestacjonarnych - nie mam pojecia, byc moze tu dysproporcje sa jeszcze wieksze.

Mam natomiast wrazenie - ale moze sie myle - ze studenci, wlasnie ci "dzienni", ktorzy pochodza z miasta w ktorym studiuja szybciej ida do w miare stalej pracy. Tak jak mysle o znajomych, to jednak wiekszosc przyjezdnych badz dojezdzajacych pracuje dorywczo, natomiast miejscowi pod koniec studiow zwykle juz gdzies na umowe. Ale moje obserwacje moga nie byc reprezentatywne :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, już chyba coś tu pisałam odnośnie tytułu. Proponujesz analogię - "płatna praca". Tylko że nikt nie mówi o całym swoim życiu w obcym mieście "praca". A studenci, którzy uczą się w innych miastach nazywają "studiami" nie tylko swoje uczelniane obowiązki, ale i mieszkanie czy ogólnie - życie. Dlatego tytuł chyba nie jest aż tak nie na miejscu. ;)

"na uniwersytetach panuje jednak nadreprezentacja osób z danego miasta na studiach dziennych"

Moje studia akurat zaprzeczają temu zdaniu. Większość mojego roku to osoby spoza Krakowa. Ale to już chyba raczej kwestia przypadku.

A czy same studia (nauka) są bezpłatne? Hm... Bez zapisania się do biblioteki, kupowania książek czy kserowania materiałów na niektórych kierunkach nie da się przeżyć. Tylko za samo siedzenie na uczelni nikt nie każe nam płacić. Ale czy to właśnie jest studiowanie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.