Facebook Google+ Twitter

Ile kosztuje Polaków stanie w korkach?

Firma doradcza Deloitte opublikowała raport dotyczący problemów transportowych siedmiu największych polskich miast. Zobacz ile czasu i pieniędzy tracimy każdego roku na stanie w korkach.

 / Fot. Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0, commons.wikimedia.orgAnaliza problemów transportowych przeprowadzona przez firmę Deloitte objęła Warszawę, Łódź, Wrocław, Kraków, Katowice, Poznań oraz Gdańsk. Zgodnie z raportem, każde z wymienionych miast przeznaczało rocznie średnio 21 proc. budżetu na wydatki związane z transportem.

Wierząc autorom raportu, koszty ponoszone przez Polaków każdego roku przez stanie korkach równają się wydatkom budżetu państwa na oświatę. Tylko w siedmiu analizowanych miastach kierowcy tracą w korkach co najmniej 4,2 mld złotych.

Najwięcej czasu i pieniędzy tracimy w Warszawie. Stanie w korkach kosztuje warszawiaków rocznie prawie 2 mld złotych. Na równie niechlubnym drugim miejscu uplasował się Kraków, którego mieszkańcy tracą co roku w korkach ponad pół miliarda złotych. Najmniej na miejskiej jeździe tracą obywatele zagłębia, w Katowicach "jedyne" 107 mln złotych. Średnio każdemu kierowcy co roku ubywa z portfela blisko 3 tys. złotych.

Straty spowodowane gospodarce są nieco mniejsze. W wyniku korków w siedmiu największych miastach polski budżet traci rocznie blisko 3,7 mld złotych. Zdaniem Deloitte, mniejsze korki spowodowałyby oszczędności dla kierowców na poziomie 2,4 mld złotych rocznie i podobnej skali oszczędności dla budżetu.

Częścią raportu są także badania przeprowadzone wśród mieszkańców siedmiu największych miast w Polsce, których poproszono o ocenę miejskiego transportu. Autorzy raportu zapytali m.in. o transport publiczny oraz zadowolenie z organizacji ruchu. W pierwszym zestawieniu najlepiej wypadł Kraków, który w skali od 1 do 5 otrzymał notę 3,43. Na ostatnim miejscu, z wynikiem 2,91, znalazła się Łódź. Jeżeli chodzi o organizację transportu i ruchu, najbardziej zadowoleni są Poznaniacy.

Mieszkańcy badanych miast narzekali najczęściej na "tłok, ceny biletów, punktualność i czystość" w transporcie zbiorowym oraz brak odpowiedniej ilości miejsc parkingowych i płynności sygnalizacji świetlnej.

Raport dostępny jest do pobrania na stronie firmy Deloitte po wypełnieniu formularza rejestracyjnego.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (11):

Sortuj komentarze:

Piotr Kowalczyk
  • Piotr Kowalczyk
  • 20.01.2011 10:32

podejrzewam, że Polak średnio spędza dziennie po dwie godziny w aucie, przeważnie godzinę jedzie do pracy, a potem jeszcze więcej trzeba poświęcić na powrót - z reguły po południu są większe korki, znalazłem też dobry artykuł, który potwierdza, że nie da się w mieście jeździć średnio 50 km/h http://forumtransportu.pl/index.php?module=News&action=View&id=5899

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wiara, że zmiana władz może zlikwidować korki jest wyjątkowo naiwna. Korki są naturalnym etapem rozwoju transportu, acz wyjątkowo upierdliwym dla kierowców. Przy czym, zalecane przez rozmaitych "fachowców" poszerzanie dróg dojazdowych zupełnie nie rozwiązuje korków na trasach wjazdowych.
W przyrodzie nic nie ginie a przyspieszona fala aut i tak się zablokuje, bo nie ma jak się pomieścić w ciasnej zabudowie centrów miast. Przyrost ilości samochodów wciąż przewyższa przyrost miejsc parkingowych.
Optymalnym rozwiązaniem sprawdzonym na całym świecie jest rozwój sieci transportu masowego: metra, kolei dojazdowych, szybkich tramwajów. To jedyna alternatywa dla ruchu pasażerskiego, tworząca logiczne krajowe sieci. Na przykład we Francji w odległej od Paryża o 300km miejscowości, pasażer wsiada do pociągu TGV, po godzinie dociera do Paryża, na podziemnym dworcu przesiada się na kolej RER lub metro i po kolejnych 20 minutach jest w pracy. Podczas gdy w W-wie tyle samo czasu zajmuje dojazd autem z pobliskich Łomianek lub Piaseczna do centrum.
W Berlinie jest naziemna sieć S-bahn, potem przesiadka na podziemny U-bahn i już. Podobnie w NY, Chicago i większości innych dużych miast. Tam specjalnie ogranicza i obrzydza się jazdę autem, wręcz ograniczając ilość miejsc parkingowych i zwężając pasy ruchu (vide Paryż)
Nie ma innej logicznej alternatywy, a wydawanie miliardów by ludzie szybciej dojezdzali autami osobowymi jest bzdura.
Natomiast logiczne są obwodnice i udroznienie ruchu towarowego, co prawda warto by przywrócic do łask transport kolejowy i rzeczny, tak popularny na Zachodzie., gdzie barki i kolej docierają do centrów miast.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Krzysztof Rdzanek
  • Krzysztof Rdzanek
  • 15.01.2011 08:02

Problem jest bardziej złożony niż mogłoby się wydawać. Samochodów w Polsce w porównaniu do Zachodu aż wcale tak dużo nie ma. Ze względu na to , że nie ma podziemnych i naziemnych miejskich parkingów wydaje się, ze jest ich tak dużo. Cały czas jest ich średnio około dwa razy mniej niż w np. Niemczech. Warszawa jest miastem, które po całkowitym zniszczeniu w ostatniej, wojnie zostało odbudowane bez koncepcji uwzględniającej zarówno ruch wewnętrzny jak i obwodowy i do dziś nie ma obwodnicy jako jedyna stolica w Europie (sic!). Była szansa na odbudowę wspaniałego europejskiego miasta z nowym duchem i w nowoczesnym stylu. Tylko kto miał to zrobić? Robotnicy i chłopi? Tych co się znali wymordowano, całkowicie stłamszono lub naprostowano politycznie. Niestety do dnia dzisiejszego cały czas są kontynuowane te powojenne tradycje w rządzeniu, bo do władzy dochodzą najczęściej ludzie przypadkowi, poprawni partyjnie, a nie dobrzy fachowcy z odpowiednim wykształceniem i praktyką. Tych ostatnich jest zresztą w Polsce coraz mniej a właściwie to można powiedzieć, że prawie już ich nie ma. Nowych nie przybywa, bo od kilkudziesięciu lat nie ma praktycznie szkół technicznych więc tak naprawdę kto ma to robić?
Sprawa wydaje się banalnie prosta bo wystarczyłoby zacząć od przebudowy ulic tak żeby na głównych arteriach powstały bezkolizyjne przejazdy pomiędzy wylotówkami, oraz jak najwięcej podziemnych przejść podziemnych (nie górą!) dla pieszych i dużo mostów. Rozbudować logiczną sieć transportu szynowego i kołowego poprzez tramwaje, metro i bus pasy a ruch tranzytowy przenieść na obwodnicę miasta. Myślę, że gdyby wykonać taką symulację (może ktoś ma takie możliwości?) oczywiście na podstawie dokładnych danych, to moim zdaniem okazałoby się, że Warszawa jest miastem wręcz luźnym. Wystarczy zobaczyć jak szybko rozładowuje się ruch na ekspresówkach. Przecież po wjechaniu na na taką trasę po paru kilometrach jest luźno, chociaż wcześniej tłok był niemiłosierny. W sytuacji gdy transport miejski rozwinięty jest w logiczny sposób to dużo ludzi ze względów oczywistych woli korzystać z niego a nie z samochodu co powoduje także zmniejszenie ruchu samochodowego.
Rower jest w mieście jakąś alternatywą, ale moim zdaniem w Polsce będzie się ten rodzaj transportu rozwijał powoli i bólach bo jest dla miast zupełnie nie dochodowy. Nawet odwrotnie- generuje całkiem spore koszty. W takim postkomunistycznym kraju, jakim jest obecnie Polska, obywatel traktowany jest jak dostarczyciel tzw. dutków i nic więcej. Nieudolność kolejnych ekip w rządzeniu państwem powoduje jedynie coraz większe obciążenie podatkami więc wszelkie inwestycje nie przynoszące jakichkolwiek zysków skazane są na niepowodzenia. Jeszcze długo Warszawiacy (i nie tylko) nie będą mieć spójnej i bezpiecznej sieci dróg rowerowych z tych właśnie względów (tak uważam) a i klimat w naszym kraju nie pozwala na masowy ruch rowerowy przez cały rok. Rower w rozwiniętych i nowoczesnych miastach może być jedynie alternatywnym środkiem transportu, ale nigdy nie stanie się podstawowym. Sądzę, że należy postawić już bardziej na udogodnienia i bezpieczeństwo w poruszaniu się przez pieszych niż na rowery ze względów zrozumiałych.
Czytałem kiedyś gdzieś w necie jak to ludzie się podniecają stojakami dla rowerów (czy już są ;-) lub tzw. stacjami i wynajmem rowerów. Tylko po co to wszystko jeśli nie ma po czym jechać? Jak by nie patrzeć to pat jest w tym momencie całkowity bo miasto nie robi dosłownie nic w celu poprawienia sytuacji i ludzie, jak to w Polsce, zdani są na wolną amerykankę. Ale czy tak być powinno za ten haracz, który państwo z nas ściąga?

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jarek Pioch
  • Jarek Pioch
  • 14.01.2011 18:11

Ludzie, którzy myślą że transport samochodowy powinien być priorytetem chyba nie rozumieją, iż proszą o niemożliwe. Miejsca w centrach miejsc się nie zrobi bo go nie ma, jedynie można zmniejszać zapotrzebowanie na to miejsce.
Pewien autor dzieł o tematyce komunikacji napisał "Budowanie dróg by rozładować korki jest jak leczenie otyłości przez popuszczanie paska"
Ludzie zbyt uzależnili się od jeżdżenia autami, lub są zbyt głupi by zauważyć, iż nie tędy droga.
Gdyby komunikacja miejska była w mieście dobrze rozwinięta to cieszyłbym się ( nie trzeba odśnieżać auta w zimę) szukać miejsca do parkowania, ot wsiąść pojechać zapłacić mniej i niczym się nie przejmować.

Teraz przemieszczam się rowerem mimo że posiadam samochód, ale używam go sporadycznie. Całą zimę poruszałem się rowerem bo po co stać w korkach, odśnieżać i wysyłać olej napędowy/benzyne/lpg w powietrze skoro ciągle korek, a drogi dziurawe.

Ludzie, spróbujcie wysiąść z samochodów :)

Miłego dnia.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Tomek Nowak
  • Tomek Nowak
  • 14.01.2011 17:05

Aż żal czytać takie rzeczy, jakie wypisuje Maciej Kuchta. Naprawdę uważasz, że przyszłością są samochody i komunikacja indywidualna?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Warszawscy wyborcy mają dalece posunięty problem z racjonalnym używaniem mózgów, gdyż kolejny raz, i to w pierwszej turze, wybrali na prezydenta osobę, która jawnie zwalcza ruch samochodowy w mieście i będzie jedynie nasilała problemy komunikacyjne, szkodząc gospodarce, marnując benzynę (i dojąc ludzi poprzez akcyzę) i przede wszystkim czas. Cieszcie się teraz, bo z pewnością powstanie pomysł na nowe, wspaniałe rondo, kolejny program propagandowy na rzecz tramwajów (które powodują obstrukcję ruchu samochodowego), autobusów itp, gdzie wg pani Gronkiewicz macie się gnieździć w niewygodzie i irytacji na kiepskie nawyki higieniczne współpasażerów, ciągłe roszczenia kogoś do miejsca siedzącego, zakaz palenia (choć może genialni politycy również zakażą palić we WŁASNYM SAMOCHODZIE; halo?!?), itd. Macie, czego chcieliście. Nie obserwuję sytuacji w innych miastach, ale zapewne im większe, tym jest bardziej podobnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Rowerzyści nie stoją w korkach :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Stanie w korku to tak jak jazda z szybkością około 40 km na godzinę po równej nawierzchni. Gdyby opodatkować samochody jadące w godzinach szczytu i za te pieniądze budować szersze drogi i nowe mosty, to każdy chętnie zapłaciłby 5 lub 7 złotych aby przejechać szybko. Tak robią już od wielu lat w Honk Kongu. Szkoda tylko, że budowa mostu trwa więcej niż odstęp pomiędzy wyborami samorządowymi.
Politycy polscy mówią więc jak francuski satrapa „po nas choćby i potop!”

Komentarz został ukrytyrozwiń
Jan
  • Jan
  • 14.01.2011 00:25

A najgorsze, że zamiast zwiększać miejsca parkingowe w centrum Krakowa i dawać dłuższe zielone samochodom, stawia się słupki, zakazy parkowania i daje zielone tramwajom. A mieszkańcy centrum niech stoją w korkach.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A gdyby 10% TIRów przenieść na barki śródlądowe, a następnych 10 - na kolej? To wykonalne. Przynajmniej w Niemczech czy Beneluksie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.