Alkoholizm jest główną przyczyną utraty miejsca zamieszkania. Poniższy tekst pokazuje, że z nałogiem można skutecznie walczyć, można próbować powrotu do społeczeństwa.
Czuję lekką tremę i skrępowanie. Zupełnie jak neofita, wkraczający po raz pierwszy w progi nieznananej sobie dotąd świątyni. Wielokrotnie co prawda o niej słyszałem. Znam również kilku gorliwych uczestników spotkań, które tam się odbywają i ideę, która ich ze sobą łączy. Mimo to, aura tajemniczości, a przede wszystkim traumatyczne doznanie łączące stałych bywalców tego miejsca działają na mnie deprymująco. Jestem umówiony na tzw. „spotkanie speakerskie” – imprezę otwartą, w której uczestniczyć mogą zarówno członkowie klubu, jak i osoby niestowarzyszone.
Wysiadam na ul. Pomorskiej przy Sterlinga. Wąskim przejściem pomiędzy starymi czynszówkami docieram do celu. Nad drzwiami, urzędowo czerwona tablica informuje, że w tym okazałym budynku mieści się Ośrodek Terapii Uzależnień.
Tak więc jestem w jednym z kilkudziesięciu działających na terenie Łodzi
klubów „Anonimowego Alkoholika”.
Do sali w której odbywa się spotkanie docieram z kilkuminutowym spóźnieniem. Wygaszone światła, na stołach płoną świece. Pachnie kawą i jest potwornie duszno. Kilkadziesiąt osób -wśród których dominują mężczyźni – wsłuchuje się w znane sobie na pamięć słowa „dwunastu kroków” – swoistego kodeksu alkoholika czytanego właśnie przez prowadzącego spotkanie. Wstajemy, podajemy sobie dłonie tworząc łańcuch. Krótka modlitwa kończy część oficjalną. Panuje cisza. Na twarzach powaga i skupienie. Tak jest na każdym zebraniu.Wytwarza się niezwykła atmosfera jedności celu i myśli.
Tak wyobrażam sobie spotkania pierwszych chrześcijan. Wszyscy się znają, ściśle przestrzegają regulaminu. Z uwagą i zrozumieniem odnoszą się do słów prowadzącego. Zasadą jest nieprzerywanie wystąpienia mówcy. Chęć zabrania głosu sygnalizuje się przez podniesienie dłoni. Jestem pełen podziwu dla zdyscyplinowania obecnych na mitingu.Formuła zebrań nie zmienia się od niepamiętnych czasów a wielu spośród zgromadzonych,uczestniczy w takich imprezach od kilku a nawet kilkunastu lat.Bo tak być musi. Bo tak chcą. Bo w ten sposób pomagają sobie, gdy ta pomoc staje się niezbędna. Gromada ludzi złączonych jedną ideą posiada ogromną siłę oddziaływania na jednostkę.Ten właśnie element wspólnoty ma decydujący wpływ na powodzenie terapii odwykowej. Razem z całkowitą anonimowością oraz dobrowolnością udziału w zajęciach jest istotą ruchu A.A.
Wsłuchuję się z uwagą w słowa mówcy, odkrywającego przed nami całe swoje pijane od najmłodszych lat życie. "Zawsze mogłem dostać alkohol. W swoim miasteczku byłem bardziej znany od burmistrza. W każdej knajpie, sklepie, czy melinie miałem otwarty kredyt. Meliniarze nie dość że sprzedawali drogo , to jeszcze ich gorzała nie była najwyższej jakości. Na tych ich „wynalazkach” najgorzej traciło się zdrowie a często i życie. Jak zniesiono ograniczenia w obrocie alkoholem, to my pijacy nie musieliśmy już pić trucizny niewiadomego pochodzenia. No i odpadła konkurencja dla państwa . Ale tak czy tak pensja trafiała do sprzedawcy wódki, uporczywie omijając domową kasę. Cierpiała żona, dzieci a ja się bawiłem. Bo pijany człowiek, to szczęśliwy człowiek. Beztroski, przyjazny dla świata, wyrozumiały i uczynny dla kolegów. I co najważniejsze : zawsze miałem gdzie wrócić, nawet po parodniowym ciągu.