Facebook Google+ Twitter

"Iluzjonista" - Magia w kolorach sepii

O czasach rewolweru i melonika mógłbym pisać i marzyć bez końca. Filmów pokazujących tamte czasy nie omijam. Nie omieszkałem też zobaczyć prawdziwego "creme de la creme", czyli Wiednia końca XIX wieku w filmie Neila Burgera "Iluzjonista"

plakat z filmu / materiały dystrybutora Człowiek z niższych sfer, zafascynowany w młodości pokazami pewnego wędrownego magika, zaczyna trudnić się pokazami iluzjonistycznymi. Staje się niezwykle zręczny w tym co robi. Pewnego dnia zakochuje się do szaleństwa w pewnej damie z wyższych sfer. Z wzajemnością. Niestety życie okazuje się niezwykle pragmatyczne. Nikt nie pozwoli im się spotykać. Rozłąka jest oczywistością.

Po 15 latach Eisenheim wraca do Wiednia po azjatyckiej tułaczce. Tam z dnia na dzień staje się gwiazdą. Osobą uwielbianą, kochaną, mającą fanatycznych zwolenników. Można powiedzieć – gwiazdą popkultury. Pokazy młodego iluzjonisty przyciągają wszystkich bez wyjątku. Z czasem zainteresowani jego zdolnościami zostają również arystokraci i sam następca tronu - Książe Leopold. Człowiek dziwaczny, wyzuty z wszelkich głębszych emocji, arogant i alkoholik. Na domiar złego zaślubiona mu kobieta to Sophie von Teschen, dziewczyna, którą pokochał Eisenheim. Między księciem a artystą tworzy się napięta relacja, pełna zawiści z jednej strony i pogardy z drugiej. Marionetką w coraz to bardziej napiętych stosunkach pomiędzy przyszłym Cesarzem a gwiazdą Wiednia, zostaje natomiast szef miejskiej policji, pracujący nad zdemaskowaniem sztuczek i zdeprecjonowaniem słynnego magika. Akcja zaczyna galopować niezwykle szybko w momencie gdy nieobliczalny Leopold dowiaduje się o zażyłości pomiędzy swoją narzeczoną a Eisenheimem.

Książe Leopold Habsburg / materiały dystrybutora Film nie okazał się najlepszym obrazem, prezentującym dumnych mężczyzn w grubych brązowych surdutach i alabastrowych kobiet w zwiewnych tasiemkowych sukniach. Nie okazał się też typowym thrillerem, wciskającym w fotel, mimo, że owszem, pojawia się w nim mord. Nie był popisem cudownej gry aktorskiej, mimo, że rola Eisenheima w wykonaniu Edwarda Nortona była poprawna, natomiast Księcia Leopolda – intrygująca i odmienna od schematówj.
Jedno jest jasne - był to film niezwykle udany.
Nominację do Oskara dostał za stylowe zdjęcia. Nic dziwnego, skoro część ekipy stanowili twórcy oscarowego tryumfatora z poprzedniego roku - "Miasta Gniewu". Kulisy sławy dawnych "showmanów", pasja wkładana w ten specyficznyEisenheim i jego wybranka Sophie / materiały dystrybutora rodzaj sztuki, wiele ciekawych i zapierających dech w piersiach sztuczek. Wszystko to zapakowane w subtelnie wystylizowany obraz magii w kolorze sepii. A i na zakończenie warto czekać. Jest... Nietuzinkowe. Polecam.

Niebawem oglądnę drugi film, niezwykle podobny do Iluzjonisty. "Prestiż" Christopera Nolana. Dzieło porównywalne, opisujące podobne czasy i podobnych ludzi, wyświetlane w kinach w podobnym terminie. Naturalnie zachęcam do przeczytania również tej recenzji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

ijeee, oglądalam to tydzień temu:P

Komentarz został ukrytyrozwiń

napisać, że film nie jest doskonały, a zdecydowanie jest dobry i to tak, żeby zachęcić - sztuką. no i czekam na zdanie o "Prestiżu"-jako, że swoje mam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jessica Biel jest zjawiskowo piękna jako Sophie von Teschen...( Zosia z Cieszyna) ;-)
Paul Giamatti, jako szef policji - arywista jest zaskakujący i może nie taki zły jak można by pomyśleć...
Romantyczny ale nie ckliwy,bardzo udany film.Godny polecenia.;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.